Dzieci Gnilnej – wielość w jedności. Rozmowy na tablicy

Niedawno zdałam sobie sprawę, że trzy lata temu pożegnałam się z ludźmi, którzy mieli ogromny wpływ na to, kim jestem teraz. Łączenie szkoły ogólnokształcącej i muzycznej dał mi niezły wycisk, ale po latach doceniłam to i wspominam tamten czas jako bardzo wartościowy. Zajęcia od rana do wieczora nauczyły mnie nie tylko pracowitości, ale również cierpliwości i pokonywania kolejnych, indywidualnych wyzwań. Nauczyły również tego, że kiedy nie ma się już siły uczyć, ani ćwiczyć gry na fortepianie, wystarczy zobaczyć, co dzieje się wokół, bo za każdym garażem, na każdym piętrze, a nawet na dachu – czeka ktoś interesujący.

Obrzydliwy budynek przy ul. Gnilnej nie zachęca swoim wyglądem, lecz ludzie, którzy się tam uczą i pracują, tworzą wyjątkową atmosferę. Dzieci Gnilnej to coś w stylu muzycznej subkultury, to pewien styl życia, który z czasem, po opuszczeniu murów szkolnych przeradza się w trwałą bliznę. Patrząc na nią albo z uśmiechem na ustach będziesz opowiadał o szkole, która wymaga czegoś więcej niż tylko zdawania z klasy do klasy, albo też skrzywiony opowiesz o trudach, rywalizacjach oraz muzycznym dole. Jedno jest pewne – Gnilna uczy charakteru. Mówi się, że po drugim stopniu otwierają się drzwi do wyższych szkół muzycznych. Ale czy istnieje tylko jedna możliwość? Obserwując moją byłą klasę z dumą mogę powiedzieć, że wciąż jesteśmy różnorodni.

Ludzi, którzy tworzyli dawną XII B praktycznie nie widuję. Dzielą nas miasta, różnią charaktery i życiowe drogi. Rozmowy ze szkolnego korytarza przeniosły się na tablicę facebookową. Porozmawiam z trzema absolwentami Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku, którzy reprezentują zupełnie różne drogi życiowe. Aleksandra Krupińska jest wspaniałą pianistką i wybrała najpowszechniejszą drogę po ukończeniu szkoły, czyli akademię muzyczną, gdzie z powodzeniem zdobywa kolejne laury. Michał Janik łączy studia na akademii muzycznej oraz… wojsko! Alicja Zabrocka wybrała zupełnie inny świat – uniwersytet.

* * *

ALEKSANDRA KRUPIŃSKA – studentka Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy w klasie fortepianu.

10416879_10202092438935733_1371373523_n

Aleksandra Bliźniuk: Wybrałaś drogę klasycznej instrumentalistki. Czy Gnilna dobrze Cię przygotowała do tej drogi?

Aleksandra Krupińska: Odpowiadając na pytania będę patrzeć tylko pod kątem mojej osoby, ze względu na to, że Gnilna to szkoła pełna indywidualistów. Każdy inaczej podchodził do nauki, ćwiczeń na instrumentach, gospodarowania wolnym czasem. Studiując fortepian w Bydgoszczy mam obok siebie genialnych wykładowców i świetnych pianistów. Poziom jest naprawdę wysoki. Najlepszym sprawdzianem był dla mnie pierwszy rok. Z czystym serduchem mogę powiedzieć, że nie odstawałam od reszty i dałam sobie radę. Dlatego – tak Olu, Gnilna dobrze mnie przygotowała na akademię muzyczną. Ciężko powiedzieć w jakim stopniu sama szkoła, a w jakim samozaparcie i ambicje, ale na pewno miała ogromny wpływ na poziom z jakim trafiłam na moją obecną uczelnię.

Jak oceniasz poziom nauki na Gnilnej?

