Huzia na krytyka!

W ramach codziennej refleksji nad wykonywanym zawodem postanowiłam zrobić dogłębny reaserch, a później znaleźć źródło odwiecznego problemu między kompozytorami a krytykami muzycznymi. Oczywiście, źródła nie odnalazłam, ale wytrwale szukam. A jak już znajdę (jestem przekonana, że mi się to uda!) to nie omieszkam problemu naprawić i w stosownym momencie poinformować o tym Czytelników. A zresztą, Czytelnicy dowiedzą się o tym z innych źródeł, wszak będzie o tym głośno! To tak, jakby ktoś odkrył, dlaczego uczniowie nie lubią nauczycieli, dlaczego kochający się ludzie czasem robią sobie świństwa lub rządzący robią w wała społeczeństwo. Rozumiecie, sprawa wielkiej wagi — dostanę autorski kącik porad, nagrody za przemycenie do świata rzeczywistego wątków fantasy i przede wszystkim krzykliwe nagłówki: „A. Bliźniuk wyściskała Pendereckiego! ZOBACZ ZDJĘCIA”, „Krytyk Wyborczej wyznaje: po przeczytaniu wyników badań A. Bliźniuk usiadłem rozluźniony obok kompozytora…”, „Czy to koniec z podkładaniem sobie świń?” — wywiad z Pawłem Kujawiakiem.

Oddajmy głos ekspertom

Swoje badania rozpoczęłam od rozmowy z bardzo doświadczonym kompozytorem. Przechodząc koło zakopiańskiej Atmy miałam zaszczyt spotkać Karola Szymanowskiego, który przed domem zaczytywał się w swojej niedawno wydanej autobiografii, która sprzedała się na pniu. Już z daleka widziałam charakterystyczną tęczową okładkę.

Aleksandra Bliźniuk.: Dzień dobry! Bardzo się cieszę, że Pana spotkałam! Prowadzę badania dotyczące trudnej relacji między krytykami a kompozytorami, chcę te relacje poprawić i…

Karol Szymanowski: Dziecko drogie… Pani jest jakąś fantastką!

A.B.: A jednak, sądząc po Pana niedawnym sukcesie, czasem warto walczyć! Proszę mnie nie zniechęcać… Chciałabym dowiedzieć się, jakie są według Pana przyczyny konfliktu między tymi dwiema grupami zawodowymi?

K.Sz.: W tym kole bez wyjścia rodzi się wieczysty konflikt pomiędzy myślą naukową, a więc krytyczną i samowolą twórczą uzdolnionej jednostki, pomiędzy artystyczną «statyką» i «dynamiką», doprowadzając z nieuniknioną konsekwencją do wzajemnej niesprawiedliwości sądów.

A.B.: Jakich?

K.Sz.: Myśl krytyczna z uporem trzyma się po stokroć już zbadanych i zarejestrowanych wartości, zaprzeczając w zasadzie możliwości tworzenia się nowych, opartych nie na konsekwentnej ciągłości, a na pozornej negacji; myśl twórcza zapoznaje niewątpliwie elementy ciągłości, wyrażające się nawet w najjaskrawszych pozornie kontrastach, żyjąc w szczęśliwym, jedynie zresztą twórczym złudzeniu stwarzania wszystkiego ab ovo. 

A.B.: Czy widzi Pan jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji?

K.Sz.: Dziecko drogie…

Ta krótka rozmowa nie nastroiła mnie pozytywnie. Postanowiłam jednak nie zniechęcać się zbyt szybko. Moimi badaniami zainteresował się Krzysztof Knittel, postanowiłam więc odwiedzić go w Krakowie, a w międzyczasie wysłałam list do Bogusława Schaeffera, który nie mógł się ze mną spotkać, gdyż właśnie trwa VIII edycja festiwalu Era Schaeffera.

Wiedza, polityka i ogólnie takie, takie

Z Krzysztofem Knittlem spotkałam się w Studiu Muzyki Elektronicznej.

