Fortepian, kontrabas i reszta

Piątego marca w ramach Festiwalu Młodego Jazzu na Scenie na Piętrze zagrał studencki zespół The FriendsTones Quartet. Dzięki takim wydarzeniom można zaobserwować w jakim kierunku idzie polska muzyka jazzowa. Po sobotnim koncercie mogę powiedzieć, że nie jest to droga bardzo odkrywcza, ale na pewno dobra. 

The FriendsTones Quartet to pod względem instrumentalnym klasyczny kwartet jazzowy: saksofon tenorowy, fortepian, kontrabas i perkusja. Niestety instrumentaliści nie mieli równego poziomu. Zdecydowanie najlepiej grał pianista Filip Chojnacki.

Młodość i profesjonalizm

Niezwykła wyobraźnia muzyczna oraz zdolności techniczne Filipa Chojnackiego wyróżniały go spośród innych muzyków. Jego solówki mocno absorbowały uwagę i zaskakiwały. Potrafił być dowcipny, ostry, a nade wszystko subtelny. Jego dbałość o dźwięk, o każdy jego aspekt przypominała niekiedy stylistykę impresjonizmu, a chwilami nawet sonoryzmu. Chojnacki to świetny instrumentalista i jeszcze lepszy kompozytor. Kwartet tego wieczoru grał aż cztery utwory i jedną aranżację pianisty. Te kompozycje zdecydowanie wyróżniały się, były bardzo dojrzałe. Chojnacki dobrze czuje się w klasycznym stylu jazzowym, ale nie boi się eksperymentować. Najlepszymi kompozycjami były Podszepty i Polonez. Ten drugi szczególnie ujął mnie, to naprawdę doskonała stylizacja tańca. Chojnacki swoimi utworami oraz grą pokazał się jako artysta, którego emocjonalność i spontaniczność właściwa młodym wykonawcom nie zdominowała rzetelności wykonania i profesjonalizmu. Ma wielką szansę na zaistnienie w świecie jazzu, czego mu serdecznie życzę.

Najsłabsze ogniwo

Interesującym utworem był Conster, który jest wynikiem kompozytorskiej pracy całego zespołu. Szkoda, że nie zagrali go na początek, bo to taki utwór-wizytówka, w którym każdy członek zespołu mógł się wykazać. Sobotni koncert dał jednak próbkę umiejętności każdego z nich. Prócz Chojnackiego, ciekawym muzykiem jest kontrabasista Szymon Wieczorkiewicz. Świetny dźwięk, dużo luzu wykonawczego i radości z muzykowania! Szkoda, że tak mało zaprezentował solówek, chętnie posłuchałabym go dłużej. Perkusista Dawid Wirmański jest dobry technicznie, jednak jego gra była nieco zbyt akademicka, szkolna. Zdecydowanie najsłabiej tego dnia wypadł Kacper Krupa. A szkoda, bo saksofonista miał mnóstwo okazji do pokazania swojego talentu. Większość zaprzepaścił. Grał bardzo płaskim dźwiękiem, z niewielką dbałością o wykończenie muzycznych fraz i zróżnicowaną artykulację oraz dynamikę. Nie tylko technika szwankowała – miałam wrażenie, że pod względem interpretacyjnym nie zaskoczy mnie zupełnie niczym. Jego przewidywalny i brzydki dźwięk zepsuł występ zespołu. Również jako kompozytor nie sprawdził się. W porównaniu do utworów Chojnackiego, jego kompozycje były po prostu banalne.

W dobrą stronę

Trudno mi sobie wyobrazić, że The FriendsTones Quartet zdobędzie wielką sławę. Chyba, że będą mocno pracować, postawią na kompozycje Chojnackiego, a sobotnia gra Krupy okaże się po prostu wynikiem złego dnia i brzydkiej pogody, a nie nikłego talentu. Najwięcej nadziei wiążę z Chojnackim oraz Wieczorkiewiczem. Ale to przecież dopiero początki, jeszcze wszystko może się zmienić. Oby w dobrą stronę!

