Nie wierzę w tworzenie / Karkowski x Autechre / rozmowa z Wojtkiem Krzyżanowskim

DOBROCHNA ZALAS: Czy to, co tworzysz można jeszcze nazwać muzyką? Na twojej ostatniej płycie odnajdujemy brzmienia, których nie da się poddać klasycznej ocenie estetycznej. Nie ma słów, które określałyby „piękno” tego, co słyszymy, ale jesteśmy w stanie częściowo wyrazić, co czujemy podczas przeżycia estetycznego. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że wszystkie brzmienia (celowo nie używam słowa „dźwięk”) rządzone są jakąś logiką. Jest to również forma zabawy poprzez eksperyment.

WOJTEK KRZYŻANOWSKI: Nie wiem, czy w ogóle można powiedzieć, że cokolwiek na DS4 stworzyłem. Prawie cały album składa się z plików systemowych, takich samych jak na twoim komputerze. Emocjonalnie jest ciężko…

W takim razie kto jest twórcą tego albumu?

Nie wierzę w tworzenie. Komponowanie bardziej kojarzy mi się z łowieniem ryb lub zwracaniem uwagi na to, co jest. Jak wskazywanie księżyca palcem. Im mniejsza ingerencja ludzkiego umysłu w naturalne piękno, tym lepiej. Gdybyśmy pokonali schematy naszego myślenia i postrzegania, każda chwila mogłaby być źródłem niesamowitego przeżycia estetycznego. Pogrążeni w zapętlonych myślach, obawach i złudzeniach nie pozwalamy, aby wszechobecne piękno nas uszlachetniło, przepoczwarzyło.

Czy zaprzeczenie idei tworzenia nie jest równoważne z zaprzeczeniem bycia artystą? Przywykliśmy traktować jako dzieła sztuki takie przedmioty, które nie zostały nam dane bezpośrednio z „góry”, nie są „naturalnym” wytworem. Skoro utwory z DS4 są dźwiękowym przetworzeniem języka programowania, to nie oferujesz słuchaczowi czegoś, co zostało dane z „natury” – ktoś musiał napisać program, dzięki któremu system komputerowy może sprawnie działać.

Wszystko zostało nam dane bezpośrednio „z góry”. Tylko przestawiamy gotowe klocki. Artystą jest każdy człowiek, kot i kamień. Cały czas świadomie oraz nieświadomie wpływamy na otoczenie. Kiedy nagramy to na VHS i odtworzymy w pętli w nowoczesnym muzeum, nazywamy to sztuką. Czemu nie wcześniej? Czy nie po to sztuka współczesna obejmuje dziś każdy element ludzkiej świadomości, aby udowodnić, że dzieła sztuki towarzyszą nam na każdym kroku? Musimy tylko otworzyć oczy. Tym też zajmuję się na DS4 – dedykuję ją osobom, które próbują analizować muzykę poprzez ścisłe, skończone kryteria. Jej treść da się wymiernie przeanalizować tylko z perspektywy teorii informacji i akustyki; a każdy, kto zapuści się w przestrzenie między fizyką i informatyką zobaczy holistyczny wszechświat – totalne, wieczne dzieło sztuki.

Wydaje się, że sztuka jest raczej pewną formą modelowania, komponowania materii. Jeśli włożysz glinę na koło garncarskie, odkryjesz, że pod wpływem ruchu powstał jakiś regularny kształt. Ten ruch jest prawem. Sądzę, że album DS4 jest również skończony, powstał z jakiejś idei, porządku i prawa.

Moim zdaniem wszystko jest gliną i wszystko jest kołem garncarskim. Jeśli nazywasz sztukę modelowaniem materii, potwierdzasz jej metafizyczny charakter? Chciałbym rozróżnić materię w rozumieniu fizycznym oraz filozoficznym. Zgodnie z duchem digital physics najbardziej pierwotną materią jest informacja. Już z subatomowego punktu widzenia nie ma ścisłej granicy między rośliną a jej zapachem unoszącym się w powietrzu, czy jej korzeniami i glebą, całym lasem. Nawet „próżnia” niczego ściśle nie separuje, ponieważ wiemy, że jest polem wypełnionym energią, potencjalnie również cząstkami wirtualnymi. Nicość nie istnieje. Z informacyjnego punktu widzenia wszystko tworzy jedną, zwartą tkankę. Nie chcę udawać naukowca, jestem dyletantem, ale lubię myśleć o informacji jako elementarnym, uniwersalnym budulcu.

