Inny świat – nasz świat

Inscenizacja Makbeta Giuseppe Verdiego jest zadaniem niezwykle trudnym z uwagi na język muzyczny XIX-wiecznej opery włoskiej, która nie oddaje w pełni mrocznego charakteru szekspirowskiej tragedii, ukazując świat obfitujący w kontrasty, gdzie nieustannie przeplatają się barwne koloratury i ozdobniki, dworskie tańce, dramatyczne, podniosłe chóry oraz elementy komedii wywodzące się prosto z opery buffa. Chociaż wymowa tragedii jest uniwersalna, a artyści ciągle odczytują Makbeta na nowo, nie zawsze udaje się przedstawić na scenie historię szkockiego króla w sposób zrozumiały i niewymagający dla współczesnego odbiorcy. Wyobraźmy sobie jednak, że jakiś brytyjsko-francuski reżyser próbuje stworzyć na kanwie tego dzieła teledysk z muzyką Verdiego, oferując widzom dużo dobrej rozrywki w bogatej oraz atrakcyjnej oprawie. Dodajmy do tego jeszcze, że ma on swoją premierę na deskach poznańskiego Teatru Wielkiego.

Głównym walorem inscenizacji Oliviera Fredja jest bez wątpienia ukazanie Makbeta przy pomocy spójnej konstrukcji reżyserskiej, gdzie dominuje bogactwo filmowych oraz popkulturowych odniesień. To nie jest spektakl, w którym powinniśmy szukać odpowiedzi na trudne pytania, zwykle ukrytych pod grubą warstwą niezrozumiałego lub przebrzmiałego kodu kulturowego. To jest opowieść, która może zdarzyć się każdemu z nas, która wraca pod wpływem jednego, nieszczerego uśmiechu Fortuny – prawdziwa ironia tragiczna istniejąca we wszystkich społecznościach. Fredj doskonale nam to udowadnia, najpierw poddając publiczność testowi Rorschacha, podczas którego wyświetlane są fantazyjne grafiki Jeana Lecointre, a później burząc ściany w teatrze i wdzierając się z chórem na widownię. Nie tylko Makbet – mówi reżyser – my wszyscy jesteśmy na to chorzy.

W eleganckim hotelu w stylu retro, gdzie rozgrywa się akcja, odnajdziemy różne znaki obecne w naszej rzeczywistości. Mamy tutaj chłopca z czerwonym balonikiem, przeniesionego na scenę z filmów Le ballon rouge (1956) i Le Voyage du ballon rouge (2007), a także murali Banksy’ego, dzięki czemu z pozoru banalny przedmiot kojarzy się z marzeniami, nadzieją oraz wolnością. Ludzka pogoń za utopią, wiara w lepszy świat, który odrodzi się dzięki niewinności dziecka pozbawionego rodziny. Syn Banko odgrywa w poznańskim Makbecie rolę szczególną, ponieważ Verdi nie przeznaczył dla niego żadnej partii wokalnej. Tymczasem Fleance staje się jednym z głosów przepowiedni w Finché appeli (akt III), a samo dziecko jest obsesją Makbeta, który nie doczekał się żadnego potomka, co dodatkowo umacnia powtarzający się wizerunek ciężarnej kobiety oraz wózka dla dziecka. W opozycji do niewinności – Fleance’a i Króla Duncana – pojawia się sowa jako ucieleśnienie nocy, sił zła, a także zwiastun śmierci.

Kolejną postacią identyfikowaną z popkulturą jest kreacja Lady Makbet, utożsamiona z kobietą pragnącą za wszelką cenę spełnić swoje ambicje. W tym przypadku Fredj posłużył się jednym z najsilniejszych symboli kobiety u władzy, czyli Elżbietą I.

elzbieta-i-nie-tylko
Armada Portrait (1588) przestawiający królową Elżbietę I, Cate Blanchett jako Elżbieta I w filmie Elizabeth (1998) oraz Helena Bonham Carter jako Czerwona Królowa w Alicji w Krainie Czarów (2010)

Kristina Kolar śpiewająca trudną partię Lady Makbet, głównie miała problemy z szerokimi skokami interwałowymi, jednak frazy w legato wykonywała nie najgorszej. Dobrze spisała się również utworze Una macchina è qui tuttora (akt IV), chociaż zastąpienie obsesyjnego mycia rąk poprzez łapanie się za głowę, niezbyt trafnie oddawało sens treści dramatu.