Aleksandra Bliźniuk

Advertisements

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

26 myśli na temat “Fortepian, kontrabas i reszta”

  1. Witaj, Aleksandro :)
    Ja również byłam na tym koncercie. Przykro mi się zrobiło po przeczytaniu Twojej recenzji, głównie – wyrazistej opinii na temat saksofonisty. Od znajomych muzyków słyszałam przeciwne opinie. Ja nie podjęłabym się wyrażania tak zdecydowanych opinii (czy to pozytywnych, czy negatywnych) dotyczących jakości gry, o ile nie byłabym doświadczonym muzykiem.
    Zdziwiłam się też, że nie ma poruszonego wątku gry zespołowej.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    1. Pani Marto,
      Widocznie opinie były podzielone, bo moi znajomi muzycy mieli zupełnie inne zdanie. Podałam argumenty i przykłady dlaczego gra saksofonisty mi się nie podobała i cieszę się, że wywołały one tę dyskusję. Jeśli chodzi o doświadczenie muzyczne to mam duże, zarówno jeśli chodzi o praktykę, jak i teorię. Dziękuję za uwagę na temat gry zespołowej! :)
      Pozdrawiam!

      1. Pozwolę sobie zapytać – to duże doświadczenie muzyczne (w kwestii praktyki) wiąże się z ukończeniem szkoły muzycznej II stopnia, tak?

      2. A czy doświadczenie muzyczne wiąże się tylko z ukończonymi szkołami? :)

      3. Oczywiście, że nie. Wnioskuję więc, że jest Pani ‚aktywnym’ muzykiem?

      4. Owszem. Jednak co ma doświadczenie muzyczne do tej dyskusji? Poruszamy bardziej tematy estetyczne.

      5. Poziom Pani (Nellie) argumentacji mocno spadł. Wnioskuję, że próbuje Pani zdyskredytować Aleksandrę, bo nie gra publicznych koncertów. Czy żeby ocenić obraz, musimy malować? Czy żeby ocenić grę komputerową, musimy umieć tworzyć grę? Czy żeby ocenić spektakl musimy być aktorem, reżyserem, scenografem itp.? Czy żeby ocenić budowle musimy być architektem albo budowniczym? Przykłady można mnożyć. Nie oceniamy trudu i wysiłku włożonego w stworzenie koncertu. Nie oceniamy przygotowań ani wszystkiego tego, co po drodze do powstania finalnego efektu. Oceniamy tylko ten ostateczny efekt zaprezentowany na scenie. Każdy twórca, my także, musi liczyć się z negatywnym odbiorem. Bardzo mi przykro, że ktoś uważa, że próbujemy się wybić na negatywnej krytyce.

      6. Rozumiem. Argumenty skończyły się Pani po pierwszej odpowiedzi na mój komentarz, więc najlepiej będzie, jeśli nie będzie Pani brnąć dalej. Szkoda tylko, że mogła Pani wyjść z tej sytuacji z twarzą i niestety ‚zaprzepaściła Pani swoją szansę’. Żadnych nieprawdziwych informacji, w przeciwieństwie do Pani, nie napisałam. Poza tym widocznie macie monopol na wyrażanie własnej opinii. Niewiele jednak Wasze wyrażanie jej i traktowanie innych ma, według mnie, wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Tym bardziej jeśli dotyczyć ma ono muzyki ambitniejszej niz disco-polo, o którym potrafiła napisać Pani całkiem niezły artykuł. Może warto się na tym skupić?
        Pozdrawiam serdecznie.

      7. Argumentów mam wiele, jednakże Pani wypowiedzi są poniżej poziomu, jaki chcemy uzyskać na blogu. Cieszę się, że podobał się Pani mój tekst o disco-polo. Polecam też wszystkie inne :)

      8. Tamten temat najwyraźniej bardziej Pani podpasował, ale ‚podobał’ to za duże słowo. Tekst był po prostu oparty na źródłach, a nie opinii osoby, która nie wydaje się kompetentna i nie przyjmuje absolutnie żadnej krytyki. I domyślam się, że moje komentarze nie pasują do poziomu tego bloga, jak zresztą widocznie wszystkie inne pisane przez obiektywnych odbiorców koncertu. Jeśli następne recenzje będą napisane w sposób rzetelny i bardziej obiektywny (w miarę możliwości), może zaryzykuję i je przeczytam. Powyższy tekst niestety bardzo mnie rozczarował.

