W świetle wschodzących i opadających gwiazd

Jeżeli jesteście młodymi, aspirującymi kompozytorami, którzy nie chcą mieć złego nastroju, to lepiej nie czytajcie tego tekstu. Będzie on sceptyczny i żałosny jak marcowa niepogoda za oknem, opowiadający o tym, co wydarzyło się 29 listopada w poznańskiej Auli Nova podczas koncertu kompozytorskiego przy okazji Neofonii.

Dwunastu artystów*, ponad dwie godziny muzyki oraz zwątpienie. A zaczęło się od My first masterpiece Pawła Michałowskiego – improwizacji na altówkę elektroniczną, keyboard oraz 9-miesięczne dziecko, które nieświadomie tworzy swoje pierwsze arcydzieło, niezdarnie uderzając w klawiaturę1 lub opierając się o instrument dla utrzymania równowagi. Mimo że kompozytor zdradza swoje zainteresowanie tworzenia muzyki dedykowanej dzieciom, a widok młodej artystki (szczególnie w momencie owacji) mógł być rozczulający, to jednak nasuwa się pytanie: czy estrada powinna stać się laboratorium, w którym obecność niewinności dziecka przypomina występ atrakcyjnego zwierzątka przy instrumencie?

Śmieszne czy straszne? Wydaje się, że dziewczynka miała zbyt mało lat, by uczestniczyć w publicznym „eksperymencie”, którego nie rozumiała (czego byliśmy naocznymi i nausznymi świadkami), ale dylemat etyczny tego artystycznego przedsięwzięcia pozostawiam czytelnikom do dalszej refleksji. Sam utwór nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, jednak nie był to przykład odosobniony, ponieważ zdecydowana większość kompozytorów posłużyła się raczej akademickimi środkami, a sam poziom koncertu był co najwyżej średni. Niemniej jak mawiał Jean Cocteau: „muzyka nie zawsze jest gondolą, rumakiem, rozpiętą linią. Czasami bywa też krzesłem”2 – i dodaje, że „prawdziwy artysta zawsze jest w ruchu”3.

Maesterioso nr 1 na sopran i fortepian Pawła Tomasza Grajnerta to pierwsza część z cyklu miniatur, w którym przede wszystkim wyróżniała się sylwetka samego kompozytora jako zdolnego akompaniatora. Grajtnert z urzekającą swobodą i wyczuciem traktował partię fortepianową, dzięki czemu razem ze śpiewaczką Hanną Okońską udało im się zrealizować główną ideę utworu oraz zaprezentować różne stany emocjonalne. Z kolei w ciekawym dialogu między sopranistką a fortepianem w Mother I cannot Pauliny Zujewskiej, pomimo braku live electronics i skrzypiec, uwidoczniły się inspiracje cyklem Sonetów Shakespeare’a Pawła Mykietyna, co ostatecznie można uznać za atut kompozycji, która podobnie jak wiersze wielkiego dramaturga, opowiada o miłości. Uwagę zwracał również utwór Dominika Puka pt. Gravität. Per accordion e organo, który skojarzył organy i akordeon na zasadzie podobieństwa budowy – oba instrumenty posiadają miech, piszczałki oraz klawiaturę. Z pozoru banalny niuans, lecz w zestawieniu z pozostałymi kompozycjami świadczy o dużej dojrzałości artysty, który tworząc dialog sacrum i profanum, odnalazł wspólny język między tymi dwoma, niepogodzonymi sferami. Warto jeszcze wspomnieć o Sylwii Nowastowskiej, która pokusiła się o napisanie utworu na zespół muzyczny i chociaż trudno dosłyszeć się w Vantablack tytułowej super czerni, to jednak fakt, że studenci kompozycji nadal mają odwagę tworzyć na tradycyjną orkiestrę jest pokrzepiający.

Na koniec dwa zjawiska i muzyka elektroniczna. Po pierwsze Robert Gogol, który zaskoczył wszystkich nie tyle swoją kompozycją pozostawiającą bardzo wiele do życzenia (sic!), co własnoręcznie skonstruowanym instrumentem, przetwarzającym niezbyt bogatą treść utworu 04-UNN, a więc różne „bzzz” oraz spółgłoski zwarto-wybuchowe. Zdecydowanie nie był to „dźwiękowy spektakl” jak artysta próbuje przekonać słuchacza w programie, natomiast oglądanie „złotych liści kasztanowca” 9 listopada 2016 roku musiało odbywać się przy akompaniamencie wiertarki bezudarowej sąsiada, ale samo zjawisko konstruowania instrumentów jest rzadkie i niezależnie od finałowego efektu, warte zainteresowania.

Wreszcie improwizacja w formie ABA + ??? Wojtka Krzyżanowskiego o tytule ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥, początkowo wzbogacona sceptycznymi pomrukami z widowni, zabrała słuchaczy w przestrzeń muzyki konkretnej i gamingowego soundscape’u, by w części B uwieść publiczność katartycznym tańcem Pikachu w wykonaniu Kacpra Osińskiego.

Jak widać to prawda, że obecnie nie jesteśmy w stanie skategoryzować wszystkich zjawisk artystycznych i powinniśmy dostosowywać opis do każdego z nich. Mimo tak różnorodnych sposobów ekspresji artystycznej, koncert międzyuczelniany podczas tegorocznej Neofonii pokazał słabą kondycję młodych kompozytorów, dla których lekcją niech będzie ta niezbyt stara maksyma: „NIE UPRAWIAJCIE SZTUKI WEDŁUG SZTUKI”4.

 Dobrochna Zalas


1 Według programu partia dziecka w utworze My first masterpiece Pawła Michałowskiego została przeznaczona na głos.

2 J. Cocteau, Kogut i arlekin. Zapiski o muzyce, C&D International Editors, Kraków 1995, s. 51.

3 Op. cit., s. 41.

4 Op. cit., s. 66.

* Nie wykonano utworu Magdaleny Gorwy. (PROGRAM KONCERTU)

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s