Aleksandra Bliźniuk: Dzień dobry. Wiem, że zainteresował się Pan tematem, który badam. Jestem ciekawa, jaki jest Pana stosunek do krytyków muzycznych? Czy należy Pan do tej grupy twórców, którzy, delikatnie mówiąc, nie pałają miłością do nas?

Krzysztof Knittel: Oczywiście, że nie! Krytyka muzyczna w Polsce nie jest idealna, jednak ja jako twórca muszę z nią żyć.

A. B.: A czy uważa Pan, że krytyka muzyczna jest potrzebna kompozytorom?

K.K: Nie mamy innych narządzi badawczych, niż ta niedoskonała, ale ciągle poszerzana wiedza o danej dziedzinie muzyki. I nie widzę również innej możliwości opisu dzieła muzycznego czy jego wykonania, niż posłużenie się tą wiedzą, uzupełnioną talentem pisarskim krytyka, jego wrażliwością na kształt muzyki, postawą otwartą i twórczą wobec nieznanego, wyobraźnią, dobrym słuchem wreszcie.

A.B.: Czyli najważniejsza w pracy krytyka jest wiedza?

K.K: Tak. Jeśli nie będziemy korzystać z tej wiedzy i latami zdobywanych umiejętności, gdy zdamy się na wartościujące sądy, odbiór i opinie ludzi określanych czasami mianem general audience,  wówczas będziemy mieli do czynienia z czymś, co można by nazwać władzą ludu czy swoistą rewolucją kulturalną. Nie pragnę nikomu i niczego zabraniać, a szczególnie posługiwania się intuicją w odbiorze dzieł muzycznych, ale trudno jest mi przyjąć za właściwą postawę, w której powierzchowna i ogólna wiedza muzyczna wsparta instynktem ma określać miarę wartości.

A.B.: A jakie są największe problemy, które dotykają krytykę? Czego według Pana mogą obawiać się kompozytorzy, czytając np. opinie na swój temat czy sądy wartościujące?

K.K.: Odwołam się tu do słów Karola Szymanowskiego, który poruszył według mnie bardzo ważny problem rzetelności, odpowiedzialności, a także sterowalności opiniami krytyków: Nie ulega wątpliwości, iż sprawy w zasadzie swej poza obrębem sztuki stojące, jak np. polityka, mają nieraz decydujący wpływ na charakter wypowiadanych sądów. Oczywiście ta niezbyt pochlebna opinia publicystycznej krytyki tyczy się jedynie zasadniczego jej charakteru, nie uwłaczając bynajmniej temu lub owemu z jej przedstawicieli, umiejącemu dzięki głębokiej wiedzy i rzetelności wznosić się do wyżyn istotnego obiektywizmu.

A.B.: Doskonale rozumiem Pańskie obawy. Ja także, kiedy czytam artykuły, relacje, recenzje czy felietony z różnych czasopism (szczególnie tych o określonej i jedynej słusznej opcji politycznej) mam wrażenie, że życie kulturalne w Polsce jest wyśnione przez schizofreników! 

Jazda po krytyku

Wróciwszy do Poznania na swoim biurku zastałam oczekiwany list od Schaeffera. Słynący z ciętego języka kompozytor, muzykolog, dramaturg, grafik, pedagog oraz (a jakże!) krytyk, swoim wywodem wylał na mnie wiadro zimnej wody.

Szanowna Pani!