      9. Bardzo mi przykro, że rozmowa kończy się osobistymi uszczypliwościami. Niestety rozmowa zupełnie odbiegła od początkowego toru i chyba wszyscy możemy się zgodzić, że nie dojdziemy już do porozumienia. Wzajemne ataki nie mają sensu. Mamy nadzieję, że przy następnej niezgodności poglądów, rozmowa zakończy się w lepszym tonie.

    2. Teraz to ja radziłabym zacząć czytać ze zrozumieniem. W którym miejscu próbuję kogokolwiek zdyskredytować? Autorka recenzji najwyraźniej uważa się za doświadczonego muzyka, więc chciałam po prostu wiedzieć co ma na myśli pisząc o swojej działalności artystycznej. O ile mi wiadomo, będąc’ dziennikarzem’, jest osobą publiczną. Jesli więc używa swojego doświadczenia jako argumentu, czytelnik ma chyba prawo wiedzieć o jakim doświadczeniu mowa. Poza tym wydaje mi się, że jako dziennikarka, może samodzielnie wypowiadać się w swoim imieniu i nie powinna potrzebować wsparcia znajomych. Uważam też, że argumenty w stylu ‚czy trzeba umieć malować, żeby ocenić obraz?’ są poniżej poziomu, jakiego mogłabym się tu spodziewać. Gdyby Pani Aleksandra uważała się za osobę kompetentną tylko w zakresie dziennikarstwa, jej recenzja nie budziłaby negatywnych emocji. Jednak kiedy osoba, chcąca chodzić za wykształconą muzycznie, pisząc recenzję na temat zespołu nie wspomni nawet słowem o ZESPOLE, to chyba wszyscy możemy się zgodzić, że jest to wielkie niedopatrzenie i byłoby mi wstyd podpisać się pod takim tekstem. Niedociągnięć i uogólnień w recenzji jest więcej, ale zaczynam wątpić, że w Waszych tekstach i komentarzach pod nimi liczy się konstruktywna krytyka. To bardzo smutne.

      1. Dyskredytuje Pani nas tworząc przesadne uogólnienie oraz sugerując dziwne i nieprawdziwe rzeczy. Cóż, nie chcę już dalej ciągnąć tej dyskusji, bo widzę, że zaczyna się w tej chwili typowa, internetowa pyskówka. Zachęcam jednak Panią do czytania nas, komentowania i kolejnych, mam nadzieję spokojniejszych rozmów.

  2. Droga Aleksandro,
    ciesze sie, ze jako mlody muzykolog probujesz swych sil w krytyce muzycznej, jednak niestety musze skomentowac Twą wypowiedz.
    1. Mam wrazenie, ze brak tu podstawowej wiedzy na temat muzyki jazzowej (ukonczenie zwykłej szkoly muzycznej i muzykologii pcha naturalnie w strone klasyki). Rozumiem, ze kazdy ma swoj gust, dlatego nie traktuj tego jako ad personam, ale jako rade „ktora luke w edukacji uzupełnić” zanim wydasz opinie na temat jazzu.
    2. „Akademizm” z etymologii rozumie sie jako coś „akademickiego”, czyli z wyzszej półki, jednak Ty go użyłaś z wydziwiekiem negatywnym w stosunku do studentow AKADEMII. Dlaczego?
    3. Rozumiem też, że recenzja by być chwytną musi kogos bardzo wypromowac, a kogos bardzo skrytykowac. Masz dobry szablon do pisania recencji, jednak wciaz to jest szablon. Nie uzyje slowa „akademicki”, bo byloby to nobilitacją.
    4. Będąc na koncercie trudno było odnieść wrażenie „banału/banalności niektorych kompozycji” – tutaj musze stwierdzic, ze są takie sfery jazzu, które trudno zrozumieć osobom niewtajemniczonym.
    5. Jak byś wytłumaczyła rożnicę między „sonoryzmem” w wydaniu pianisty, a „banałem” w utworach saksofonisty? Równie dobrze można odczuć to zupełnie odwrotnie. Myślę, że Twoja opinia jest bardzo subiektywna – weź to pod uwagę jako przyszły krytyk i spróbuj znaleźć cienką granicę między obiektywizmem, a subiektywizmem.
    6. Gdzie cokolwiek o grze zespołowej, o słuchaniu siebie nawzajem, o reakcjach publicznosci?
    Mam nadzieję, że młode pokolenie – studenci i absolwenci kierunków związanych z kulturą i sztuką poprowadzą te jakże ważne sfery życia prywatnego i publicznego w dobrą stronę, że będą wiecznie czuli niedosyt intelektualny, a środkiem wyrazu ich przeżyć, opinii i doświadczeń będzie wysokiej klasy język polski, którego można użyć w zdaniu czasem nawet wielokrotnie złożonym.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów.