Z perspektywy czasu myślę, że OSM dała mi niezły wycisk. Trzeba pamiętać, że jej zadaniem było przygotowanie nas do roli muzyków. Wiadomo więc, że poziom nauczania nie był na najwyższym poziomie, ale na pewno na wystarczającym. Trud nie polegał na rozwiązywaniu, przykładowo skomplikowanych zadań matematycznych, lub nauce zaawansowanej chemii, ale na pogodzeniu ilości tych przedmiotów z dodatkowymi zajęciami muzycznymi i ćwiczeniem na fortepianie. W przypadku gdy ktoś chciałby zdawać na inne studia niż muzyczne, będąc w liceum, musiał się liczyć z dodatkowymi zajęciami, poświęceniem wolnego czasu na indywidualne przygotowanie do matury. Mówiąc o przedmiotach muzycznych trafiłam na dwóch profesorów, dzięki którym wciąż tkwię w świecie sztuki. Prof. Hanna Tokarska uczyła mnie 12 lat techniki, dyscypliny, cierpliwości, no i przede wszystkim miłości do muzyki (brzmi banalnie, ale sama prawda). Wiem, że miałam ogromne szczęście, że do Niej trafiłam. Mój charakter wymaga ciągłego stawiania poprzeczki coraz wyżej, podnoszenia adrenaliny, a nawet karcenia. Na literaturze muzycznej, dzięki prof. Aleksandrze Wilde zobaczyłam (a właściwie usłyszałam), co to znaczy piękna muzyka klasyczna. Od tego czasu z przyjemnością słucham jej, odpoczywając. Chodzę na koncerty, wydarzenia artystyczne i z pełną świadomością biorę w nich (bierny) udział.

Jak wspominasz Gnilną? Opowiedz mi o dobrych chwilach spędzonych tam.

Często mówiliśmy, że Gnilna to nasz drugi dom. I naprawdę tak było. Jak nie zajęcia to próby, jak nie próby to ćwiczenie i w ostateczności do prawdziwego domu wracało się na noc. Nie mogę jednak powiedzieć, że było mi z tym źle, bo moje najlepsze wspomnienia ze szkoły łączą się z ludźmi, z którymi przetrwałam w jednym budynku tyle lat. Mieli ogromny wpływ na to, jakim człowiekiem się stałam. Otworzyli mnie, mój mózg i uruchomili wyobraźnię. Mam taką ilość wspomnień, że ciężko wybrać tylko parę. Wyraźnie pamiętam niejedną lekcję W-Fu, z której wychodziłyśmy popłakane ze śmiechu, dawny bufet z panią Alą, z którą tak dobrze było się czasem podrażnić (stukając pieniędzmi o blat). Studniówka, chociaż w kameralnym gronie, z jedną turą poloneza – była wyjątkowo udanym zakończeniem wspólnych imprez.

* * *

MICHAŁ JANIK – student Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi w klasie tuby oraz młodszy muzyk w Orkiestrze Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej w Gdyni.

10405918_10202049317731292_1672412254_n

Połączyłeś studia na akademii muzycznej wraz z wojskiem i grą w Orkiestrze Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. Jak udaje Ci się połączyć tak wiele zajęć?

Michał Janik: Nie jest to łatwe, lecz wyniki egzaminów na uczelni pozwoliły mi na uzyskanie toku indywidualnego. Przez to mam możliwość dogodnego ustalenia terminów zajęć czy egzaminów tak, aby nie kolidowały ze służbą w ORMW. Poza tym miałem takie szczęście, że szkolenie unitarne, gdzie przez miesiąc nie było możliwości wyjścia poza teren jednostki, odbywało się we wrześniu czyli przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Kiedy rozpoczynałeś naukę na Gnilnej byłeś jedynym tubistą w szkole. Opowiedz jaka była atmosfera w sekcji dętej?

Powszechnie wiadomo, że w sekcjach dętych panuje luźna i przyjazna atmosfera. Na Gnilnej nie było inaczej. Tuba w sekcji blaszanej OSM była jedynym brakującym instrumentem, a przecież ten instrument posiada bardzo ważną rolę. Pojawienie się tuby pozwoliło na uzyskanie pełnego brzmienia i poszerzenia możliwości w zespołach kameralnych czy orkiestrze symfonicznej. Więc koledzy z sekcji przyjęli mnie serdecznie.