A więc można określić DS4 jako produkt reprezentujący „estetyzacje rzeczywistości”. Jean Baudrillard zajmując się tym problemem w filozofii, wyraził przekonanie, że postawienie znaku równości między sztuką a rzeczywistością prędzej czy później będzie zabójcze dla obu tych obszarów. Co pozostałoby człowiekowi po takiej katastrofie? Piękno metafizyczne? Nicość? Chwila, która przestała istnieć w momencie swoich narodzin?

Piękno metafizyczne. Estetyzacja rzeczywistości faktycznie może doprowadzić do śmierci sztuki i rzeczywistości w popularnym rozumieniu. A to byłoby fantastyczne. Każdy człowiek mógłby jak dawniej po prostu śpiewać, malować, tańczyć. Bez obsesyjnej świadomości, że taka forma aktywności jest zarezerwowana dla telewizyjnych gwiazd (więc nie warto się ośmieszać). Każdy z nas zna przynajmniej kilku świetnych artystów, którzy tworzą niemal wyłącznie do szuflady. Są spetryfikowani agresywnym krytykanctwem. Żyjemy w epoce ponownej normatywizacji estetyki – steruje nią rynek. Odkąd w XX wieku zaczęliśmy abstrahować estetykę z etyki, w muzyce stała się ona głównie bezrefleksyjną gonitwą za nowymi brzmieniami. To pasjonujące, ale niezbyt głębokie samo w sobie, podobnie jak zbieranie znaczków. Oceniamy nowe utwory w przeciągu 10-15 sekund, na podstawie tego, czy brzmią „świeżo” czy nie. Słuchacze z kręgu muzyki „poważnej” zwracają również uwagę na strukturę muzyki. Jednak moim zdaniem komplikacja struktur muzycznych per se po tym, co pokazał John Cage, to ślepy zaułek. Przyszłość estetyki leży w ponownym zjednoczeniu jej z pierwiastkiem etycznym.

Dusza i ciało człowieka mają się do siebie tak jak istota muzyki do jej słyszalnej postaci.

καλοκἀγαθία i DS4 [fot. Dobrochna Zalas]

Myślisz, że tak bardzo głęboka, ontologiczna świadomość rozumienia świata oraz metafizycznego piękna jest potrzebna dla przeciętnego odbiorcy sztuki, który chcąc posłuchać muzyki idzie do filharmonii, opery, albo sięga po najprostszy środek i włącza Spotify czy YouTube’a? Czego młody artysta (abstrahując od twojej wcześniejszej refleksji, że wszyscy nimi jesteśmy) oczekuje od odbiorcy?

Moja muzyka spod szyldu al_most od słuchacza wymaga skupienia, wsłuchania się w siebie, obserwowania swojego umysłu. W zamian za to καλοκἀγαθία + DS4 jako jedna całość mają na celu oferować głębokie przeżycia metafizyczne. DS4 to szczepionka na opętanie, καλοκἀγαθία prowadzi do transcendencji. Słuchacze nie wiedzą, że tego potrzebują. Może dlatego, że nie rozumieją nieskończonych możliwości wyrazowych muzyki. W rzeczywistości rynek zagłusza takie treści. W ogóle media zagłuszają większość jakichkolwiek treści. Kiedy oglądamy/czytamy serwisy informacyjne, nie dostajemy rzetelnych komunikatów. Otrzymujemy instrukcje, jak generować pieniądze i wpływy dla informatora. Tak samo jest z muzyką. Stacje radiowe, telewizje muzyczne, wytwórnie, agencje, kluby, teatry operowe, artyści – przede wszystkim dbają o pieniądze. Przedsiębiorcy nachalnie karmią słuchaczy łatwą, uzależniającą, beztreściową muzyką. Do czasów Beethovena ambitni artyści potrafili tworzyć wartościową sztukę, trafiając przy tym w popularne gusta. Wypełniali więc pewną misję na szeroką skalę. Obrażenie się przedstawicieli „kultury wysokiej” na popularnego odbiorcę, z czasem przerodziło się dodatkowo w zupełną niezrozumiałość nowej sztuki.