    1. Nie uczestniczyłam w koncercie, więc trudno wypowiedzieć się mi na temat kompozycji oraz ich wykonania, jednak chcę odnieść się do kilku punktów w Twoim komentarzu.

      Po pierwsze „akademizm” zwykle utożsamiany jest w sztuce ze stylem, który moglibyśmy określić jako „szkolny”, „odtwórczy”, odwołujący się do jakichś stylistycznych wzorców i narzuconych zasad. (Niezbyt jazzowe podejście, nieprawdaż?) Wprawdzie geneza samego sformułowania faktycznie odnosi się do instytucji akademii, ale jego rozumienie nie musi i raczej nie dotyczy wyłącznie studentów. W tym przypadku chyba wszyscy mamy świadomość płynności semantycznej…

      Po drugie. Każdy krytyk, nie tylko muzyczny, ma świadomość braku istnienia konkretnych reguł w naszej dziedzinie. Więcej, nie ma czegoś takiego jak „szablon recenzji”, a przynajmniej ja nie słyszałam o nim przez pięć lat studiów, więc proszę mnie oświecić! To nawet interesujące.

      Po trzecie, jakie subtelne tajemnice kryje przed słuchaczem jazz?

      I wreszcie, obiektywizm w sztuce nie istnieje, więc czemu krytyka ma być obiektywna? W ogóle poszukiwanie obiektywizmu w humanistyce nigdy nie zostało w pełni osiągnięte, a utopijne marzenia o istnieniu jednej, wyabstrahowanej prawdy lub wiedzy, doprowadziły wielu badaczy do „zgubnych” teorii, których metody właściwie nie wnosiły niczego nowego (jako przykład może nam posłużyć choćby metoda statystyczna w analizie muzycznej).

      1. Pani Renato.
        Przyczepię się wspomnianego obiektywizmu. Każda recenzja to jedynie jeden z wielu głosów na temat wydarzenia. Można się z nim zgadzać lub nie. Pani sama nawet wyraża to słowami:

        „Jak byś wytłumaczyła różnicę między „sonoryzmem” w wydaniu pianisty, a „banałem” w utworach saksofonisty? Równie dobrze można odczuć to zupełnie odwrotnie.”

        Sztuka nie jest czymś mierzalnym, dlatego obiektywizm, jakkolwiek go rozumieć, jest niemożliwy, a nawet niewskazany. Jakże nudno by było, nie móc dyskutować na temat usłyszanego koncertu, gdy wszystko ujmie się w obiektywnej, recenzji?

