Wartość wielokulturowości – rozmowa z Katarzyną Zimińską

Aleksandra Bliźniuk: Dlaczego zdecydowałaś się na studia w Royal College of Music?

Katarzyna Zimińska: Jako licealistka wiedziałam, że chcę studiować za granicą, ale wahałam się pomiędzy różnymi krajami. Ostatecznie padło na Londyn. Dzięki wielokulturowości miasta oszczędziłam sobie trudnego wyboru, mogąc w tym miejscu czerpać inspiracje z wielu kultur i tradycji jednocześnie.

Po maturze w szkole muzycznej w Gdańsku wyjechałam na studia do londyńskiej Guildhall School of Music. Znałam kilka osób (zresztą rownież absolwentów szkoły na Gnilnej [Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. F. Nowowiejskiego w Gdańsku – przyp. A.B.]), które studiowały tam i bardzo mi tę uczelnię polecały. Rozpoczęłam kurs Undergraduate (odpowiednik polskiego licencjatu). Wybór profesora oraz projekty, w które byłam zaangażowana, sprawiły, że moja kariera poszła w kierunku kameralistyki. Nawiązałam cenne kontakty, które owocują do dziś (większość moich propozycji koncertowych wciąż pochodzi stamtąd). Pod tym względem było to bardzo wartościowe doświadczenie, ale w pewnym momencie odczułam, że potrzebuję kontynuować swój rozwój solistyczny, dążąc do większej wszechstronności.

13709521_10209085790094567_1968904380_o
Katarzyna Zimińska, fot. Dimitri Djuric

Ponieważ w Guildhall spędziłam 5 lat i chciałam spróbować czegoś innego, postanowiłam wybierać pomiędzy dwiema pozostałymi (londyńskimi) uczelniami o podobnej randze – Royal Academy of Music i Royal College of Music. Zagrałam wstępne egzaminy na obie uczelnie na kurs Masters (odpowiednik studiów magisterskich) i po przyjęciu pozostało mi wybrać jedną z nich. Pomimo że Academy dało mi lepszą ofertę stypendialną niż College, po konsultacji z moim obecnym profesorem zdecydowałam się jednak na tę drugą uczelnię i rozpoczęłam tam studia we wrześniu ubiegłego roku. Byłam pod wielkim wrażeniem poziomu skrzypków w College’u, poza tym miałam jasną wizję, nad czym chce pracować podczas czasu tam spędzonego i wiedziałam, że mój profesor mi w tym pomoże. W tym samym czasie zaczęłam się coraz bardziej interesować eksperymentalną muzyką współczesną i wiedziałam, że College ma fantastyczny kurs muzyki eksperymentalnej, co miało dla mnie duże znaczenie.

Przypuszczam, że na Twojej uczelni jest dużo obcokrajowców. Czy wśród nich jest wielu Polaków?

W Londynie jest wielu Polaków, również na uczelniach; podczas moich studiów w Guildhall w jednym momencie było nas około trzydzieściorga; jeśli chodzi o College, nie jestem pewna co do dokładnej liczby, ale waha się od kilkunastu do trzydziestu. Wiem, że w Academy jest podobnie.

Ciekawi mnie jak na Twojej uczelni wygląda dobór repertuaru muzycznego dla studentów? Czy podobnie jak w Polsce mniejszy nacisk kładzie się na twórczość kompozytorów współczesnych w porównaniu do kompozytorów XIX wieku?