Czy normy narzucane przez upodobania społeczne, faktycznie mogą ograniczyć swobodę twórczą artysty oraz jego siłę przebicia?

Widzę dwie grupy – jedna to biznesmeni, druga to artyści. Biznesmenom zależy na zyskach, więc i na odbiorcach. Artystom zależy na wyrażeniu pewnych wewnętrznych treści. Zostali zakrzyczani przez biznesmenów i poddali się bez walki. Chciałbym, aby u wielu artystów rodziła się chęć odbicia słuchaczy z rąk biznesmenów. Z etycznej troski o kulturę. Obecnie jest w Polsce tylko garstka młodych artystów, którzy faktycznie przemycają treści do umysłu słuchacza popularnego i walczą w ten sposób z bezpłciowym biznesem. Dobrym przykładem jest Błażej Król.

Czytając opisy utworów w programach festiwali muzyki współczesnej, nierzadko możemy odnieść wrażenie, że treść dzieła jest naciągana lub opiera się na idei, którą trudno zrozumieć. Kompozytor nie przekonuje nas szczerością, więc mimowolnie nabieramy dystansu do jego twórczości. DS4 pokazuje, że to nie „program” powinien przemawiać, a sama muzyka. Jakie twoim zdaniem elementy muzyczne decydują o przeżywaniu treści dzieła?

Artysta powinien czuć się swobodnie używając danego narzędzia do ekspresji. Tak jak swobodnie posługujemy się mową. Wtedy w komunikacie, który wydajemy, znajduje się niezakłócona informacja na temat naszego wnętrza. Naga prawda. Tak jak komunikacja niewerbalna. Przekazujemy ją podświadomie. To moim zdaniem najszlachetniejszy i najgłębszy sposób przenoszenia treści w muzyce. U mnie muzyka powstaje pod wpływem chwilowych utrat kontroli nad racjonalnym umysłem. Nagle stwierdzam, że na komputerze pojawiły się nowe nagrania. Słucham ich wielokrotnie (najczęściej chodzę w słuchawkach dookoła stołu), wytwarzam w głowie pewną interpretację, nanoszę drobne poprawki i próbuję wymyślić tytuł, który naprowadzi słuchacza na tę interpretację, której sam się doszukałem. To jest już proces w racjonalny. Operuję pojęciami, symbolami, skojarzeniami. Tworząc album dodaję jeszcze plan makro, który łączy utwory i tytuły w całość. Na DS4 wszystkie tytuły zostały skonwertowane na system szesnastkowy. Można je bardzo łatwo odkodować przy pomocy konwerterów dostępnych online. Znajdowanie znaczenia w pozornie bezsensownym ciągu danych przypomina to, jak tworzyłem ten album. Szukałem muzyki w dźwiękowej reprezentacji plików .dll, .dat, itd.  Ciekawe, że jedna forma przedstawienia tej samej informacji wywołuje emocje, a inna nie.

Patrząc „na” i zaglądając „do” pudełka DS4 nie widzę informacji, która dałaby mi znak: zatrzymaj się, wejdź w swój umysł, kontempluj, medytuj… Może gdybym znalazła twój album w sklepie z działem „muzyka do medytacji” – domyśliłabym się, jakie wyzwanie stawiasz przed słuchaczem. Ale czy „muzyka do medytacji” nie brzmi zbyt pejoratywnie wobec twojej propozycji słuchania muzyki?

DS4 generalnie nie służy do medytacji. Raczej do wsłuchiwania się we własne ADHD, które w tej medytacji przeszkadza. Właściwie pierwszy utwór jest przekazaniem tej informacji, kosmetycznym dodatkiem jest umieszczenie jej w dwóch dynamicznych czasoprzestrzeniach.

13217135_1702080863376196_7443232441017857446_o
Wojtek Krzyżanowski [źródło: facebook.com/dymrecordsmusic]

Czy można powiedzieć, że proces komponowania traktujesz jako rodzaj transu? W pierwszym utworze odkrywasz przed słuchaczem swoją inspirację buddyzmem. Czemu akurat wybrałeś taką drogę?