    2. Pani Renato! Pozwolę sobie odnieść się do każdego z punktów Pani obszernego komentarza.
      1. Nie zna Pani widocznie programu studiów muzykologii, skoro uważa Pani, że ukierunkowuje ona w stronę klasyki. „Zwykła” szkoła muzyczna wbrew pozorom również nie musi ograniczać się do tzw. klasyki. Mój nauczyciel ze szkoły średniej uczył choćby Możdżera czy Jana Rejnowicza, którzy jak pewnie Pani wie poszli właśnie w stronę jazzu. Moja edukacja również nie była tak jednoznacznie ukierunkowana.
      2. Akademizm – myślę, że Melonikow wystarczająco wyjaśniła rozumienie tego słowa.
      3. Nie wiem co napisać o szablonie recenzji, może Pani wyjaśnić co rozumie Pani pod tym pojęciem?
      4. W porównaniu do kompozycji pianisty – wydaje mi się, że były jednak banalne, proste i mało interesujące. Oczywiście mogły się Pani one podobać
      5. Recenzja jest z zasady subiektywna.
      6. Co do gry zespołowej, rzeczywiście niepotrzebnie ominęłam ten temat.

      Na koniec dodam, że pisanie o wysokiej klasy języku polskim, popełniając najbardziej podstawowe błędy wydaje się strzelaniem sobie w stopę.

      Niemniej jednak dziękuję za wyrażone opinie!

  3. W osobnym, komentarzu chcę wyrazić smutek, że najczęstszą przyczyną komentarzy jest negatywna recenzja. Nie mam na myśli wyłącznie osób tu piszących, a raczej ogólną sytuację, którą zauważyłem także na naszym blogu (dlatego piszę to w osobnym komentarzu). Dodatkowo najczęściej pisany jest po to, żeby skrytykować samą recenzję i recenzenta lub recenzentkę. Nie przypominam sobie komentarza, który zamiast atakować recenzenta lub recenzentki, któremu/której się nie podobało, twierdziłby, że „się nie zgadza, bo…”. Ta tendencja uwidacznia się w stosunku liczby komentarzy pod recenzjami o wydźwięku negatywnym, do tych o wydźwięku pozytywnym, czy nawet, neutralnym. Ja sam staram się weryfikować pamięcią moje własne komentarze i wiem, że nie rzuciłbym pierwszy kamieniem.

  4. Aleksandro,
    Przeczytałam Twoją recenzję z wielkim zainteresowaniem i przemyśleń mam tak dużo, że ciężko ująć je w jednym komentarzu.
    1. Naprawdę wydaje Ci się, że na podstawie jednego koncertu jesteś w stanie określić w jakim kierunku zmierza polska muzyka jazzowa? I co masz na myśli pisząc, że nie jest odkrywcza? Jeśli uważasz się za muzyka/muzykologa, powinnaś wiedzieć, że każdy gatunek muzyczny rządzi się własnymi prawami i ma formę, dzięki temu je rozróżniamy. Nie potrafię więc pojąć czego się spodziewałaś po tym koncercie i co zespół miałby zrobić, żebyś uznała ich muzykę za odkrywczą (co zresztą kłóci się nieco z Twoją opinią na temat Poloneza).
    2. Fakt, że pianista kilka razy szarpnął struny fortepianu nie oznacza, że ogromnie inspiruje się sonoryzmem, więc Twoja wzmianka o tym wydaje się próbą ‚zabłyśnięcia’ terminologią muzyczną, bez wyraźnych ku temu powodów.
    3. Jeśli naprawdę uważasz, że ‚utwór-wizytówka’ powinien być grany na samym początku, to chyba mamy zupełnie inne definicje budowania napięcia i zainteresowania wśród publicznośości (jak widać, to Ty jesteś w mniejszości).
    4. Twoja opinia na temat perkusisty jest bardzo powierzchowna. Jest to świetny i bardzo profesjonalny muzyk, nie wiem jakim cudem umknęło to uwadze osoby, która ma wykształcenie muzyczne.
    5. Niesamowicie przykro było czytać to, co napisałaś na temat saksofonisty. Również miałam wrażenie, że to była taka krytyka na potrzeby recenzji. Wydaje się, że nie wzięłaś zupełnie pod uwagę specyfiki intrumentu w tym konkretnym przypadku. Niedociągnięcia całego zespołu przypisałaś tzw. frontmanowi. Dlaczego? Bo był z przodu i, no właśnie, ze względu na specyfikę saksofonu, był najlepiej słyszalny? Jeśli chodzi o solówki, jest to bardzo indywidualna kwestia, ale nie zgadzam się z Twoją krytyką jego ‚soundu’ oraz dynamiki. Patrzysz na problem bardzo prosto i zwyczajnie nie wzięłaś pod uwagę, że to była gra ZESPOŁOWA.
    6. Jeśli chodzi o utwory, każdy ma inne preferencje i ja uważam, że ballada była miłą odskocznią od żywiołowych kompozycji pianisty. Ponadto, biorąc pod uwagę tytuł, byłam bardzo ciekawa jak zostanie przedstawiona historia miłosna i byłam mile zaskoczona. Może spróbowałabyś w ten sposób podejść do tematu?

