Wiosna budzi się do życia! – Relacja z 45. Poznańskiej Wiosny Muzycznej

Historię Poznańskiej Wiosny Muzycznej można byłoby zacząć od słów „dawno, dawno temu”… Podczas 45 lat istnienia festiwalu bywało lepiej lub gorzej, jednak dopiero w tym roku dało się poczuć, że Wiosna naprawdę budzi się do życia.

Kierunek

Od kilku lat Poznańska Wiosna Muzyczna daje nam okazję do spotkań ze znakomitymi, choć przeważnie mało znanymi wykonawcami (w zeszłym roku pisaliśmy o świetnym Duo Stump-Linshalm, a także jego porażce z przyczyn organizacyjnych). Wielu z nich stara się trafić do muzyki niekonwencjonalnymi drogami, by wymienić choćby Jarosława Kordaczuka, który zaprezentował utwór na skonstruowany przez siebie instrument o nazwie monoctone, Quiet Music Ensamble poszukujący muzyki w ciszy, czy KONTRA-Trio poruszający się w obszarze najniższych rejestrów. Na wyróżnienie zasługują także doskonali, polscy instrumentaliści, tacy jak Aleksandra Dzwonkowska, Rafał Łuc oraz Piotr Rakowski, którzy wspaniale odnaleźli się we współczesnych kompozycjach i udowodnili, że młodzi muzycy dysponują ogromnymi umiejętnościami wykonawczymi. Możliwość wysłuchania artystów oferujących tak niespotykane doświadczenia brzmieniowe, to bezsprzeczny plus festiwalu.

Jennifer Walshe, „Dordán” (2013) – utwór wykonany przez Quiet Music Ensamble w czasie tegorocznego festiwalu.

Wiosna to nie tylko „odkrycia”, ale również „zjawiska” kompozytorskie. Niewątpliwą zaletą wydarzenia jest różnorodność repertuarowa – słuchacze mają okazję zapoznać się z najnowszymi utworami oraz prawykonaniami, co daje świetny ogląd/osłuch na najbardziej aktualne trendy kompozytorskie. Wprawdzie „nie zawsze była to muzyka z najwyżej półki”, jak podkreśliła profesor Halina Lorkowska podczas ostatniego spotkania Atelier, to jednak właśnie owe zróżnicowanie sprawia, że festiwal wciąż budzi duże emocje.

Tendencje

Wiele utworów prezentowanych w trakcie tegorocznej Poznańskiej Wiosny Muzycznej zdradzało nieporadność m.in. poprzez środki, które powszechnie są stosowane w muzyce filmowej. Czy właśnie to jest muzyka (zwłaszcza oscylująca wokół utartej, kinowej retoryki), którą twórcy rzeczywiście słyszą, czują i respektują, którą pragną przekazać odbiorcy? Dobrym przykładem tego zjawiska był koncert KONTRA-Trio z interesującym składem wykonawczym (flet kontrabasowy, saksofon kontrabasowy, tuba), gdzie większość utworów była oparta na tych samych technikach kompozytorskich i nie wykorzystywała w pełni możliwości barwowych instrumentów (miłym wyjątkiem był utwór Thomasa K.J. Mejera, Tartarelischer Tanz V). W zamian mogliśmy zaobserwować oraz wysłuchać najrozmaitszych sposobów wtłaczania powietrza do rezonatorów pod postacią licznych puknięć, furknięć, sapań, wdechów, wydechów, połączonych niedbale z artykulacją wokalną… Z perspektywy swoistego call and response między kompozytorem, wykonawcą a słuchaczem, bez wątpienia były to komunikaty bełkotliwe, wywołujące niezrozumienie i zmieszanie. Sześć (z siedmiu) utworów zlewających się w jednolitą całość podczas wspominanego wyżej koncertu, raczej nie było dobrym znakiem dla przyszłości muzyki współczesnej.

