W drewnianym teatrze Ane Brun

Na Ane Brun natrafiłam przez przypadek. A, jak wiadomo, przypadki odmieniają nasze życie. Utwór Do You Remember. Umierający, a może śpiący starszy mężczyzna, biała koszula, szpitalne łóżko. I nagle na arenę wkraczają baletnice w tiulowych spódniczkach, za podartą kotarą czeka orkiestra (trochę klasyczna, trochę uliczna), wreszcie pojawia się i największa, choć fabularnie nie główna, bohaterka tego spektaklu, mistrzyni gustu, trochę Królowa Śniegu, a trochę Alicja z Krainy Czarów. Po co to przedstawienie?

Ane Brun, a właściwie Ane Brunvoll urodziła się w 1976 r. w Norwegii. Jest wokalistką, gitarzystką, kompozytorką i autorką tekstów. Pierwszy album, Spending Time With Morgan, nagrała w 2002 r. Później przyszedł czas na kolejne: A Temporary Dive, Duets, Live In Scandinavia, Changing Of The Seasons, Sketches, Live at Stockholm Concert Hall, It All Starts With One i w końcu – Rarities z 2013 r. Ane Brun śpiewa tak, jak wiele wokalistek dzisiaj. Tych ambitnych, dodajmy. Subtelnie, chłodno, z naciskiem położonym przede wszystkim na barwę głosu i bogate w przekaz teksty. Raczej hołdujących minimalizmowi w zakresie środków wyrazu niż próbie powiedzenia o wszystkim naraz za pomocą wszystkiego, co tylko pod ręką. Do You Remember to tylko i aż fragment większej całości (chociaż przystosowany również do odbioru niezależnie od niej) – dokładniej, jeden z utworów stanowiących soundtrack do krótkiego filmu Magnusa Renforsa One. Zaciekawionym tym obrazem polecam link: One. Niespełna osiemnaście minut sztuki i zaledwie niecałe sześć tysięcy odwiedzin w serwisie YouTube, a – jak twierdzą internauci – filmik zapiera dech w piersiach. Co ważne, muzyka Ane Brun nie stanowi tylko podkładu do wydarzeń zaplanowanych przez reżysera – jest integralną częścią tego dzieła. Dźwięk wpływa na wymowę filmu, zaś zachowania aktorów powiązane są z muzycznością. Instrumenty, taniec, gesty – wszystko to sytuuje muzykę na ważnym miejscu w hierarchii rządzącej w One.

‘Jeden’, ‘któryś’, ‘pewien’ – to historia, którą tak naprawdę musimy opowiedzieć sobie sami. W pierwszej scenie widzimy młodego mężczyznę, siedzącego w łóżku z maszyną do pisania – raczej nie składającego słowa czy nuty rzemieślnika, ale artystę w szale natchnienia. Ten człowiek to niezapisana kartka. Chcę go utożsamiać ze staruszkiem ze scen dalszych. Myślę więc, że spotkanie obydwu panów to spojrzenie w głąb siebie. Do You Remember to – jak się okazuje – najbardziej wyrazista reminiscencja życia, które minęło. I potem finał – nie taki, jakiego się spodziewałam, nie całkiem satysfakcjonujący. Na szczęście. Wszystko tu jest metaforyczne, nieoczywiste, niedopowiedziane. Wszystko wymaga inwencji odbiorcy – widza i słuchacza. Niebagatelną rolę w całym muzyczno-wizualnym pomyśle odgrywa też cisza. To rzadkie, a bardzo krzepiące. Podczas gdy Words czy Worship (w którym śpiewa też José González) odznaczają się delikatnością fraz i raczej spokojnym charakterem, tytułowy One to bardziej dynamiczna, pełna dramatyzmu i zarazem moja ulubiona część. A zaczyna się tym, czym najlepiej zacząć, czyli początkiem:

It all starts somewhere
It all starts with one
Everything comes from something
It all starts with one1

One to pierwszy akt. Pierwsze podniesienie kurtyny (a mam wrażenie, że odsłanianie i zasłanianie sceny to prymarne cechy obrazu Renforsa), trochę bieg, a trochę ucieczka. Trochę porządkowanie, coraz bardziej równomierny stukot obcasów, ale trochę jeszcze bałagan. Natomiast na poziomie makro – sugestia, że nie wszystko w żuciu reżyserujemy sobie sami.

W finale widzimy swoisty pogrzeb (bohater związany czy ukrzyżowany?, żywy czy martwy?), a w korowodzie idą wszystkie postacie spektaklu. Laleczki i żołnierzyki znowu dobrze zagrały swoją rolę. Znowu się udało.

Warto zajrzeć na oficjalną stronę artystki – tak gustowną, jak i sama Brun: anebrun.com. Warto posłuchać jej piosenek, nie tylko tych z It All Starts With One. Brun jest autorką znakomitych coverów: polecam Big In Japan czy Halo. Mając w pamięci wymagającą wokalnie, lecz krzykliwą wersję Beyoncé, zachwycimy się spokojem Norweżki. Dla mnie to folkowe objawienie rzędu Agnes Obel.

To nie sprawozdanie z dokonań Ane Brun. To tylko moja notatka, glosa, dopisek na marginesie. Słucham dalej.

Anna Komendzińska


1 Ane Brun, One.

Reklamy

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s