Impresjonistyczna słodycz cukru pudru

Jest taki instrument, którego dźwięku nie podrobi żaden inny, a który ma zdolność naśladowania wielu brzmień. Nie każdy może na nim zagrać – instrument ten wymaga ogromnej wrażliwości i wieloletniego doświadczenia, pomnożonego razy cztery. Bo kwartet smyczkowy nie jest tylko wypadkową dźwięków dwojga skrzypiec, altówki i wiolonczeli. I to nie frazes, że członkowie kwartetu grają jak jeden instrument. Oni są jednym instrumentem.

Jest taki kwartet w Poznaniu, o barwie słodkiej i gęstej, misternie wypracowanej oraz pielęgnowanej. Tworzy go aktualnie czterech mężczyzn, a podczas niedzielnego koncertu, otwierającego piątą już edycję festiwalu Q’arto Mondi, którego są gospodarzami, obdarowali obecnych w Auli Lubrańskiego UAM półtoragodzinną dawką dźwiękowej czułości i piękna. Nazywa się Meccore String Quartet.

Wiolonczelista Karol Marianowski, altowiolista Michał Bryła, skrzypkowie Wojciech Koprowski i Jarosław Nadrzycki – w zespole najmłodszy stażem, ale wtopił się weń tak gładko, jakby grał w nim od zawsze. Przywitali gości festiwalu impresjonistycznym repertuarem – kwartetami smyczkowymi Karola Szymanowskiego, Claude Debussy’ego i Maurycego Ravela.

Gdyby nie lewe ręce, po których rozpoznać można źródło danego tonu, nie byłabym w stanie rozłożyć w głowie na czynniki pierwsze tej niesłychanie spójnej barwy, jaką udało im się osiągnąć w pierwszym kwartecie Szymanowskiego. Wyżyny zachwytu wywoływały we mnie momenty, w których jeden, wspólny dźwięk rozpływa się dopiero po chwili na poszczególne instrumenty, a takie zapierające dech chwile pojawiały się w dwóch lirycznych częściach Szymanowskiego jedna po drugiej. Paleta stanów pośrednich pomiędzy dźwiękiem a szmerem, sposób subtelnego poruszania się między nimi i wrażenie zmieniania faktury pojedynczych tonów, były zaproszeniem dla ucha do wyczulenia na najdrobniejsze drgnienia.

Po drugiej części z sonorystycznej hipnozy wyrwało mnie politonalne fugato, otwierające część trzecią. Wykonane z dumnym i pewnym zaznaczeniem pierwszoplanowości w każdym głosie, równoczesną klasyczną lekkością oraz niezatartą logiką w tej mnogości płaszczyzn, zachwycało przede wszystkim skrzącą się, idealnie wspólną artykulacją.

Kwartet Debussy’ego zajmuje w mojej prywatnej klasyfikacji jedną z najwyższych półek w swoim gatunku, a przez to znany mi jest – jak do tej pory myślałam – prawie na wylot. Niedzielna interpretacja wyprowadziła mnie z tego błędu w pięknej formie. Muzycy wyciągali czasem na wierzch takie dźwięki, że poprzez zmianę ciążeń, nadali własne, niespodziewane brzmienie znanym mi w inny sposób harmoniom. Cały Debussy był w ich wykonaniu niezwykle zwiewny, odciążony; jakby ktoś dmuchał w środek tej muzyki, żeby leciała wciąż do przodu. Nie wiem, czy był to wynik koncertowych emocji, czy też wcześniejszy zamysł, tym niemniej spójna myśl muzyków biegła bez wątpienia w tym samym kierunku.

Nie mogę nie wspomnieć o ogromnie rozczulającej roli drugich skrzypiec w kompozycji Debussy’ego i Wojciechu Koprowskim, dyskretnie wyłaniającym niekiedy swoją partię dźwiękiem miękkim oraz słodkim jak cukier puder. I nie powstrzymam się przed wyznaniem, że się w tym dźwięku zakochałam po uszy!

Meccorre String Quartet, fot. Magdalena Lubocka
Meccorre String Quartet, fot. Magdalena Lubocka

Czy jest coś piękniejszego niż dwa instrumenty smyczkowe grające w oktawie? Chyba tylko te same dwa w skrzyżowanych rejestrach. Takich fraz, jak na dłoni pokazujących mistrzowsko wspólne dążenie muzyków było w utworze Debussy’ego, ale przede wszystkim w kwartecie smyczkowym Ravela – mnóstwo. W tym dziale muzycy pozwolili sobie na trochę więcej szaleństwa, choć wciąż doskonale kontrolowanego. Ciekawe zresztą, że tyle niezliczonych godzin i myśli, poświęconych nazwaniu, ustaleniu i dopracowaniu tego wszystkiego, czego byłam świadkiem, zamyka się potem w kilku superlatywach. Powiemy: doskonałe, mistrzowskie. A tak naprawdę nie da się tej materii przełożyć na słowa; słowa mogą co najwyżej wyrazić podziw.

Nie mogłabym zarzucić kwartetowi braku spontaniczności, choć z pewnością nie jest ona ich cechą charakterystyczną. Zdecydowanie bardziej zwraca uwagę fizyczny, wizualny spokój i opanowanie. Jedynie wiolonczelista łamie nieco ich „pokerfejsową” konwencję – sprawia wrażenie emocjonalnego medium, mając bardzo wiele wypisane na twarzy.

Mimo silnie impresjonistycznego repertuaru, Meccorre String Quartet nie dali mi odpłynąć wgłąb wyobraźni, a raczej zainspirowali do bardziej świadomego odbioru ich muzyki. Dali występ przepiękny, ale jeszcze mocniej niż zwykle angażujący. Jeśli artyści, zaproszeni przez Meccorre do udziału w tegorocznym festiwalu są również muzykami „tego pokroju”, wiernych słuchaczy czeka wyczerpujący tydzień.

Z całego serca życzę każdemu takiego wyczerpania!

Magdalena Lubocka


Koncert Meccorre String Quartet, inaugurujący 5. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Q’arto Mondi / 6 kwietnia 2014 roku / Collegium Minus UAM, Aula Lubrańskiego

PROGRAM
K. Szymanowski – Kwartet smyczkowy nr 1 C-dur op. 37
C. Debussy – Kwartet smyczkowy g-moll op. 10
M. Ravel – Kwartet smyczkowy F-dur

Reklamy

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s