    Czytając Twoją recenzję można odnieść wrażenie, że oceniasz utwory tylko i wyłącznie przez pryzmat złożoności formy i ilości dźwięków, a muzyków – biorąc pod uwagę aparycję i częstotliwość uśmiechów.
    Niektóre Twoje uwagi są trafne, jednak biorąc pod uwagę całokształt recenzji, wydaje mi się ona szalenie nieprofesjonalna. Przy okazji, próby bronienia tego tekstu przez Twoich znajomych, których na koncercie nie było, również jest mało profesjonalne i raczej przykre.

    Pozdrawiam

    1. 1. Napisałam, że dziękim taki WYDARZENIOM można zaobserwować w jakim kierunku zmierza muzyka jazzowa. A więc biorcę pod uwagę więcej koncertów, wydarzeń, płyt, nagrań itp. Owszem napisałam, że oceniając ten koncert dochodzę do wniosku, że muzyka ta nie jest zbyt odkrywcza. I nie wycofuję się z tego zdania. To, że były utwory ciekawe, interesujące, to jedno, ale całość koncertu oceniam jako przeciętny.
      2. Sonoryzm to nie tylko nowatorskie techniki wydobywania dźwięku. Jako muzykolog wiem o tym doskonale. Poza tym proszę nie wyolbrzymiać moich słów. „Jego dbałość o dźwięk, o każdy jego aspekt przypominała niekiedy stylistykę impresjonizmu, a chwilami nawet sonoryzmu” – to nie to samo co „ogromnie inspiruje się sonoryzmem”.
      3. Tak, zmiana kolejności utworów wyszłaby muzykom na dobre. Ale to moje zdanie i rozumiem, że może mieć Pani inne odczucia.
      4. Nie odmawiam perkusiście talentu. Rozumiem, że może być świetnym muzykiem, jednak uważam, że zagrał po prostu dobrze, poprawnie. I tyle.
      5. Nie przypisałam niedociągnięć zespołu frontmenowi. Proszę przeczytać uważniej całą recenzję.
      6. Rzeczywiście każdy ma inne preferencje :)

      „Czytając Twoją recenzję można odnieść wrażenie, że oceniasz utwory tylko i wyłącznie przez pryzmat złożoności formy i ilości dźwięków, a muzyków – biorąc pod uwagę aparycję i częstotliwość uśmiechów.” – jeśli stara się być Pani niegrzeczna to wyszło to Pani doskonale. Obrażanie jest właśnie czymś najbardziej nieprofesjonalnym. Bardzo dziękuję za rzetelne uwagi, jednak końcówka Pani wypowiedzi wszystko zepsuła. „Obrona” moich znajomych odnosiła się do kwestii pozakoncertowych, więc nie ma w niej nic niestosownego.

      Pozdrawiam!

      1. Najmocniej przepraszam za niedokończony komentarz, wina sprzętu.
        Linia obrony godna podziwu. Ja uważam, że odmienne opinie powinny dotyczyć kwestii gustu, nie faktów. I bardziej niegrzeczne jest chyba kwestionowanie talentu osoby, która niewątpliwie go ma (jest to zdanie doświadczonych muzyków).

