Minimalnie o prostocie

Jak mija dzisiaj życie młodych ludzi? Biegiem. I to nie dla zdrowia czy z zamiłowania. Biegamy, bo musimy. Do pracy, na uczelnię, później biegiem do domu, bo milion spraw do załatwienia. Są też tacy, ci ambitni, którzy mają jeszcze aspiracje na życie towarzyskie – nie dość, że wciskają je w napięty harmonogram, to jeszcze wszystko jest wyliczone co do minuty. Z przyjaciółmi spotykamy się raz na dwa tygodnie. Na godzinę. Z rodziną, najczęściej mieszkającą daleko, rozmawiamy chwilę przez telefon. Jemy w biegu, śpimy w tramwaju, czytamy 15 minut, zanim oczy nam się zamkną i zasypiamy z książką w ręku. Spać też trzeba szybko, bo za chwilę zadzwoni budzik i trzeba będzie w biegu parzyć kawę, myć zęby, coś jeszcze wydrukować. Wszystko równocześnie. I niby miarowo, wręcz rutynowo, ale jest w tym biegu mnóstwo chaosu, hałasu, bałaganu i niedomówień. Ciągle biegnąc, musimy się domyślać, co nie tak powiedzieliśmy szefowi, czym zaleźliśmy za skórę najbliższej osobie, jak powinniśmy się zachowywać, żeby wszystkich zadowolić… Zapominamy – o urodzinach, telefonach, książkach z biblioteki. I tęsknimy – za świętym spokojem, prostotą i klarownością.

Tym sposobem w biegu mija prawie cały rok. Prawie, bo w końcu nastaje taki czas, który kocham nade wszystko, szczególnie, od kiedy opisane wyżej „życie w biegu” jest moim życiem. Koniec grudnia, koniec roku, koniec szaleństwa, koniec całorocznego perpetuum mobile…

W Święta jest czas na wszystko. Jest czas dla rodziny, dla przyjaciół, dla siebie. Wtedy nigdzie nie trzeba być na czas, wtedy zapominam o tempie codzienności. Można spokojnie usiąść w fotelu z lampką wina, dobrą książką, przy pachnącej świętym spokojem choince. Pójść na spacer i bez pośpiechu zadzwonić do kogoś, z kim od tak dawna się nie rozmawiało, odpowiedzieć na czekające od miesięcy maile. A co z muzyką? I na nią jest wtedy czas. Nie chcę jednak polecać kolęd czy ogólnie znanych piosenek świątecznych. Nie tak brzmią moje Święta. Wystarczająco dużo na co dzień hałasu oraz muzycznego bełkotu, żeby jeszcze w te spokoje dni zaśmiecać sobie nimi głowę. Sięgam więc po prostotę, porządek i ład.

Cykl Gnossienne Erica Satie to przykład jasnego oraz przejrzystego minimalizmu. I chociaż w żaden sposób nie są to utwory kojarzące się ze świątecznym klimatem, to właśnie ze względu na umiarkowanie warto poświęcić im trochę czasu.

Gnossienne z całą pewnością nie jest przejawem przerostu formy nad treścią. Utwór składa się z trzech motywów prezentowanych naprzemiennie przy jednostajnym akompaniamencie lewej ręki. Mimo że w partyturze Satie nie zawarł kresek taktowych mamy poczucie pulsu (4/4).¹ Przez swoją miarowość, choć niezapisaną – Gnossienne „płynie”. To całkowite przeciwieństwo dla kiczowatych wykonań kolęd czy uroczych świątecznych piosenek.

Jeśli miałabym powiedzieć, jakie mam muzyczne skojarzenie do słowa „spokój”, byłoby to właśnie Gnossienne. To muzyka, która wypełnia każdy mój wolny od codzienności czas. Bardzo możliwe, że zdradzam w ten sposób mój ukochany chorał, w którym oczywiście nie brakuje ani spokoju, ani uporządkowania, to jednak właśnie z Erikiem i jego muzyką zamierzam spędzić te kilka wyczekanych, wolnych dni.

A skoro mowa o Świętach – życzę wszystkim właśnie odrobiny prostoty i odpoczynku. SDM śpiewał „potem odpoczniesz”. Oby to „potem” było właśnie teraz, na tegoroczne Boże Narodzenie.

Anna Sobczak


http://www.pianosociety.com/cms/index.php?section=150


Spis treści 11 numeru Podsłuchaj

Reklamy

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s