Jest to trudne pytanie. Ja swój program zawsze dobierałam sama. Myślę, że brytyjskie uczelnie stawiają na samodzielność studentów – naszym zadaniem jest przyjście na studia z jasną wizją tego, w czym chcemy się rozwijać i co doskonalić, a zadaniem profesorów jest pomóc w odnalezieniu się nam na tej drodze. Jeśli ktoś chce specjalizować się w wykonawstwie muzyki dawnej czy klasycznej w historycznym stylu, znajdzie do tego odpowiedniego nauczyciela, ale to samo tyczy się osób, które preferują wirtuozowską muzykę dziewiętnastego wieku lub muzykę współczesną. Jeśli chodzi o projekty orkiestrowe, program dobierany jest odgórnie i zauważam, że muzyka dwudziestego wieku i muzyka współczesna jest wykonywana na równi z twórczością z wcześniejszych epok. W College’u ma miejsce wiele interesujących wydarzeń, m.in. spotkania z żyjącymi kompozytorami, od tych bardziej „mainstreamowych” po ultraawangardowych (tylko w ciagu ostatnich kilku miesięcy mieliśmy koncerty z udziałem Steve’a Reicha i Chaji Czernowin), działalność uczelnianego zespołu ‚New Perspectives Ensemble’ specjalizującego się w wykonawstwie nowej muzyki oraz obecność takich przedmiotów, jak wcześniej wspomniany przeze mnie kurs muzyki eksperymentalnej, czy „Contemporary Music in Action”, w którym wykonawcy i kompozytorzy dobierani są w pary i współpracują nad nowymi utworami.

Podsumowując, student, który nie chce grać nowej muzyki może z łatwością tego uniknąć (poza kilkoma obowiązkowymi projektami orkiestrowymi), za to student pasjonujący się tym, ma wszelkie możliwości rozwoju w tym kierunku, nie tylko jeśli chodzi o dobór repertuaru, ale też o możliwości koncertowe i porady, jak promować tę muzykę. Z Collegem związanych jest wiele prominentnych postaci awangardowej sceny muzycznej, na przykład kompozytor Gabriel Prokofiev (wnuk Siergieja), inicjator i dyrektor serii koncertowej Nonclassical, który spopularyzował trend wyprowadzania muzyki klasycznej ze scen stricte klasycznych (stąd nazwa) do pubów czy barów; a także Serge Vuille, dyrektor jednej z bardziej popularnych i prestiżowych serii koncertów współczesnych w Londynie o nazwie  „Kammerklang”, w której miałam przyjemność zadebiutować w tym roku – zaproszenie otrzymałam dzięki nawiązanym w College’u znajomościom.

Jak sądzisz, czy ostatnie zmiany polityczne, które zaszły w Wielkiej Brytanii wpłyną na edukację obcokrajowców? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Ciężko w tej chwili stwierdzić co się stanie, kiedy (jeśli w ogóle) Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Z trwających rozmów, nie wynikają żadne postanowienia. Czesne już obecnie są skandalicznie wysokie zarówno dla Brytyjczyków, jak i obcokrajowców, wiec wydaje mi się, że jeśli kogoś miałoby to zniechęcić do studiowania w tym kraju, to byłoby tak już teraz. Większy problem może być po studiach, jeśli zostanie wprowadzony pomysł nowej pani premier o deportowaniu obcokrajowców zaraz po ukończeniu studiów (pomysł tyczy się co prawda studentów spoza Europy, ale natychmiast spowodował oburzenie opinii publicznej). Nie wydaje mi się, aby Polakom było trudniej tu studiować w przyszłości, aczkolwiek z mojego punktu widzenia, im większej ilości wartościowych artystów z zewnątrz nie uda się dostać do Wielkiej Brytanii, tym mniej godnym pożądania krajem stanie się ona dla artystów różnych nacji. Uważam, że artystycznie największą wartością Wielkiej Brytanii jest jej wielokulturowość.

Jakie dostrzegasz największe różnice między edukacją w Polsce i w Wielkiej Brytanii?