        Wspomniany komentarz usunęliśmy w celu utrzymania przejrzystości – PanPaweł

      2. Z chęcią pójdę na kolejny koncert, na którym będzie grał saksofonista, by przekonać się o tym sama. Ilu doświadczonych muzyków tyle opinii.

      3. Odnoszę wrażenie, że nieco Pani ironizuje. Jest to zbędne i, mając na względzie Pani zawód(?), niedopuszczalne. Zastanawiający jest również fakt, że przy każdej możliwej okazji podkreśla Pani jakim doświadczonym muzykiem jest. Proszą spróbować obiektywnie ocenić swoje własne komentarze i sposób, w jaki ocenia Pani innych.

    2. „Przy okazji, próby bronienia tego tekstu przez Twoich znajomych, których na koncercie nie było, również jest mało profesjonalne i raczej przykre.”

      Proszę przeczytać nasze komentarze jeszcze raz i zastanowić się, czy obecność na koncercie była konieczna, żeby wszcząć dyskusję na tematy, jakie poruszyliśmy. Nie odnosimy się do gry muzyków a do nietrafionych argumentów mających świadczyć o złej jakości tekstu. Zarzuty o obiektywizm recenzji, definicję słowa „akademizm” oraz formie recenzji, do odparcia, nie wymagają obecności na koncercie, także proszę nie wrzucać na profesjonalizm, gdy uwaga jest zupełnie bez pokrycia.

      „6. Jeśli chodzi o utwory, każdy ma inne preferencje i ja uważam, że ballada była miłą odskocznią od żywiołowych kompozycji pianisty. Ponadto, biorąc pod uwagę tytuł, byłam bardzo ciekawa jak zostanie przedstawiona historia miłosna i byłam mile zaskoczona. Może spróbowałabyś w ten sposób podejść do tematu?”

      I znowu mamy tu problem pokroju „mnie się podobało, a Tobie nie”. Piękne w muzyce jest to, że każdy może zauważyć w niej coś innego, każdy zwróci uwagę na coś innego. W recenzji Aleksandra zwróciła uwagę na inny aspekt muzyki. To może też Pani spróbuje podejść do tematu z innej strony?

      „2. Fakt, że pianista kilka razy szarpnął struny fortepianu nie oznacza, że ogromnie inspiruje się sonoryzmem, więc Twoja wzmianka o tym wydaje się próbą ‚zabłyśnięcia’ terminologią muzyczną, bez wyraźnych ku temu powodów.”

      W tekście nie ma mowy o „ogromnej inspiracji sonoryzmem”. Odsyłam do tekstu.

  5. Zaznaczyłam na początku mojego komentarza, że nie uczestniczyłam w koncercie, więc proszę o nie przypisywanie mi działań, których nie uczyniłam. W mojej wypowiedzi nie wspominam w ani jednym zdaniu o grze muzyków podczas koncertu (nie jestem aż tak szalona, by pisać o czymś, czego nie słyszałam), a jedynie odniosłam się do błędnego rozumienia niektórych zagadnień, które zostały poruszone w dyskusji. (W myśl zasady, że dobra wymiana zdań ma przede wszystkim uczyć i zachęcać do przemyśleń.) Jednak cieszy mnie, że opinie na temat wydarzenia opisanego w recenzji są rozbieżne. W końcu na tym polega krytyka…

    1. Odnosząc się jeszcze do tego komentarza: „Odnoszę wrażenie, że nieco Pani ironizuje. Jest to zbędne i, mając na względzie Pani zawód(?), niedopuszczalne. Zastanawiający jest również fakt, że przy każdej możliwej okazji podkreśla Pani jakim doświadczonym muzykiem jest. Proszą spróbować obiektywnie ocenić swoje własne komentarze i sposób, w jaki ocenia Pani innych”. – to nie, nie ironizuję. I również nie widzę momentów, w których tak bardzo podkreślam moje doświadczenie jako MUZYKA. Jak już wcześniej napisałam, nie ma sensu prowadzić dalej tej dyskusji.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s