Czy sztuka umiera dwa razy?

My – muzykolodzy, wyróżniamy się bardzo złym nawykiem uczęszczania do opery tylko na spektakle premierowe. Niewiele interesują nas produkcje, których tytuły latami figurują na afiszu, tymczasem stanowią one doskonałą okazję, by spojrzeć na instytucje muzyczne z perspektywy ich codzienności. Czytaj dalej Czy sztuka umiera dwa razy?

Kilka słów o…

Któż nie zna Dymitra Szostakowicza! Jego osobowość twórcza była tak silna, że pozostawiła licznych, radzieckich kompozytorów na drugim planie. A jednak w samym otoczeniu wielkiego mistrza nie brakowało interesujących artystów, takich jak BORYS TISZCZENKO (1939-2010), określany przez ówczesnych muzyków mianem drugiego Prokofiewa.

Kompozytor zadebiutował w wieku dziewiętnastu lat, kiedy odbyło się prawykonanie jego I Koncertu skrzypcowego op. 9. Rok później napisał jedno ze swoich najlepszych dzieł, czyli II Kwartet smyczkowy op. 13. Utwór niezwykły, którego każda część do złudzenia przypomina rozmaite idiomy stylistyczne, charakterystyczne dla twórczości Szostakowicza, a nawet Philipa Glassa. Młody Tiszczenko, wówczas jeszcze student konserwatorium muzycznego w Leningradzie, nie mógł tworzyć muzyki elektronicznej, tak jak Stockhausen czy Boulez, ponieważ wchodziła ona w zakres formalizmu, dlatego nie tylko sięgał po rosyjski folkor, ale również zaczął muzycznie identyfikować się ze Strawińskim, Prokofiewem oraz innymi kompozytorami z przełomu XIX-XX wieku. Z takiej mieszanki powstał spójny, a zarazem niezwykle barwny styl, któremu dziś trudno odmówić indywidualizmu. Czytaj dalej Kilka słów o…

„Kopciuszek” w poznańskim Teatrze Wielkim

Po raz kolejny poznańska scena operowa udowodniła, że najlepiej realizuje się podczas wystawiania dzieł niedużych, odbiegających od repertuarowej konwencji wielkich teatrów.

Kopciuszek zadziwia prostotą i pomysłowością konstrukcji scenografii, doskonale wyważonej kolorystycznie, a także niezwykle dynamicznej (zmiany inscenizacji w trakcie przedstawienia stanowią naturalny element scenicznego ruchu i są prawie niezauważalne), dzięki czemu baśniowa opowieść nie jest wyłącznie dziecinną fantazją, lecz także gustownym teatrem dla dorosłych. Sukces Kopciuszka to również bardzo dobrze zakomponowana gra świateł, która stanowi istotną część przedstawienia już od samej introdukcji, kiedy zapoznajemy się z dzieciństwem głównej bohaterki – subtelne, filmowe przesłony zmieniają otaczającą postaci rzeczywistość. Wielka szkoda, że ten efektowny obraz, niewątpliwie wypracowany przez osoby, których nigdy nie ujrzymy na scenie, został zepsuty fatalnym tańcem członków baletu, nijak przystającym do żywiołowej oraz wymagającej muzyki. Nie najlepiej radzi sobie również orkiestra, której oporna gra wymaga, by jak najszybciej zatkać uszy watą.

A jednak… Komu w tracie spektaklu przestało zależeć na wrażeniach słuchowych, kto przecierpiał rozbestwione w foyer i rozhulane na balkonach dzieci, ten może z ręką na sercu powiedzieć, że stara opowieść o Kopciuszku nadal potrafi cieszyć oraz zadziwiać.

Dobrochna Zalas

002666photo

Więcej informacji na temat Kopciuszka  można przeczytać TUTAJ!