Nie mam nic do powiedzenia

Opętała mnie recesja twórcza, albo innymi słowy – kryzys. Zjawisko namiętnie omawiane przez artystów (najczęściej pisarzy) w licznych esejach i dziennikach. Z całą pewnością szczególną predylekcję do tego fenomenu miał w młodości Lew Tołstoj, który niemal codziennie wspomina o apatii pisarskiej w swoich pamiętnikach, choć nigdy nie określa jej jako brak natchnienia, weny czy milczenie. Inny przykład, bez wątpienia bliższy tematyce Podsłuchaj – Piotr Rytel, warszawski krytyk i pedagog muzyczny, znany ze skostniałych oraz skrajnie konserwatywnych poglądów, kiedy nie miał nic do powiedzenia, napisał artykuł o cyfrach:

w roku 1929 na muzykę poważną przeznaczono godzin 1116.43, na lekką – 567.10 (…) W roku 1933 na muzykę poważną wypada zaledwie godzin 992.44, gdy na lekką zaś aż 1438.03! W ciągu pięciu lat muzyka poważna spadła więc z 1116.43 na 992.44, lekka zaś wzrosła olbrzymio z 567.10 na 1438.03! Linia, po której idzie rozwój Polskiego Radia, nie ulega zakwestionowaniu. Że fakt ten może budzić gorycz wśród ludzi patrzących na sztukę oczami nie dzieci i pracownic domowych, lecz widzącymi powagę zagadnienia, rzecz jasna, nie wymaga komentarzy.

Gazeta Warszawska (1 XI 1934 r.) *

Każdy czytelnik „widzący powagę zagadnienia” musi przyznać, że był to problem, którego minorowy charakter idealnie wpasowywał się w dzień Zaduszek! Ale to tylko krótkie preludium przed prawdziwym dramatem, którego pragniemy uniknąć – o co się zahaczyć, jak się zainspirować? Zdesperowany krytyk lawiruje między YouTube a Spotify, natrafiając na coraz bardziej kuriozalne clipy, czy niepodlegające dyskusji chałtury. (Zazwyczaj wybór opisywanych utworów oscyluje między skrajnościami najgorszy-wybitny.) Wkrótce z przerażeniem odkrywa, że ta „lekka muzyka” o rosnącej w zastraszającym tempie ilości oraz niewielkiej wartości artystycznej, wypełniająca playlisty, które wabią słuchaczy tytułami „z życia” – The Happy Hipster, Rainy Day, Wine Tasting, Contintental Breakfas, to dźwięki trwale towarzyszące egzystencji współczesnego człowieka. Estetyka oscylująca między skrajnie utylitarnym meblami z IKEA, a różnorodnością barwnych, nierzadko kiczowatych gadżetów z modnych, designerskich sklepów.

Częstokroć nieświadomie, a także otwarcie boimy się zjawisk od dawna zakorzenionych w naszej kulturze. Znakomitym przykładem jest aktualnie roztrząsany problem nieokazywania niezadowolenia przez publiczność w salach koncertowych po wysłuchaniu nieudolnego wykonania dzieła. Tymczasem w latach ’30 XX wieku jeden z krytyków zachwycony reakcją słuchaczy, którą było buczenie, napisał:

więc publiczność już nie będzie może zupełnie tą bierną, bezwolną galaretą, tą nirwaną, która przyjmuje wszystko, co jej słuchać dają. *

Lecz dziś, kiedy muszę napisać artykuł o muzyce, straciwszy zaufanie do czytelnika, czuję się dokładnie tak samo jak średniowieczni rycerze wyruszający na krucjatę. Krucjatę prowadzoną przeciwko słuchaczowi, odbiorcy uznanego przez muzykologiczny kościół za muzycznego analfabetę, w dodatku zadowolonego ze swojej niewiedzy. Kodeks zabrania mi pytać: „czego słuchasz? Jakie masz oczekiwania?” Kodeks nakazuje przyjąć krytykowi postawę dawcy. Jednocześnie biorąc w obronę i atakując słuchacza,  niegdyś napisałam w jednej z moich prac akademickich:

Problemem w kształtowaniu postawy świadomego odbioru muzyki jest również brak odpowiedzialności wobec słuchaczy przez dziennikarzy muzycznych, którzy nie stawiają odbiorcy żadnych wymagań, pisząc o tym, co powszechnie znane. Zdarza się nawet, a to w ich postępowaniu jest najbardziej karygodnie i haniebne, że sami ignorują zjawiska oraz wydarzenia muzyczne, czy ujmując metaforycznie – omijają nieznane lądy, trudność podróży w do nowego miejsca i przemieszczają słuchacza bezpośrednim lotem do ziemi obiecanej (utworu, piosenki). Podczas gdy poznawanie muzyki przez niedoświadczonego słuchacza może odbywać się tylko na drodze własnego odkrycia! Dziennikarze muzyczni utracili rolę społecznego autorytetu nie dlatego, że nie mają odpowiedniej wiedzy, ale dlatego, że wykształcili w odbiorcy zupełny brak muzycznych wymagań – społeczeństwo zadowoli się każdą „nutą”, ponieważ jest nieświadome wartości i znaczeń, jakie muzyka ze sobą niesie.

W końcu dochodzę do tych samych, szalonych konkluzji – zmiana rzeczywistego odbioru muzyki to zawodowy samosąd, nieudane samobójstwo, albo w najgorszym przypadku śmierć. Wtedy dodaję po cichu, że dziś sobie podaruję i wzorując się na Hamlecie – stchórzę z rozsądku, bowiem w tym sporze nie ma winnych, wszyscy są oskarżeni. A zatem… Panie i Panowie oświadczam, że mam nic do powiedzenia.

Dobrochna Zalas


Cytaty (*) pochodzą z książki Romana Jasińskiego, Koniec epoki: muzyka w Warszawie (1927-1939), PIW, Warszawa 1986 r.

Obraz w tle: Natascha Sadr Haghighian, I can’t work like this (2007) [źrodło: http://exhibitions.guggenheim.org/storylines/natascha-sadr-haghighian?index=0]

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

2 thoughts on “Nie mam nic do powiedzenia”

  1. Muszę przyznać, że jest to najbardziej treściwe „nic” z jakim się spotkałam!
    A problem braku weny, natchnienia czy chwilowa niemoc muzy jest mi bardzo bliski, choć raczej w machaniu ołówkiem niż smyczkiem.

  2. Stworzyć „nic” to wielka sztuka! Kiedy opuszcza mnie wena, natchnienie, muza i jej koleżanki, to zawsze towarzyszy mi niepewność – wróci, czy nie wróci? Oczywiście powroty są bardzo miłe, ale czas zawieszenia naszych ołówków, piór, smyczków, nazywany przez niektórych artystów jako „milczenie”, powinniśmy określić mianem wakacji. W końcu proces tworzenia pod natchnieniem, gdy spod narzędzia pracy wylewa się te maziste „coś”, którego nie możemy w żaden sposób zahamować, nierzadko okazuje się większym koszmarem niż brak weny.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s