„Nigdy nie upieram się przy swojej wizji” – wywiad z Dawidem Runtzem

Dawid Runtz jest tegorocznym absolwentem Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina w Warszawie w klasie maestra Antoniego Wita. 24-letni dyrygent osiągnął już znaczne sukcesy. W 2014 roku jednoosobowo reprezentował Polskę na I Międzynarodowym Forum Młodych Dyrygentów w Zielonej Górze, a w 2016 roku na 6. Ogólnopolskim Konkursie Młodych Dyrygentów im. W. Lutosławskiego zdobył II nagrodę. W tym samym roku także reprezentował nasz kraj w niezwykle prestiżowym wydarzeniu, jakim jest „Riccardo Muti Opera Italian Academy”. O nauce, podejściu do muzyki, pracy z instrumentalistami, i o planach na przyszłość z Dawidem Runtzem rozwiały Aleksandra Bliźniuk i Dobrochna Zalas.

PODSŁUCHAJ: W szkołach średnich nie ma wydziałów dyrygentury, a jednak zaraz po ukończeniu Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Gdańsku wybrałeś właśnie tę drogę. Kiedy właściwie postanowiłeś, że zostaniesz dyrygentem?

DAWID RUNTZ: Trudno powiedzieć, kiedy o tym zdecydowałem. Pamiętam, że od dziecka chciałem być muzykiem, a ponadto z natury byłem dociekliwy. Od najmłodszych lat grałem na fortepianie, następnie na flecie… Jako nastolatek aranżowałem dziesiątki utworów na różne zespoły i orkiestry. W szkole muzycznej II stopnia interesowałem się kompozycją oraz instrumentacją, osiągając nawet małe sukcesy na tym polu. Z dzisiejszego punktu widzenia mogę powiedzieć, że każdy etap w moim życiu miał znaczący wpływ na moje wykształcenie. Wszystkie umiejętności, które stopniowo nabywałem, umożliwiły mi studiowanie dyrygentury.

Dawid Runtz
Dawid Runtz, fot. archiwum prywatne dyrygenta

Jak oceniasz naukę u Antoniego Wita?

Studia u Antoniego Wita to nie tylko nauka dyrygowania, ale również szkoła życia. Często powtarzał nam, że „student uczy się sam”. Profesor daje jedynie wskazówki i dopiero poprzez własną pracę oraz chęci można osiągnąć sukces. Mógłbym godzinami opowiadać, ile zawdzięczam mojemu Profesorowi. Jego osobowość bardzo wpłynęła na moje rozumienie muzyki i wciąż korzystam z jego porad.

Po co właściwie orkiestrze dyrygent?

W pracy zespołowej potrzebna jest osoba, która wskaże drogę jaką mamy wspólnie przebyć, zarazem jest niezwykle istotne, żeby nie robić tego za wszelką cenę. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dyrygent był jak srogi nauczyciel, który wręcz narzucał orkiestrze swoją wizję. Dzisiaj muzycy w orkiestrach są znakomicie wykształceni i odgórne dyktowanie czegokolwiek nie wróży pozytywnych rezultatów. Pomimo niewielkiego doświadczenia zdążyłem już się zorientować, że czasami instrumentaliści wykonują swoje partie lepiej, niż w ogóle potrafię to sobie wyobrazić. Czemu więc nie wykorzystać tego potencjału? Nigdy nie upieram się przy swojej wizji i nie neguję propozycji wykonawczych płynących ze strony orkiestry, chyba że znacznie odbiegają od mojej koncepcji. O tym paradoksie powiedział mi Riccardo Muti: „my uczymy orkiestrę, ale jednocześnie uczymy się od orkiestry”. To prawda, że od dobrych zespołów można nauczyć się wielu rzeczy w trakcie słuchania i obserwowania ich gry. Dlatego praca dyrygenta z orkiestrą powinna opierać się o pewnego rodzaju partnerstwo, a także wzajemny szacunek. Sukces dyrygenta to sukces orkiestry – i na odwrót. Potrzebujemy siebie nawzajem.