445
Kristina Kolar jako Lady Makbet w operze poznańskiej [fot. Bartłomiej Barczyk]

Zresztą nie da się ukryć, że gra aktorska większości śpiewaków pozostawiała dużo do życzenia, a ich pozy oraz gesty były konwencjonalne. Do wyjątków można zaliczyć Alberta Memetiego w roli Malkolma, który dodatkowo odznaczył się obiecującymi umiejętnościami wokalnym. Jednak najważniejszym elementem ruchu scenicznego była grupa czarownic, odgrywana przez tancerzy poznańskiego baletu. Choreografia stanowiąca połączenie tańca nowoczesnego i współczesnego, doskonale odzwierciedlała przeidealizowaną rzeczywistość kreowaną w teledyskach największych gwiazd popu, gdzie walory artystyczne mieszają się z tandetą. Pełne fantazji kostiumy w kolorach czarno-białych, wskazujące na bezstronność wiedźm wobec losu ludzi, ekscentryczne fryzury czy pomieszanie kodu genderowego (mężczyźni w strojach kobiet – kobiety w ubraniach mężczyzn)… To wszystko powinno szokować, ale nie szokuje – nie człowieka przyzwyczajonego do codziennego widoku „dziwnostek” w Internecie. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o wymownym, solowym tańcu Hekate, który niewątpliwie podbił serca publiczności. Taniec współczesny w dalszym ciągu jest niedostatecznie obecny na deskach polskiego teatru operowego i niezmiernie cieszy fakt, że wreszcie został doceniony, szczególnie w Poznaniu, gdzie narodził się Polski Teatr Tańca.

566
Tancerze poznańskiego baletu jako czarownice w akcie III [fot. Bartłomiej Barczyk]

Jednym z ciekawszych odwołań do filmu w Makbecie jest nawiązanie do serialowej ekranizacji tragedii z 2005 roku (cykl ShakespeaRe-Told), w której główny bohater pracuje jako szef kuchni w cenionej restauracji. Morderstwo, wykwintne potrawy oraz nastrój towarzyszący wspaniałej uczty są również ważnym motywem w adaptacjach związanych z kultową postacią Hannibala Lectera i stanowią bardzo atrakcyjny środek do ukazania okropnej, acz subtelnej zbrodni. W ten właśnie sposób Olivier Fredj przedstawił śmierć Banko, po której odbywa się luksusowa uroczystość, gdzie Lady Makbet występuje w pełnej przepychu, błyszczącej, złotej sukni, podczas gdy sam Makbet, niepewny jeszcze swoich czynów, ma na sobie szaty pozbawione blasku. Głowa zabitego Banko znajduje się w jednej z potraw, co ostatecznie doprowadza tytułowego bohatera do szaleństwa.

Rola Dario Solari jako Makbeta wydaje się dosyć dyskusyjna – wprawdzie artysta wykonał swoją partię bez przeszkód, zachowując przy tym rozwagę niespotykaną wśród śpiewaków operowych, to jednak nie zdołał ukazać skomplikowanej przemiany osobowości Makbeta. Może właśnie dlatego ani on, ani Kristina Kolar nie stali się gwiazdami spektaklu, a tytuł ostatecznie trafił do chóru – wielkiego bohatera verdiowskich oper. Miłym zaskoczeniem była również gra orkiestry – nadal niedoskonałej (uwaga ta szczególnie dotyczy wykonawców z grupy instrumentów dętych), lecz całkiem sprawnie poprowadzonej przez Gabriela Chmurę, który potrafił utrzymać napięcie, a także oddać dwuznaczny nastrój wspaniałej muzyki włoskiego kompozytora. Największym zarzutem wobec spektaklu jest organizacja czasowa. Brak dłuższych pauz między poszczególnymi utworami przeszkadzał w ogólnym odbiorze dzieła – ledwie widownia zaczynała się śmiać, a już zmuszona była ronić łzę i przeżywać prawdziwą tragedię. Równie feralnie została zaplanowana przerwa potrzebna na zmianę dekoracji, podczas której na widowni zapalono światła, przez co publiczność odruchowo zaczęła wstawać, by udać się do foyer opery. Takie drobne i trywialne błędy powinny być w teatrze niedopuszczalne.