Moją pierwszą, półświadomą motywacją do tworzenia muzyki była cicha obietnica wielkiej kariery. Myślę, że spory odsetek ludzi związanych ze sceną szuka zewnętrznej akceptacji. W dużej mierze z powodu przytłaczających wątpliwości w samych siebie. Kiedy dotarło do mnie, że podporządkowuję całe życie muzyce, która jest zaledwie narzędziem zaspakajania pychy, cała motywacja ustała. Poszedłem w muzykę za głęboko, żeby się wycofać, musiałem więc znaleźć inny powód do uprawiania jej. Znalazłem sens dzięki doświadczeniom mistycznym. Dzielenie się tym niesamowitym bogactwem i radością, do których dotarłem to moja nowa motywacja. Miałem wrażenie, że większość chrześcijan, których znałem, dawno już przestała czuć uzdrawiającą moc modlitwy. Za to prosta medytacja vipassana faktycznie pomagała ludziom wokół mnie uporządkować swoje wnętrza, zbliżyć się do miłości. Proponuję doświadczenie buddyzmu jako lekarstwo na powszechną znieczulicę metafizyczną.

Wróćmy jeszcze do początku naszej rozmowy. Ile w DS4 jest muzyki, a ile samych dźwięków? Z całą pewnością nie jest to typowa propozycja dla słuchaczy. Czy możesz opisać, co właściwie dzieje się z dźwiękami na twoim albumie?

Digital serialism formans (DS) – kształtujący się digitalny serializm. Dodekafonia podporządkowała zewnętrznemu czynnikowi wysokości dźwięków w utworze. Serializm poszedł dalej, organizując również rytmikę, dynamikę i artykulację. Naturalną kontynuacją tego nurtu wydaje mi się parametryzowanie dokładnie każdej informacji na temat utworu. Nie jest to możliwe jeżeli za przedmiot muzyki traktujemy wykonanie bądź zapis nutowy. Za to jeżeli przedmiotem muzyki jest nagranie w formacie cyfrowym, przy pomocy komputera możemy określić dokładnie każdy jego parametr z idealną dokładnością. Używając formatu WAV możemy dysponować przedziałami rytmicznymi równymi 1/96 000 sekundy. W każdym pojedynczym momencie możemy korzystać z 48 000 różnych częstotliwości dźwięku (co znacznie przekracza zakres słyszalności), i ponad 64 000 poziomów głośności (amplitud). Zatem format WAV 96 kHz 16 bit daje około 6 miliardów sposobów na zagospodarowanie każdej SEKUNDY nagrania. Ustalanie każdej informacji pojedynczo wydaje się więc bardziej niż syzyfową pracą.

Możemy za to w pełni opisać dany fragment muzyczny przy pomocy algorytmów. W ten sposób tworzymy utwór jak abstrakcyjną, n-wymiarową rzeźbę. Nie ma tu jednak tej jedności, która występuje w serializmie – żeby jeden parametr decydował o wszystkich elementach dzieła muzycznego. Taką jedność możemy uzyskać kiedy odwołamy się do techniki zwanej data bending – konwertowanie plików do surowych danych, modyfikacja i konwersja do wybranego formatu. Cyfrowe konwertowanie sprawia, że ciąg danych może całkowicie determinować treść muzyczną. Rytm, melodia, harmonia, agogika, dynamika, artykulacja, kolorystyka dźwiękowa, mikro- i makro-forma; wszystkie one są automatycznie generowane na podstawie dowolnego ciągu informacji. Ożywia się tu stockhausenowska koncepcja jedności parametrów dźwięku: rytmy i wysokości wszystkich dźwięków są spójne. Mamy zastosowanie „subharmonicznej skali czasu trwania”. Oprócz niewyobrażalnej różnicy w precyzji pomiędzy „zwykłym serializmem” a „serializmem digitalnym”, drugą najważniejszą nowością jest całkowite parametryzowanie barwy dźwięku.

DS4 to pewna propozycja nowej techniki, którą ja sam nie potrafię jeszcze się posługiwać. Zamiast generować te zewnętrzne parametry, które determinują całe utwory, wykorzystałem otaczające mnie, gotowe informacje. Przekonwertowałem na muzykę bazy danych dostępne na moim komputerze. Z jednej strony dlatego, że są to najbardziej skomplikowane, wielowymiarowe abstrakcje. Fascynuje mnie niekwestionowana obecność ich elementarnych struktur w tej muzyce. Po drugie widzę w tym cage’owski (inspirowany buddyzmem) indeterminizm. Ktoś stworzył w racjonalnym celu skomplikowaną bazę danych, którą ja przekuwam na muzykę i wnoszę do mojej prywatnej kolekcji sztuki współczesnej. To tak jakby ten bezimienny programista pisząc kod, miał na palcach tusz, a na klawiaturze papier nutowy. Więc znów pojawia się ta początkowa perspektywa – każdy z nas tworzy „potencjalną” sztukę robiąc cokolwiek.