Czym powinien odznaczać się dyrygent?

Na osobowość dyrygenta składa się wiele cech, dlatego ten zawód jest niezwykle wymagający. Wierzę, że kluczem do osiągnięcia sukcesu jest pracowitość i całkowite oddanie się dyrygenturze. Obawiam się również, że sam talent – chociaż bardzo ważny – nie wystarczy, ponieważ przypomina nieoszlifowany diament, który dopiero po obróbce staje się piękny. Idealna proporcja to ciężka praca, która idzie w parze ze zdolnościami naturalnymi. Z drugiej strony dyrygent powinien odznaczać się charyzmą oraz nieprzeciętną wrażliwością, która jest niezbędna w pracy z orkiestrą.

Zanim zaczniesz pracę z zespołem, w jaki sposób przygotowujesz się do pracy nad utworem? Dostajesz partyturę i…? 

…i gram na fortepianie. Wszystko zależy od repertuaru jaki przygotowuję. Jeśli to jest dzieło, którego nie znam, wtedy słucham dobrego nagrania lub idę na koncert. Dlaczego? Ponieważ najpierw staram się dostrzec w nim wartości, które mnie urzekną i sprawią, że nabiorę do utworu osobistego stosunku. Dopiero z takim nastawieniem zaczynam faktycznie uczyć się partytury i odkrywać jej tajemnice. Dla mnie szczególnie istotne jest właściwe podejście do danego dzieła. Po prostu muszę pokochać każdy utwór, który poznaję i jeśli jestem do niego szczerze przekonany, to cała nauka staje się przyjemna oraz bardziej efektywna. Oczywiście zupełnie inaczej przygotowuje się utwór współczesny, który nigdy nie był wykonywany. Czasami nie da się rozczytać partytury na fortepianie i wtedy główną rolę odgrywa nasza wyobraźnia oraz metronom.

Partytura jakiego dzieła sprawiła Tobie dotychczas najwięcej trudności?

Największą trudność sprawiają mi utwory baroku i klasycyzmu. Paradoksalnie im bardziej się cofamy w epokach, tym trudniej. Mniej więcej od XX wieku kompozytorzy pisali już partytury z taką dokładnością, żeby nie pozostawiały one wątpliwości wykonawczych tzn. zapisywali muzykę tak, jak chcieliby ją usłyszeć. Dzisiaj wszystko jest wynotowane i skrupulatnie opisane, wystarczy dokładnie czytać tekst. Wcześniej istniały pewne tradycje wykonawcze, które nie są jednoznacznie uznawane przez dyrygentów. Pisze o tym między innymi Erich Leinsdorf w swojej książce. Na przykład symfonie Haydna są niezwykle wymagające dla dyrygenta i – wbrew pozorom – o wiele trudniejsze niż muzyka XIX wieku, również pamięciowo. Nie mówiąc już o muzyce baroku, która jest nieregularna i sprawia różne trudności w interpretacji. Gdyby wziąć partyturę z tamtej epoki, okaże się, że cała dynamika ogranicza się do forte i piano, zresztą podobnie jest z artykulacją. Czy rzeczywiście w tamtych czasach grano w ten sposób? Zapewne nie, ale rodzi się pytanie: na ile swobody możemy sobie pozwolić w traktowaniu tekstu? Czy nasza interpretacja będzie odpowiadać rzeczywistej intencji kompozytora? Na takie problemy wciąż szukam odpowiedzi.

W jaki sposób pracujesz z orkiestrą? Czego wymagasz od instrumentalistów na początku pracy z utworem, a czego w późniejszych etapach?

