Londyn, miasto sprzeczności – rozmowa z Aleksym Korniczem

Aleksandra Bliźniuk: Wyjechałeś do Anglii zaraz po ukończeniu liceum. Dlaczego akurat ten kraj i ta uczelnia (Royal College of Music)?

Aleksy Kornicz: Prawdę mówiąc to był zupełny przypadek. Przed ostatnim rokiem w liceum pojechałem do Londynu na wakacje i siedząc na schodach Royal Albert Hall i patrząc na moją przyszłą szkołę, pomyślałem sobie „Hmmm, fajny budynek, wygląda jak Hogwart, zdaję!”. No i zdałem, nie znałem tam nikogo, dopiero potem się dowiedziałem, czym ta uczelnia właściwie jest.

13621908_1023758081011824_80354334_o
Aleksy Kornicz – fot. Sheila Burnett

Polska jest uważana za silny ośrodek pianistyki. Jak oceniasz na tym tle Anglię?

Hmmm, nie no Polska pewnie się uważa za silny ośrodek pianistyki… Ale wydaje mi się, że tak nie jest. Myślę, że polska pianistyka żyje historią, czasami, w których  polscy pianiści zdobywali dużo laurów na międzynarodowych konkursach, a azjatyccy pianiści jeszcze tak bardzo się nie rozwinęli. Na pewno polscy pianiści wyróżniają się, jeżeli chodzi o wykonawstwo muzyki Chopina i wynika to właśnie z tego, że jesteśmy Polakami, a muzyka Chopina jest ogromnie przesycona polskością. Mam takie wrażenie, że teraz pianistyczny punkt ciężkości przesunął się na wschód. Jeśli chodzi o Anglię to, prawdę mówiąc, przed moim przyjazdem tutaj, nie słyszałem za bardzo o angielskich pianistach. Za to zawsze Anglicy mieli pieniądze, żeby ściągać najlepszych do swojego kraju. I uważam, że to widać u nas na uczelni. Studiują tu jednostki wybitne, szkoła zawsze ma dla nich pieniądze na pełne stypendia, które zresztą są niemałe, czesne dla studentów spoza Unii Europejskiej wynosi 21,000£, a zwykle szkoła ściąga pianistów z Rosji, Ukrainy i państw azjatyckich. Myślę, że w Anglii poziom jest bardziej zróżnicowany niż w Polsce. Na pewno edukacja muzyczna na poziomie do matury jest w Polsce dużo lepiej zorganizowana i dużo skuteczniejsza. Widać to potem na uczelni, gdzie wśród studentów jest niewielu Anglików. W Anglii nie ma państwowych, darmowych szkół muzycznych. Wszystkie są płatne, co odbija się potem na poziomie uczniów.

Jakie przedmioty masz na uczelni? Czy program studiów w Royal College of Music różni się od programów uczelni polskich?

Przede wszystkim w Anglii I stopień studiów (Bachelor of Music) trwa 4 lata i daje angielskie wyższe wykształcenie, a w Polsce dopiero studia II-go stopnia są uznawane za wyższe. Nie wiem dokładnie, jak wygląda program studiów w Polsce, ale zdaje mi się, że w Anglii jest nieco mniej przedmiotów. Na pierwszym i drugim roku mamy obowiązkowo historię muzyki, kształcenie słuchu, coś w stylu teorii i technikę Alexandra. Nie wiem, jak to wygląda w przypadku innych instrumentów, ale na fortepianie na pierwszym roku mieliśmy obowiązkowo klawesyn i pianoforte. Na trzecim i czwartym roku jest totalna dowolność. Ja na trzecim roku wziąłem kompozycję i dyrygenturę, a na czwartym kompozycję i kompozycję komputerową. Oprócz tego przez ten cały czas miałem dodatkowy instrument – klawesyn. Uważam, że dużo mi też dało studiowanie muzyki dawnej. Podoba mi się też uczelniana biblioteka, której zasoby są praktycznie nieograniczone, dużo jest rękopisów, między innymi Chopina czy Mozarta. Jeżeli ktoś chce się uczyć, to uczelnia stwarza do tego warunki.

Fortepian to jeden z częściej wybieranych instrumentów, tak więc konkurencja jest spora. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość? Czy dzięki temu, że wyjechałeś za granicę, będzie Ci łatwiej w tym zawodzie?