Różnice są ogromne, a kultura muzyczna obu krajów ma swoje dobre i złe strony. Jeśli chodzi o szkoły podstawowe to Polska ma pod tym względem przewagę z prostego względu – podstawowych szkół muzycznych w Wielkiej Brytanii NIE MA. Jest to coś, w co cieżko uwierzyć komuś wychowanemu w kraju, w którym szkołę muzyczną (i to darmową!) ma prawie każde, nawet nieduże miasto! Dzieci uzdolnione muzycznie muszą w Wielkiej Brytanii praktycznie liczyć na łut szczęścia, jeśli ich rodzice sami nie są muzykami i nie wiedzą do kogo je wysłać na dobre lekcje (prywatne). Dostęp do dobrej edukacji muzycznej na poziomie szkolnym niestety w większości pozostaje przywilejem osób zamożniejszych lub po prostu dzieci muzyków. Po podstawówce jest już dużo lepiej, jest tu około dziesięciu szkół muzycznych drugiego stopnia na bardzo wysokim poziomie, ze zróżnicowanym, może nawet pełniejszym niż w Polsce zestawem przedmiotów. Poza grą na instrumencie w programach są przedmioty, takie jak kształcenie słuchu czy historia muzyki, ale rownież te bardziej rozwijające kreatywność, jak kompozycja czy reżyseria dźwięku. Są to jednak szkoły płatne, z możliwością pomocy stypendialnej. Jeśli chodzi o uczelnie wyższe, to edukacja w Polsce jest znacznie bardziej wszechstronna niż w Wielkiej Brytanii, chociaż jest w pewnym sensie bardziej ograniczająca, mniej dostosowana do indywidualnych potrzeb i zainteresowań studenta. W brytyjskiej edukacji muzycznej istnieje rozróżnienie pomiędzy ‚performance course’ (kurs wykonawczy) i academic course (kurs akademicki). Performance course skupia się na solowych lekcjach instrumentu, kameralistyce, graniu orkiestrowym z zaledwie kilkoma dodatkowymi przedmiotami (tzw. electives), które student sam dobiera w zależności od potrzeb. Taki kurs nie obejmuje przedmiotów z zakresu teorii muzyki i kształcenia słuchu. Student może wybrać taki przedmiot, jako jeden ze swoich electives, ale nie jest to wymóg. Rownież, żeby dostać się na performance course, nie trzeba mieć ukończonej szkoły muzycznej, nie sprawdzana jest wiedza teoretyczna – jedyne co się liczy, to poziom wykonawczy kandydata. Tak więc dochodzimy do sytuacji, w której teoretycznie brytyjskie uczelnie mogą produkować absolwentów, którzy są wspaniałymi wykonawcami, ale nie wiedzą nic na temat np. harmonii i kontrapunktu. Z drugiej strony zakładając, że ktoś jest muzykiem na tak wysokim poziomie, można uznać, że będzie zgłębiał te zagadnienia we własnym zakresie. W przypadku, kiedy ktoś regularnie koncertuje już podczas studiów (co jest przecież bardzo częste), brytyjski model studiów bardziej sprzyja budowaniu kariery, dając więcej czasu na rozwój ściśle tych umiejętności, z których dana osoba będzie się utrzymywać po studiach. Coś, co moim zdaniem zasługuje na specjalną wzmiankę to kultura amatorskiego muzykowania, która jest znacznie bardziej rozwinięta i prężniej działająca niż w Polsce. Muzyka w szkołach ogólnokształcących jest na dużo wyższym poziomie, wiele szkół ma dostęp do wyboru instrumentów i możliwości nauki gry w ramach lekcji muzyki. Wielka Brytania ma wiele aktywnych amatorskich orkiestr i stowarzyszeń chóralnych przygotowujących po kilka koncertów rocznie. W Polsce wciąż traktuje się muzykę wyłącznie jako sposób zarabiania na życie, a na amatorów patrzy się z pobłażaniem.

Dziękuję za rozmowę!


Wywiad powstał w ramach cyklu „Otwarci na muzyczny świat – mini wywiady przez różne kraje”. Pozostałe wywiady z serii:

  1. Londyn, miasto sprzeczności – rozmowa z Aleksym Korniczem.
  2. Wyjazd za granicę uczy pokory – rozmowa z Wojciechem Jurkiewiczem.
  3. Umysł otwarty na całe bogactwo muzyki i sztuki – rozmowa z Magdaleną Langman.
  4. Światowy poziom wykonawczy – rozmowa z Bartłomiejem Milerem.
Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

6 myśli na temat “Wartość wielokulturowości – rozmowa z Katarzyną Zimińską”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s