Czy sztuka umiera dwa razy?

My – muzykolodzy, wyróżniamy się bardzo złym nawykiem uczęszczania do opery tylko na spektakle premierowe. Niewiele interesują nas produkcje, których tytuły latami figurują na afiszu, tymczasem stanowią one doskonałą okazję, by spojrzeć na instytucje muzyczne z perspektywy ich codzienności.

Powszedni wieczór w teatrze operowym nie zawsze należy do najlepszych. Próżno wtedy szukać odprężenia czy wytworności, jakiej oczekiwalibyśmy po doniosłym i bogato zdobionym gmachu instytucji. Zazwyczaj tłumnie odwiedzany przez wycieczki szkolne pod przewodnictwem nauczycielek, gremialnie tkwiących obok toalet, a także przypadkowych widzów, którzy nie potrafią znaleźć swojego miejsca w atmosferze wszechobecnych przedstawicieli oświaty. „Och, jak tu gorąco” – komentują udręczone belferki w foyer. Młoda widownia chętnie strzela selfie, konsumuje w przerwie chipsy i odtwarza muzykę ze smartfonów. (Niektórzy dyletanci nawet czytają książki!) Zgiełk podczas introdukcji (opcjonalnie uwertury, preludium) przypomina wspaniałe czasy XVIII i XIX-wiecznego towarzystwa operowego, które nie może dokończyć ledwie napoczętych rozmów. Atmosfera jest swojska jak podczas rodzinnego, sobotniego popołudnia w centrum handlowym. Wszyscy są w dobrych nastrojach. Właśnie rozpoczyna się balet Romeo i Julia Sergiusza Prokofiewa, zrealizowany przez Emila Wesołowskiego w 2008 roku dla Teatru Wielkiego w Poznaniu.

Na scenie pojawiają się tancerze. Publiczność milknie, choć baletowe trykoty Romeo wywołują ciche parsknięcia wśród młodszej widowni. I nagle staje się tragedia – bohaterowie szekspirowskiego dramatu nie nadążają za tempem muzyki. O ile w dziele operowym aktor jest związany z dyrygentem poprzez niewidoczny łańcuch partii śpiewanej, o tyle w balecie oba światy powinny ciągle mieć siebie na uwadze. Po ośmiu latach od premiery, a także kilku zmianach obsady, dosłownie wszystko się rozjeżdża! To cud, że tancerze w ogóle wykonują elementy choreografii, skoro akcja rozgrywa się z kilkusekundowym opóźnieniem w stosunku do muzyki. Niedoskonałości nie rekompensują liczne uchybienia w realizowanych figurach baletowych, a brak utrzymania aplombu u solistów sprawia, że czujemy się jak publiczność kiepskiego, cyrkowego widowiska.

O tym, że zachowanie stabilności przedstawienia nie należy do najprostszych zadań zarówno dla reżysera, jak i aktorów, pisał w swoich wspomnieniach Ingmar Bergman.

„Miłość” Kaja Munka zaczyna się sceną picia czekolady. (…) Dwudziestu trzech aktorów na scenie pije czekoladę, wygłaszając od czasu do czasu jakąś kwestię, niektórzy tylko siedzą. Hammarén obsadził dobrymi aktorami wszystkie role, nawet nieme. Jego instrukcje były mordercze, szczegółowe i wymagały dużo cierpliwości. Kolbjörn wypowiada teraz swoją kwestię o zimowej pogodzie, bierze ciastko, potem miesza czekoladę, proszę ćwicz. Kolbjörn ćwiczy. Reżyser zmienia. (…) Po nieskończenie długich godzinach powtórek, przerw, poprawek, napominań i poszturchiwań Hammarén uznaje w końcu, że już najwyższy czas, by scenę zagrać od początku do końca. I oto następuje cud (…) Aktorzy, pewnie poruszający się na dokładnie wyznaczonym obszarze, czują swobodę kształtowania roli. (…) Gdy reżyser opuszcza miejsce gry, aktor zaczyna świadomie lub nieświadomie korygować swoje czynności według własnego uznania. Jego partner zmienia się natychmiast z tego samego powodu. I tak dalej. Po pięciu wieczorach wymuszone przez reżysera przedstawienie rozlatuje się, o ile ten nie nadzoruje za każdym razem swoich tygrysów. (…) Podwieczorek z czekoladą nigdy się nie rozleciał. [I. Bergman, „Laterna magica”, s. 146-147, Czytelnik, Warszawa 1991]

Dla teatru zauważalny, wprost rażący bezład spektaklu powinien być sygnałem, że produkcja nie nadaje się już do wystawienia na scenie i powinna zostać wycofana z repertuaru. W przypadku poznańskiej inscenizacji Romeo i Julia trudno znaleźć winnego, który jednoznacznie byłby odpowiedzialny za śmierć piątego bohatera w tragedii, czyli samej istoty sztuki.

Balet Prokofiewa to dzieło potężne – obszerne czasowo oraz wymagające technicznie. Choreograf musi z rozmysłem zaplanować ponad dwie i pół godziny tańca, by soliści rzeczywiście nie „umarli” z przeforsowania. Podczas pracy z tak dużym materiałem bardzo łatwo o błędy, niedociągnięcia czy wypadki… Romeo i Julia w Teatrze Wielkim jest doskonałym dowodem na to, że słabości spektaklu pojawiają się z czasem. Barwne i bogate kostiumy inspirowane renesansem, skontrastowane wobec schludnej i oszczędnej scenografii, zręcznie wplecione elementy komiczne prezentowane przez przyjaciół Romeo, niegdyś były atutami przedstawienia, którego obecny kształt wystraszyłby nawet samego Szekspira. Może właśnie 400. rocznica śmierci wielkiego dramaturga byłaby dobrą okazją, żeby odświeżyć jego kultową sztukę?

Każdy spektakl istnieje tylko w momencie swojego wystawienia, stanowi jednorazowe, niepowtarzalne wydarzenie, podczas którego sztuka ożywa i ginie na naszych oczach. Warto chodzić na stare spektakle, żeby się przekonać, czy przypadkiem sztuka nie umiera dwa razy – w momencie wystawienia oraz po kilku sezonach. Warto chodzić na nie również po to, żeby skonfrontować swoje wyobrażenia dotyczące teatru z rzeczywistością. Takie doświadczenie (nawet o charakterze traumy), może okazać się niezwykle kształcące dla muzykologa, krytyka sztuki lub osób zawodowo związanych z teatrem.

Dobrochna Zalas


Spis treści 15 numeru Podsłuchaj

Advertisements

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s