Na wszystkich etapach wymagam przede wszystkim profesjonalizmu i poszanowania woli kompozytora. Bardzo nie lubię niechlujstwa i luźnego podejścia do tekstu. Czuwam, aby wszystkie elementy znajdujące się w partyturze zaistniały w wykonaniu, ponieważ cała interpretacja głównie opiera się na ustawieniu balansu brzmienia orkiestry, a także uwypukleniu danego elementu dzieła. Nad takimi szczegółami pracuje się zazwyczaj na kolejnych próbach.

Prowadziłeś orkiestrą Filharmonii Narodowej, a także jesteś asystentem dyrygenta Teatru Wielkiego w Warszawie. Jak muzycy najważniejszych orkiestr w Polsce zareagowali na współpracę z tak młodym dyrygentem?

Profesjonalne orkiestry w Polsce okazują dużą cierpliwość i życzliwość młodym artystom. Na świecie coraz częściej dyrygują młodzi. Lahav Shani (ur. 1989) obejmie niedługo pozycje dyrektora Rotterdam Philharmonic, a Krzysztof Urbański w wieku 27 lat został szefem Trondheim Symphony Orchestra w Norwegii. Obecnie mam 24 lata i sądzę, że to właściwy czas aby nabierać doświadczeń z najlepszymi orkiestrami w kraju, dlatego cieszę się, że w następnym sezonie poprowadzę znów koncert z NOSPR’em w Katowicach.

Chociaż jesteś młodym artystą, masz za sobą sporo dużych sukcesów, dzięki którym przestałeś być anonimowy. Czytasz recenzje swoich koncertów? Bierzesz pod uwagę zdanie krytyków muzycznych?

Oczywiście. Warto wysłuchać zdania każdej osoby, pod warunkiem, że jej uwagi mają jakieś uzasadnienie. Niemniej wszystkie informacje zwrotne „filtruję” i głęboko analizuję zanim wyciągnę własne wnioski. Rozmawiałem niedawno z Szymonem Nehringiem o specyficznej grupie „krytyków” i doszliśmy do wniosku, że przykro czytać w jak brutalny sposób potrafią kogoś ocenić. Na szczęście do tej pory nie doświadczyłem takich recenzji, ale trzeba być odpornym na różne komentarze.

Wśród dyrygentów mamy wiele gwiazd, takich jak Simon Rattle, Valery Gergiev czy Riccardo Muti, z którym miałeś okazję pracować w Rawennie. Czy masz swojego „number one” – artystę, który jest dla Ciebie niekwestionowanym wzorem?

Coraz częściej osobiście poznaję wybitnych dyrygentów, jednak to nie oznacza, że będę się na kimś wzorował. Wielu artystów mnie inspiruje – nie tylko dyrygenci, ale również instrumentaliści czy śpiewacy. Czerpię z doświadczeń innych pełną garścią i próbuję w tym świecie odnaleźć siebie.

Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe, a także największe, dyrygenckie marzenie?

Przede wszystkim cieszę się, że od tego roku jestem reprezentowany przez Stowarzyszenie Ludwiga van Beethovena, którego prezesem jest Pani Elżbieta Penderecka. Moje najbliższe plany obejmują między innymi koncerty w polskich filharmoniach i asystenturę w Operze Narodowej w Warszawie. Nie żyję marzeniami. Raczej stawiam sobie cele do których dążę, a kiedy już uda się mi je osiągnąć, to pojawiają się następne. Jedynym moim marzeniem jest, aby do dyrygentury nie wkradła się nigdy rutyna. Gdyby tak się stało, wolałbym zmienić zawód. Odkrywanie coraz to nowszego repertuaru jest ekscytujące i niech tak pozostanie.

Dziękujemy za rozmowę!

Dawid Runtz, fot. archiwum prywatne dyrygenta
Dawid Runtz, fot. archiwum prywatne dyrygenta

 

Pełna zawartość numeru 20.

 

Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

Jedna myśl na temat “„Nigdy nie upieram się przy swojej wizji” – wywiad z Dawidem Runtzem”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s