W opolskim liceum miałem profesora, który ważne kwestie miał zazwyczaj poprzedzać zdaniem: Proszę słuchać uważnie, bo to nie będzie miłe. Zdanie to chciałbym tu powtórzyć. Na biurku każdego, kto zajmuje się muzyką i pisaniem o niej, powinna leżeć jako lektura obowiązkowa książka Nicolasa Slonimsky’ego „Lexicon of Musical Invective”. Autor wykazuje na podstawie opinii i recenzji, jak bardzo krytycy muzyczni mylili się w swoich sądach. Krytycy niegłupi, niekiedy autorytety moralne. Ale jak myli się byle kto, czyli pierwszy lepszy krytyk, to jest to samo przez się zrozumiałe; kiedy jednak myli się autorytet moralny, jest nam bardzo przykro. Więc może po prostu krytyka muzyczna nie powinna być uprawiana? Jestem kompozytorem i muzykologiem i ani razu — powtarzam: ani razu — nie zdarzyło mi się przeczytać na swój temat czegoś, co dałoby mi jakikolwiek pożytek. To samo może powiedzieć (i powiedziało) wielu moich kolegów, z najlepszym majstrem w dziedzinie praktyki kompozytorskiej Kazimierzem Serockim na czele. Więc po co krytycy piszą? Zebrałem tu kilka motywów, którymi kierują się tacy jak Pani!

Motyw pierwszy: autokreacja. Mniej więcej znośna polszczyzna wystarcza na to, by zostać krytykiem, by oceniać innych (kompozytorów, wykonawców, instytucje). Daje to piszącemu poczucie władzy, bez której nikt się nie chce obejść.

Motyw drugi: destrukcja. Łatwiej jest burzyć niż budować. Stwierdzono już dawno, że lepiej pisać jest źle o kimś, bo wtedy jednemu robi się przykrość, a 99 przyjemność.

Motyw trzeci: Postępując tak jak postępują, krytycy szybko robią sobie wrogów z ludzi, których skrzywdzili, a którym nie wolno się bronić.

Motyw czwarty: mania wielkości, arogancja i chęć zbierania poklasku. W każdym kraju, a więc i w Polsce, rej może wodzić człowiek, który nie ma za grosz autokrytycyzmu, który panoszy się, bo wie, że czyjejś tam muzyki czy czyjegoś tam wykonania nikt nie będzie słuchać, natomiast przeczyta jego relację, pełną przesadnych pochwał czy też — na odwrót — druzgocących sądów.

Motyw piąty: krytyk pisze i sądzi. Nikt nie każde mu się uczyć, bo któż by śmiał.

Motyw szósty: pewność siebie. Inaczej: obawa przed okazaniem się kimś zwykłym, przed okazaniem się ułomnym, omylnym człowiekiem.

Motyw siódmy: potrzeba potwierdzenia się w sferze psychicznej. Krytyk nie może, bo nie umie się wahać. Jest wewnętrznie zmuszony do ferowania wyroków, ze swoją opinią nie może czekać; jak wytresowany komandos, kiedy działa, musi działać szybko i bez namysłu.

Motyw ósmy: nieskromność. Do krytyki zabierają się indywidualności (oraz indywidua) obarczone grzechem nieskromności.

Proszę mi wierzyć, że w domu urządzonym przez najprzemyślniejszego architekta nigdy nie będziemy się tak dobrze czuli jak w domu, który sami sobie urządzimy. My, kompozytorzy, wykonawcy i muzykolodzy nie potrzebujemy krytyków, a już na pewno nie potrzebujemy krytyki muzycznej tak dalekiej od merytoryczności i społecznej odpowiedzialności.

Z poważaniem, BS.

Prognoza na jutro

Przekazuję do wglądu Czytelników jedynie urywek rozmów, które przeprowadziłam, szukając źródła problemu. Dla porządku przedstawię listę osób, z którymi rozmawiałam: Bacewicz, Chłopecki, Kaczyński, Kisielewski, Krakowska, Krauze, Lutosławski, Mycielski, Pociej, Sarnecka, Smyth. Zebrałam refleksje i opinie rozmówców, dopełniłam mój obraz odpowiedziami z ankiet, które przeprowadziłam wśród publiczności i wyszło mi mniej więcej tak:

  1. Krytyk musi pisać językiem prostym, odpowiednim dla szerokiego grona odbiorców, ale nie językiem prostackim;
  2. Krytyk musi być rzetelny, ale nie wymądrzać się (czyli nie być muzykologiem);
  3. Krytyk musi być niezależny od: a) aktualnego rządu, b) instytucji muzycznych, c) wykonawców i kompozytorów;
  4. Krytyk musi wspierać działania kulturalne aktualnego rządu, instytucji muzycznych, wykonawców i kompozytorów;
  5. Krytyk musi uprawiać swój zawód w ramach wolontariatu, bowiem pieniądze za teksty mogą zdenerwować czytelników szukających obiektywnych opinii o subiektywnej sztuce i sprowokować ich do obiektywnych komentarzy, np. „sprzedał się!”.
  6. Krytyk musi być obiektywny, chociaż musi też pamiętać, że odbiór sztuki jest zawsze subiektywny;
  7. Krytyk nie może oceniać utworów, które wykraczają poza jego wykształcenie muzyczne, tj. jeśli krytyk jest pianistą, to może oceniać wyłącznie utwory fortepianowe. Jeśli skończył tylko muzyczną szkołę podstawową, może oceniać utwory wchodzące w zakres literatury fortepianowej klas 1-6. Jeśli ktoś z czytelników późniejszych recenzji/felietonów/esejów etc. będzie miał wątpliwości czy dany utwór wchodzi w ten zakres, zadaniem krytyka jest to udowodnić, najlepiej wykonać, a później zrecenzować to wykonanie.
  8. Krytyk musi być pewny w swoich opiniach i jednocześnie nie ulegać grzechowi nieskromności.
  9. Krytyk na końcu każdej wyrażonej opinii musi napisać, że nie jest jej pewien, bowiem jest tylko krytykiem.
  10. Krytyk powinien każdego dnia walczyć ze swoją krytyczną naturą. Krytyk ukształtowany i dojrzały przestaje być krytykiem.

Teraz wystarczy kierować się moim dekalogiem i być może kompozytorzy i melomani pokochają krytyków. Kiedy stan krytyki muzycznej już się unormuje, już kilka prawdziwie krytycznych tekstów będzie wydrukowanych, to wyruszę zbadać, jak się mają w tej sytuacji wykonawcy, wszak są oni kolejnym ogniwem tej krytycznej układanki. Wtedy badania dopieszczę, dekalog rozbuduję i będę czekała, aż ktoś w końcu napisze krytyczny tekst o tym, jacy z nas wszystkich są kretyni.

Aleksandra Bliźniuk


Ikona wpisu autorstwa Marty Frej. Źródło: https://www.facebook.com/marrafri/?fref=ts

Mój tekst ma charakter żartobliwy i fantastyczny (nie miałam niestety okazji rozmawiania z Szymanowskim, z przyczyn oczywistych, a także nie przeprowadziłam wywiadu Knittelem, ani nie dostałam listu od Schaeffera, co mam nadzieję kiedyś się zmieni!).

Wypowiedzi Szymanowskiego pochodzą z tekstu Drogi i bezdroża muzyki współczesnej, jednak ja zaczerpnęłam je z bardzo ciekawego artykułu Krzysztofa Knittla, który polecam uwadze Czytelników. Także wypowiedzi Knittla z fikcyjnego wywiadu pochodzą z tego właśnie artykułu:

  • K. Knittel, Drogi i bezdroża krytyki muzycznej, dwutygodnik.com, data dostępu: 25.11.2016.

Równie mocno zachęcam Państwa do zapoznania się z artykułem Bogusława Schaeffera, który, zaraz obok Lexicon of Musical Invective, powinien być na stole każdego piszącego o muzyce.  Fikcyjny list, który dostałam od tego kompozytora, jest kolażem cytatów z tego właśnie tekstu:

  • B. Schaeffer, O polskiej krytyce muzycznej, „Życie literackie” 1980, nr 3, mbc.malopolska.pl, data dostępu 20.11.2016.

Pełna zawartość numeru 19.

Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s