Jak oceniasz poziom nauki na Gnilnej? Czy dobrze przygotowała Cię do studiów na akademii muzycznej?

Wiadomo, że każdy z przedmiotów reprezentował wyższy lub niższy poziom. Muzyczne przedmioty były na dobrym poziomie. Takie jest moje odczucie, ponieważ trafiłem na dobrych pedagogów. Natomiast nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących również starali się, żebyśmy mieli „coś” w głowach z dziedzin, z którymi niewiele mają wspólnego muzycy. Gnilna dobrze przygotowała mnie do studiów.

Jak oceniasz poziom Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej?

Poziom orkiestry jest wysoki. Warto podkreślić, że orkiestra nie ogranicza się do wykonywania repertuaru oficjalnego, takiego jak hymny czy marsze, ale wykonuje również utwory muzyki big-bandowej czy w szerokim pojęciu muzykę klasyczną. Dość ważną rolę pełni repertuar muzyki filmowej. Orkiestra również wykonuje dzieła z solistami i ma na swoim koncie występy z wieloma znanymi polskimi gwiazdami.

Jak wspominasz Gnilną? Jakie są plusy i minusy uczenia się tam?

Gnilną wspominam bardzo dobrze. Uważam, że trafiłem do bardzo dobrej szkoły. Plusy to oczywiście mnóstwo wspaniałych ludzi nadających na tych samych falach oraz projekty pomagające zdobywać doświadczenie i obycie na scenie. Natomiast minusy to obecność dzieci klas 0-6. Przepychanie się miedzy nimi w czasie przerw oraz wrzaski były bardzo irytujące. Więcej wad nie przychodzi mi do głowy, być może dlatego, że jestem osobą, która stara się pamiętać wyłącznie te dobre chwile.

* * *

ALICJA ZABROCKA – studentka kulturoznawstwa oraz muzykologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. 

10423323_650994621621663_164185047_n

Łączysz dwa kierunki studiów: kulturoznawstwo i muzykologię, co jest dość nietypowe po ukończeniu Gnilnej. Jak dziś oceniasz ten wybór?

Alicja Zabrocka: Tak naprawdę, jeśli spojrzymy na ludzi wybierających zarówno kulturoznawstwo jak i muzykologię, nie jest to wcale takie nietypowe. Okazuje się, że na kulturoznawstwie ukończona szkoła muzyczna wcale nie jest czymś niespotykanym.

Nie zgadzam się z tym, że szkoła muzyczna determinuje ścieżkę zawodową. Oczywiście, przy obecnym sposobie nauczania, uczeń kończy ją właśnie z takim przekonaniem, jednak uważam, że wiele daje refleksja nad innymi korzyściami, które niesie za sobą edukacja muzyczna poza umiejętnością czytania nut i gry na instrumencie.

Studiując kulturoznawstwo i pisząc różne prace zaliczeniowe czy artykuły, uświadomiłam sobie jak przydatna i brzemienna w różnego rodzaju wnioski jest choćby znajomość kultury muzyków „od kuchni”. Skończenie szkoły muzycznej wzbogaciło mnie przede wszystkim o doświadczenia, które uprawniają mnie niejako do wypowiadania się na temat kultury muzycznej, zarówno z punktu widzenia muzyka, jak i słuchacza.

Jesteś zawodową instrumentalistką, a to nie jest wymagane na studiach muzykologicznych. Ułatwia Ci to naukę na tym kierunku?