Jesteś jednym z nielicznych, a może nawet jedynym artystą w Polsce, który odważnie pragnie oddać sprawiedliwość dźwiękom oraz słuchowi, przeciwstawiając się dominującemu we współczesnej kulturze wzrokocentryzmowi. Dlaczego dźwięki są ważniejsze niż obrazy?

Chcę angażować się w DS z powodów etycznych. Psychologia i neurologia muzyki opisują wpływ muzyki na nasz organizm. Wydaje mi się, że ogromny wzrost precyzyjnej kontroli nad dźwiękiem może prowadzić do tworzenia sekwencji muzycznych oddziałujących na organizm mocniej i bardziej precyzyjnie. Tworząc wiele z tych niesamowicie skomplikowanych struktur i badając ich wpływ na człowieka możemy przez przypadek znaleźć, np. dźwięk, który leczy ból głowy. Albo automatycznie wprowadza w dobry nastrój. Może trafimy na dźwięk, który powoduje przeładowanie jakiegoś bufora informacyjnego w mózgu i powoduje śmierć? Wymagałoby to publicznej debaty. Kamieniem filozoficznym DS jest sekwencja dźwiękowa prowadząca do oświecenia.

***
https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=3759961352/size=large/bgcol=333333/linkcol=9a64ff/tracklist=false/artwork=small/transparent=true/

WOJTEK KRZYŻANOWSKI – początkujący czarodziej, współzałożyciel DYM RECORDS, student muzykologii, kompozytor. Autor albumu καλοκἀγαθία docenionego przez Pawła Mykietyna, Venetian Snares, Wojtka Blecharza, Marka Horodniczego, Rafała Zapałę, Katarzynę Taborowską-Kaszubę, Szymona Weissa i innych. Prywatnie szczęśliwy i zafascynowany swoją Mają.

Album DS4 ukazał się 19 lipca 2016 roku nakładem wytwórni DYM RECORDS

Pełna zawartość numeru 20.

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

3 myśli na temat “Nie wierzę w tworzenie / Karkowski x Autechre / rozmowa z Wojtkiem Krzyżanowskim”

  1. każdy z nas tworzy „potencjalną” sztukę robiąc cokolwiek.
    –> to prowadzi do bezguścia, popeliny, słabizny (…) W takim razie, przy TAKIM rozumieniu powinniśmy zmienić nazewnictwo. Sztuka nie pasuje.

    Kamieniem filozoficznym DS jest sekwencja dźwiękowa prowadząca do oświecenia.
    –> za dużo narkotyków Wojtku ;)

    Biznesmenom zależy na zyskach, więc i na odbiorcach. Artystom zależy na wyrażeniu pewnych wewnętrznych treści.
    –> a co jeśli mamy do czynienia z artystą-biznesmenem?
    Albo artystą, który nie chce umrzeć z głodu?

    1. Czesc werbelku. Wesołych świąt. Dziękuję za Twój czas i uwagi. Spróbuję się wyjaśnić. Na podstawie jakich kryteriów rozpoznajesz popeline, slabizne i bezguscie? bardzo mozliwe ze moj album bedzie dla Ciebie ucieleśnieniem wszystkich tych okreslen :) Czemu ‚sztuka’ nie pasuje? Co to jest sztuka?

      Co do drugiego akapitu, nie rozumiem, jak wiazesz ze sobą buddyjskie satori i narkotyki. Polecam zapoznać się z rozdziałem ‚satori’ w ‚wprowadzeniu do buddyzmu zen’ DT Suzukiego.

      Ad 3 – artysta i biznesmen często żyją w jednym ciele. Problem w tym, że biznesmen ma tendencję do calkowitej dominacji. Bardzo szanuje artystów, którzy nie chcą umrzeć z głodu. :) pozdrawiam Cię werbelku

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s