Tak. Mam większe kontakty przez to, że studenci i profesorowie mojej uczelni są właściwie z całego świata (ponad 60 narodowości). Poza tym przez te wszystkie lata musiałem mówić na co dzień po angielsku, co też jest bardzo przydatne. Studiując za granicą, ma się również dostęp do różnych sal koncertowych, na przykład miałem okazję zagrać w Royal Albert Hall albo w muzeach takich jak Victoria & Albert czy w University of Cambridge. co zawsze dobrze wygląda w CV! No i trzeba przyznać, że dyplom królewskiej szkoły londyńskiej, która jest w rankingach na pierwszym miejscu w U.K. i na trzecim na świecie, jest rozpoznawalny i z takim dyplomem duże łatwiej znaleźć pracę.

Londyn jest miastem wielokulturowym. Czy to inspiruje Cię jako artystę?

Myślę, że tak. Moja szkoła jest wielonarodowościowa, mam znajomych z całego świata, to pomaga otworzyć umysł, odkryć, że tak naprawdę wszystko może być inne niż przedtem myślałem. Chociażby kilka dni temu obchodziłem z muzułmańskimi znajomymi koniec Ramadanu. Nie żebym był muzułmaninem, wszystkie religie są mi jednakowo niemiłe, ale poznawanie innych kultur jest zawsze ciekawe i kształcące. Polska jest krajem zamkniętym, jak ktoś nie jest białym polskim katolikiem, to już jest ewenementem. To w pewnym sensie ogranicza. Człowiek nie musi się zastanawiać nad niczym, wszystko jest już mu podane. Inną sprawą jest samo miasto, nawet nie w sensie multikulturowości. Oczywiście, Polska potrafi być piękna, nie chcę zabrzmieć w stylu „a u nas, zagranico”, ale naprawdę za każdym razem, kiedy wracam do Polski, czuję się jakbym dostał z bejsbola w twarz. Wszędzie młode i prężne osobniki w dresie (znajoma z Singapuru pod koniec swojej wizyty w Polsce spytała się, o co chodzi u nas z tymi dresami, czemu wszyscy wyglądają tak samo), pohukujące na siebie (i niestety na innych też) bardzo ograniczonym słownictwem i wszechobecne banery reklamujące „schab bez kości za 9,99zł/kg”. W Londynie jest mimo wszystko inaczej. Miasto jest dużo bardziej estetyczne (ok, przyznaję, nie całe, głównie centrum), inaczej się traktuje sztukę, jest dużo rzeźb w przestrzeni publicznej, nie tylko Jezusa i Jana Pawła II, jak w Polsce. Jest olbrzymia ilość wydarzeń kulturalnych, wystaw, muzeów – to na pewno mnie bardzo inspiruje. Często dużo bardziej wartościowe dla mnie jest pójście do National Gallery i obejrzenie obrazów niż kolejna godzina przy fortepianie. Tak naprawdę bardziej dzięki muzeom i wydarzeniom mogę poczuć tę wielokulturowość. Oczywiście, muzyka, jaką gram jest z naszego kręgu kulturowego, ale poznawanie innych kultur i ich sztuki rozwija mnie jako człowieka i jako artystę. Dzięki temu na pewno mam więcej pomysłów podczas grania. Uważam, że Londyn jest miastem sprzeczności. Z jednej strony jest wielokulturowość, młodość, a z drugiej jest konserwatyzm, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli ciągłość tradycji, szacunek do niej, a nie bezmyślną ksenofobię.

Dziękuję za rozmowę!


Wywiad powstał w ramach cyklu „Otwarci na muzyczny świat – mini wywiady przez różne kraje”. Pozostałe wywiady z serii:

  1. Wartość wielokulturowości – rozmowa z Katarzyną Zimińską.
  2. Wyjazd za granicę uczy pokory – rozmowa z Wojciechem Jurkiewiczem.
  3. Umysł otwarty na całe bogactwo muzyki i sztuki – rozmowa z Magdaleną Langman.
  4. Światowy poziom wykonawczy – rozmowa z Bartłomiejem Milerem.
Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

6 thoughts on “Londyn, miasto sprzeczności – rozmowa z Aleksym Korniczem”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s