Przyznaję bez bicia, że nie jestem praktykującym muzykiem (choć na moich studiach często powtarza się, że bez praktyki nie można być dobry teoretykiem). Jeżeli gram, to raczej na fortepianie niż na swoim głównym instrumencie – saksofonie. Oczywistym jest, że umiejętność gry na instrumencie poszerza wyobraźnię muzyczną. Można by się natomiast spierać odnośnie takiego samego stopnia przydatności całego zaplecza teoretycznego jakie nabywa się w szkole muzycznej. Z pewnością pomaga ono zaliczać różne przedmioty na muzykologii, z drugiej jednak strony ogranicza umysł. Dzieje się tak na przykład w przypadku harmonii, ponieważ system harmonii Kazimierza Sikorskiego, systematycznie wpajany uczniom w szkołach muzycznych, na studiach muzykologicznych okazuje się wcale nie być jedynym słusznym, a jest już wtedy bardzo trudny do wykorzenienia. Można by postawić pytanie (a uważam wręcz, że powinno się wszcząć na ten temat poważną dyskusję) o słuszność obecności w podstawie programowej szkół muzycznych podręczników Sikorskiego i innych „kwiatków”, skoro istnieją systemy dużo bardziej funkcjonalne.

Jak wspominasz Gnilną? Jakie są dobre i złe strony II stopnia?

Jedną złą stronę wyłuszczyłam już powyżej. Post factum dostrzegam niestety wiele błędów i niedociągnięć systemu edukacji muzycznej, który w obecnym stanie nastawiony jest na kształcenie solistów-wirtuozów. Nie mogę jednak i nie narzekam, bo gdyby nie szkoła muzyczna to nie byłabym tą osobą, którą jestem.

Gnilna jako ogólnokształcąca szkoła muzyczna, charakteryzuje się bardzo szczególną atmosferą. Uczęszczając do takiej szkoły cały czas spędza się z muzykami. Pamiętam, że jak zaczęłam chodzić na Gnilną w drugiej klasie gimnazjum (wcześniej chodziłam do wieczorówki), było to dla mnie cudowne uczucie. Ludzie w szkole muzycznej są przypadkową społecznością w dużo mniejszym stopniu, niż w normalnej szkole podstawowej czy liceum. Łączy ich nie tylko szkolny wiek i budynek, ale też bardzo często zainteresowania. Ponad to zaryzykuję stwierdzenie, że uczniowie OSM spędzają ze sobą dużo więcej czasu, na zajęciach (których jest przecież więcej), na próbach orkiestry i zespołów kameralnych, na koncertach. To wszystko sprawia, że więzi jakie powstają w takim miejscu są wyjątkowe i znacznie wpływają na kształtowanie się osobowości młodego człowieka.

Dopiero jak zakończyłam swoją edukację na Gnilnej, zrezygnowałam z akademii i poszłam na kulturoznawstwo, zdałam sobie sprawę z hermetyczności i swoistej duszności świata muzyków. Znalazłszy się wśród „normalnych” ludzi uzmysłowiłam sobie, że nigdy nie czułam się w nim w stu procentach na miejscu. Nie oznacza to, że nie utrzymuję żadnych szkolnych kontaktów. Większość moich znajomych kontynuuje obraną w szkole ścieżkę zawodową, doskonale sobie na niej radzi i przede wszystkim nie wątpi w słuszność swojego wyboru. Ja uważam siebie – i Ciebie, Olu – za doskonały przykład tego, że mimo iż nie jest to ścieżka dla wszystkich, nie trzeba trafić na bezdroże. Poznając inne dziedziny humanistyki okazało się, że oferuje ona wiele więcej, niż wydawało mi się to w szkole muzycznej. A jak po roku zaczęło mi brakować bliższego kontaktu z muzyką, muzykologia była wyborem naturalnym.

* * *

Na atmosferę Gnilnej nieoceniony wpływ mają nauczyciele i wychowawcy. Ja miałam do nich ogromne szczęście – począwszy od nauczycieli ogólnokształcących, poprzez muzycznych, a skończywszy na wychowawcach w internacie. To dzięki nim tak wielu absolwentów szkoły wciąż wraca do niej wspomnieniami. I nieważne gdzie obecnie studiują, czy mają już swoje rodziny czy wciąż biegają z głowami w chmurach. Jedno jest pewne: prawdziwe Dziecko Gnilnej cokolwiek będzie robiło, zrobi to dobrze.

Aleksandra Bliźniuk

Gnilna!
Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku
Advertisements

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

2 myśli na temat “Dzieci Gnilnej – wielość w jedności. Rozmowy na tablicy”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s