Tegoroczny festiwal pokazał również, że niektórzy kompozytorzy przeżyli już swoje najlepsze lata twórcze. Znakomity Krzysztof Meyer zaprezentował w Symfonii wiary i nadziei do Psalmów Dawida na chór i orkiestrę (2015/2016) wspaniałe rzemiosło, czego nie można odmówić starszym pokoleniowo kompozytorom, jednak zastosowane przez niego pomysły były wtórne, zarówno w stosunku do jego wcześniejszych dzieł, jak i twórczości Dymitra Szostakowicza (nawiązania do radzieckiego kompozytora były szczególnie zauważalne w sposobie traktowania instrumentów smyczkowych oraz dętych blaszanych). W tym świetle trudno zarzucić choćby Krzysztofowi Pendereckiemu stylistycznego powrotu do romantyzmu, bowiem okazuje się, że jest to wyraźna tendencja u artystów starszej generacji, będących ojcami polskiej muzyki drugiej połowy XX wieku.

Atmosfera

Ogromną słabością Poznańskiej Wiosny Muzycznej jest brak życia festiwalowego, jedynie częściowo rekompensowanego przez panele dyskusyjne Atelier oraz zróżnicowanie miejsc, gdzie odbywają się koncerty (jeszcze dwa lata temu wszystkie wydarzenia festiwalowe działy się wyłącznie w gmachu poznańskiej Akademii Muzycznej). Brakuje w Poznaniu niecodziennego fermentu, który towarzyszy takim imprezom jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie czy Nowe Horyzonty we Wrocławiu, a także stałego punktu, gdzie możliwe byłoby spotkanie publiczności i artystów (w czasie FKŻ taką funkcję pełni kawiarnia Cheder Cafe). Szczególną uwagę na ten problem zwróciła profesor Halina Lorkowska w dyskusji o programie 45. Wiosny Muzycznej, proponując powrót do istniejącego niegdyś klubu festiwalowego.

Pewnym rodzajem gawędy artystów z słuchaczami były luźne przedmowy wygłaszane przez niektórych wykonawców (m.in. Quiet Music Ensamble i Lidię Zielińską prowadzącą „Muzykę z prądem”) przed koncertem. Wprawdzie najczęściej wynikały one ze specyficznej koncepcji zespołu lub wykonywanych kompozycji, które muzycy starali się przybliżyć publiczności, to jednak pozwalały na lepsze zrozumienie współczesnych utworów i otwierały swoisty dialog z muzyką. Sztuka najnowsza, którą cechuje trudność komunikacji z odbiorcą, przede wszystkim wymaga tego dialogu (niestety nawet niektóre opisy w książce programowej nie dawały jasnej informacji, z czym właściwie mamy do czynienia).

Organizacja

Nie da się zaprzeczyć, że 45. Poznańska Wiosna Muzyczna stała na wyższym poziomie organizacyjnym niż w poprzednich latach. Częściowa zmiana wizerunku (nowa forma książeczki programowej), wolontariusze (obecni od zeszłego roku), którzy zostali zaopatrzeni w identyfikatory, interesujące informacje oraz fotorelacje zamieszczane na fanpage’u… To elementy, które przemawiają na korzyść tegorocznego festiwalu. Z kolei najbardziej uciążliwym problemem było słabe oznakowanie miejsc, gdzie odbywały się koncerty, by wymienić choćby Salę Błękitną w Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w zakamarkach Auli Nova – wystarczyłby zwykły rollup, dzięki któremu słuchacze wiedzieliby, że idą w dobrą stronę.

„To jeszcze nie jest festiwal marzeń, ale realnych możliwości” – powiedział Artur Kroschel, dyrektor artystyczny Poznańskiej Wiosny Muzycznej. Jeśli festiwal utrzyma kierunek, którym obecnie zmierza, to Poznań ma szansę zyskać naprawdę cenne i niepowtarzalne wydarzenie muzyczne. Mam wielką nadzieję, że już niebawem nadejście wiosny w stolicy Wielkopolski nie będzie kojarzone z topieniem Marzanny nad Wartą czy śpiewem ptaków, ale z dźwiękami muzyki współczesnej.

Dobrochna Zalas


Obraz w tle: fot. Agata Ożarowska

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

Jedna uwaga do wpisu “Wiosna budzi się do życia! – Relacja z 45. Poznańskiej Wiosny Muzycznej”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s