Nie tak straszne dysonanse. Dodekafonia, czyli nowy porządek

Nie tak straszne dysonanse to cykl artykułów dotyczących polskiej muzyki XX wieku, ze szczególnym naciskiem na jego II połowę. Cykl ten ma na celu pełniejsze przybliżenie i ukazanie zróżnicowania rodzimej twórczości tego okresu. W poszczególnych artykułach omówię główne nurty i techniki powstałe we współczesności oraz sylwetki najważniejszych kompozytorów tego okresu. Spróbuję także odpowiedzieć na pytania: jak słuchać muzyki XX wieku oraz czy w ogóle warto to robić? W poprzednim artykule pisałam o neoklasycyzmie, a dziś omówię nurt, który powstał w latach dwudziestych w kręgu austro-węgierskim oraz przybliżę jego trudną recepcję w Polsce.

Niezgodności w rozumieniu pojęć dodekafonia i muzyka serialna skłaniają do refleksji terminologicznej. Powstanie techniki dodekafonicznej przypada na pierwszą połowę lat dwudziestych w kręgu austro – niemieckim i początkowo wiąże się ściśle z twórczością Arnolda Schönberga. Naczelną ideą dodekafonii, czyli techniki dwunastu dźwięków jest brak centrum tonalnego dzięki równouprawnieniu wszystkich 12 dźwięków oktawy. Zmierzch tej techniki następuję około 1950 roku. Wtedy to rozpoczyna się faza muzyki serialnej, dla której punktem wyjścia stała się właśnie dodekafonia. Niemieckie określenie serielle Musik powstało w wyniku tłumaczenia francuskiego terminu musique sèrielle. Określenia tego użył po raz pierwszy  René Leibowitz i przedstawił je w kontekście muzyki Schönberga. Dokonał on jednak rozróżnienia techniki seryjnej w ogólności i techniki dwunastotonowej w szczególności, które spowodowało powolny proces oddzielenia znaczenia dodekafonii Szkoły Wiedeńskiej od późniejszej II awangardy.1 Dodekafonia dotyczyła więc serialnego traktowania klas wysokości dźwięków, natomiast serielle Musik klasyfikowała w ten sposób również inne wymiary dzieła, takie jak rytm, struktura brzmieniowa, artykulacja, czas.

Czytaj dalej Nie tak straszne dysonanse. Dodekafonia, czyli nowy porządek

Nie tak straszne dysonanse – po(d)słuchajmy razem współczechy!

Nie tak straszne dysonanse to cykl artykułów dotyczących polskiej muzyki XX wieku, ze szczególnym naciskiem na jego II połowę. Cykl ten ma na celu pełniejsze przybliżenie i ukazanie zróżnicowania rodzimej twórczości tego okresu. W poszczególnych artykułach omówię główne nurty i techniki powstałe we współczesności oraz sylwetki najważniejszych kompozytorów tego okresu. Spróbuję także odpowiedzieć na pytania: jak słuchać muzyki XX wieku oraz czy w ogóle warto to robić?

W tym artykule przedstawię Państwu problem recepcji muzyki XX wieku. Jakie wydarzenia historyczne miały wpływ na twórczość polskich kompozytorów? Jak słuchać muzyki awangardowej? Czy istnieje szansa na upowszechnienie muzyki XX wieku? Czytaj dalej Nie tak straszne dysonanse – po(d)słuchajmy razem współczechy!