Makbet w reżyserii Oliviera Fredja ma w sobie coś z musicalu lub teledysku, opowieści opartej na kanwie szekspirowskiej tragedii, prostej w odbiorze oraz pozbawionej mroku, intryg i szaleństwa. Wprawdzie autorowi inscenizacji nie do końca udało się przenieść motyw snu, który w zamyśle artysty miał być idée fixe dla spektaklu, to jednak z powodzeniem ukazał w operze duży zasób kulturowych odniesień, dzięki czemu los Makbeta stał się dla nas bliski. W końcu ten inny, z pozoru bardzo odległy świat, to po prostu nasz świat.

Dobrochna Zalas


Recenzja z premiery opery Macbeth (Giuseppe Verdi) w reż. Oliviera Fredja, pod dyr. Gabriela Chmury w Teatrze Wielkim w Poznaniu – 21 października 2016 r.

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

3 thoughts on “Inny świat – nasz świat”

  1. Poprosił bym o wyjaśnienie owej niedoskonałości instr.detych? Które fragmenty ma Pani na myśli?
    Śmiała opinia co do orkiestry… Szczególnie iż sam dyrektor artystyczny jest innego zdania. Pragnę zaznaczyć że w tej kwestii ma większe doświadczenie niż Pani. Rozumiem, że nie można docenić znakomitych solistów? Zawsze lepiej znaleźć dziurę w całym…

  2. Pójdę o krok dalej i odważę się stwierdzić, że śmiałe byłoby porównywanie orkiestry opery poznańskiej do zespołu działającego w MET lub Deutsche Oper Berlin. Jak doskonale Pan zauważył, nie jestem dyrygentem, a jedynie krytykiem i moim zadaniem jest zwrócenie uwagi na istotne lub najciekawsze aspekty wykonywanego dzieła, a nie drobiazgowe wytykanie błędów artystom. Zresztą musi Pan przyznać, że byłoby to bardzo niemiłe, a nawet niedorzeczne, gdybym takt po takcie analizowała pomyłki muzyków w czasie premiery, dlatego jeśli koniecznie chce Pan znać moją opinię, to proszę odsłuchać nagranie „Makbeta” z chórem i orkiestrą teatru La Scala pod dyr. C. Abbado z 1996 roku (wyd. Deutsche Grammophon) – porównać, wyciągnąć wnioski… Wierzę, że dzięki temu rozjaśni się Panu, czemu główną winą za owe niedoskonałości wykonania obarczyłam instrumenty dęte – bez czepiania się szczegółów, pod wpływem prostego i szczerego, pierwszego wrażenia, jakie najbliższe jest każdemu słuchaczowi.
    Może być Pan rozczarowany moją odpowiedzią, ale kiedy dwóch ludzi rozpoczyna dyskusję o wykonaniu muzycznym, to w gruncie rzeczy chodzi o to, aby udowodnić przeciwnikowi, że jest głuchy. A Pan na pewno nie jest głuchy, skoro oboje słyszeliśmy wykonanie „Makbeta” w Teatrze Wielkim. :) Łączę serdeczne pozdrowienia!

  3. Szanowni Państwo , jeśli mowa jest o niedoskonałościach orkiestry , to proszę przyjechać do Łodzi i zobaczyć Oniegina w Teatrze Wielkim.
    Tam nie ma Oniegina , ani muzyki Piotra Czajkowskiego , są jednak okropnie fałszujące waltornie i, które nie przeszkadzają dyrygentowi – dyrektorowi Teatru Wielkiego w Łodzi. Serdecznie Państwa pozdrawiam – zwolennik starej , dobrej tradycji.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s