Wolfgango Amadeo Mozart…o?

Missa requiem, jak podaje New Grove Dictionary of Music and Musicians, to ryt mszy za zmarłych w kościele katolickim. Requiem, Missa pro defunctis, Missa defunctorum.

Każdego roku, dokładnie 4 grudnia, celebrowana jest w Katedrze Poznańskiej msza w rycie nadzwyczajnym za duszę Wolfganaga Amadeusza Mozarta. Liturgii towarzyszy ostatnia kompozycja mistrza – Requiem KV 626. No właśnie! Utwór zatytułowany jest jednym słowem; w taki też sposób został zapisany w Katalogu Köchla. Zadziwia więc fakt, że na plakacie (zdjęcie zamieszczone poniżej) znajduje się złoty napis “MISSA PRO DEFUNCTO”. Nie jestem językoznawcą, jednak miałam okazję uczyć się przez jakiś czas zarówno łaciny, jak i języka włoskiego, dlatego zaszokowała mnie ta dosyć dziwna hybryda językowa. Przejrzałam kilka słowników, książek, stron internetowych, katalogów (m. in. Katalog Köchla i RISM). NIGDZIE podobnego tytułu nie znalazłam. Jeśli missa, to defunctis. Jeśli defuncto, to messa. Ale zostawmy już kwestie językowe… Tym bardziej, że jak wspomniałam, językoznawcą nie jestem. Jestem jednak muzykologiem, co upoważnia mnie do zwrócenia uwagi na kolejny, tym razem tragikomiczny aspekt poniższego plakatu. Wolfgango Amadeo Mozart…o? Przyznam szczerze, że patrzyłam na to parę ładnych minut przecierając oczy ze zdumienia. Po czym przez kolejne kilka minut zanosiłam się śmiechem. Czy Mozart był Włochem? Skąd ta dziwna maniera kończenia każdego słowa na literę “o”? Ludwigo van Beethoveno? Johano Sobastiano Bacho? Bo bardziej muzycznie? Szanowni Państwo, era makaronizmów już minęła! Dzisiaj raczej staramy się zachowywać oryginalne imiona i nazwiska twórców. Następnym razem polecam zajrzeć do słownika.

Źródło: Facebook
[źródło: Facebook]

Ale na tym nie koniec. Zachęcona zeszłorocznym wykonaniem, wybrałam się na godzinę 23:00 do Katedry. Msza w rycie nadzwyczajnym, czyli powracająca do tradycji soboru trydenckiego. Asysta rozumie – lud niekoniecznie. Ale to nie wina ludu! Nie w tym tkwi diabeł. Requiem zostało wykonane przez orkiestrę Collegium F i chór mieszany, w którego składzie znaleźli się członkowie zespołu AudioFeels. Jako soliści wystąpili: Ingrida Gapova (sopran), Piotr Olech (kontratenor), Aleksander Kunach (tenor), Jarosław Bręk (bas). Całością dyrygował Marcin Sompoliński. Zacznę może od ogólnego wrażenia. Nuda i rozczarowanie. Wieloczęściowy cykl wykonany był jednostajnie, wprost monotonnie. Zabrakło zróżnicowania dynamicznego oraz kolorystycznego. Zabrakło typowej dla Mozarta lekkości. Zabrakło pasji i dramatyzmu. Ktoś powiedział, że jak już Lacrimosa nie wyszła, to nie ma czego dalej słuchać. To prawda, bo dawno tak się nie nudziłam przy Mozarcie. Niestety chór również nie pokazał się z najlepszej strony. Słaba dykcja, brak wyraźnie zakończonych fraz i zróżnicowania. A co chyba najgorsze – brak współpracy z orkiestrą. Przez cały czas miałam wrażenie, że orkiestra gra sobie, a chór śpiewa sobie. Nie było to bardzo rażące i pewnie mniej wprawne ucho mogło nawet tego braku współpracy nie wychwycić. Niestety moje to wysłyszało. Brak komunikacji między chórem a orkiestrą wykazywały różnice rytmiczne, mniej dynamiczne. Pojawiały się też różnice intonacyjne. Źle stawiane akordy, niedociągane dźwięki… To wszystko razem dawało poczucie nieładu i niedbałości o estetykę wykonania. Taka sama niedbałość i niedokładność intonacyjna była słyszalna u solistów. Rozwibrowane głosy z romantyczną manierą nie polepszały sytuacji. Całość ratowała jedynie sopranistka. Jej partie wykonane były precyzyjnie intonacyjnie oraz interpretacyjnie. Głos pełen prostoty, bez zbędnego vibrato, doskonale wpisywał się w klasyczną tradycję śpiewaczą. Niestety, pani Ingrida ginęła w natłoku męskich, rozwibrowanych i nieprecyzyjnych głosów, nad czym bardzo ubolewam.

Tegoroczne wykonanie Requiem można sprowadzić do poprawności szkolnego wykonawstwa. Nie było jednak oszałamiające, a ilość błędów i niedociągnięć składała się na ogólne, nienajlepsze wrażenie. To bardzo smutny wniosek. Mam tylko nadzieję, że Mozart w 223 rocznicę swojej śmierci nie przewracał się za bardzo w grobie (gdziekolwiek on jest).

Na zakończenie Lacrimosa pod Herreweghem. Bo dobre wykonanie nie jest niemożliwe.

Anna Sobczak


Spis treści 4 numeru Podsłuchaj! 

Reklamy

3 myśli na temat “Wolfgango Amadeo Mozart…o?”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s