Stary niedźwiedź lubi jazz. Jazz Camping na Kalatówkach

Już 19. raz w polskich Tatrach rozbrzmiewał (i jeszcze rozbrzmiewa) jazz. Jazz Camping na Kalatówkach to seria jam sessions zwieńczona koncertem Zbigniewa Namysłowskiego i jego gości. W tym roku prócz Namysłowskiego można usłyszeć: Janusza Muniaka, Sławomira Jaskułke, Roberta Murakowskiego, Jacka Kochana, Mariana Pawlika, Jerzego Bartza, Piotra Schmidta i Jacka Namysłowskiego oraz studentów wrocławskiej Akademii Muzycznej pod opieką Tomasza Pruchnickiego. Ta lista nazwisk powinna Wam wystarczyć do rozpoznania klasy tego wydarzenia.

Miejsce

Jazz Camping odbywa się w schronisku na Kalatówkach, także dostać się tam można albo schodząc z któregoś ze szlaków górskich albo idąc około godziny z Zakopanego. Jeśli ktoś z Was schodził kiedyś z gór przez Kalatówki wie jak paskudnie wyboista jest droga od schroniska do Kuźnic. Po zmierzchu kamienie tworzące drogę stanowią wysokiego stopnia zagrożenie dla stóp i kostek spacerowiczów. Nocny spacer odbyliśmy w towarzystwie ryków jeleni (czasami bardzo blisko) i strachu Aleksandry przed niedźwiedziami (zabawne ile historii o ludziach zabitych przez niedźwiedzie nam się przypomniało…).

Droga z i na Kalatówki. Ciemno jak głęboko w tubie.
Droga z i na Kalatówki. Ciemno jak głęboko w tubie. [fot. własne]

Gdy w końcu dotarliśmy (trochę zdyszani i lekko zgrzani), weszliśmy do schroniska. Od razu usłyszeliśmy rozbrzmiewającą muzykę. Wchodząc do głównej sali minęliśmy Zbigniewa Namysłowskiego, który już za moment miał wejść ze swoją improwizacją, sekundę potem o mały włos stratowałbym Janusza Muniaka przechadzającego się ze swoim instrumentem. Kupiliśmy po piwie i rozsiedliśmy się na wolnych miejscach (których nie brakowało). Pierwszy raz mieliśmy okazję uczestniczyć w tego typu wydarzeniu.

Robert Murakowski podczas improwizacji. [fot. własne]

Muzyka

Poniedziałkowe wydarzenie miało charakter jam session. Brylowali głównie saksofoniści oraz trębacze, ale znalazło się także miejsce dla gitarzysty (który dosyć rzadko włączał się do gry). Swój czas mieli także pianiści (świetny w tej roli był jeden ze studentów – niestety nie znamy nazwiska ale występuje w poniższym nagraniu), kontrabasiści i perkusiści.

Poniżej fragment solowy gitarzysty oraz improwizacja świetnego Tomasza Pruchnickiego i Jacka Namysłowskiego.

Niestety jednak, czas w którym popisywali się muzycy, którzy nie grali na instrumentach dętych, był bardzo krótki i rzadko kiedy wybijał się na pierwszy plan. Bardzo miłym akcentem było zmontowanie organów hammonda w trakcie trwania jamu, jednakże grający na nich muzyk nie wyróżnił się zanadto. Pierwszy dzień (a raczej noc) zdecydowanie należała do dwóch muzyków – Janusza Muniaka i Roberta Murakowskiego. Murakowski – gdy nie grał, rozbawiał siebie i innych – gdy grał, na trąbce lub kornecie zdobywał całą naszą uwagę. Jego improwizacje były zróżnicowane, potrafił zarówno prowadzić melodię, jak i odpływać w harmoniczne zagadki. Na najwyższe zaszczyty zasługiwał jednak Janusz Muniak.

Poniżej improwizacja Janusza Muniaka oraz Roberta Muranowskiego.

W jego grze słychać było lata doświadczenia, każde jego wejście było płynne i stonowane, a improwizacje nieśpieszne i przemyślane. Przepiękne i głębokie brzmienie jego saksofonu przypadło nam najbardziej do gustu. Dojrzałość gry, luz i swoboda na scenie Muniaka była przeciwwagą dla energicznej i agresywnej gry młodszego pokolenia muzyków, bardziej skoncentrowanych na zagraniu karkołomnych improwizacji i trochę zamkniętych na otoczenie.

Murakowski ‚zjadł’ Muniaka. [fot. własne]

Mogliśmy być tylko na pierwszej nocy Jazz Campingu, podczas której było dosyć pusto. Słuchaczami głównie były osoby z kręgu grających muzyków, kilkoro było turystami, którzy akurat spędzali noc w schronisku. Nic dziwnego, gdyż my sami dowiedzieliśmy się o wydarzeniu tego samego dnia. Ze świecą szukać jakiejkolwiek informacji w postaci plakatu (w samym Zakopanem widzieliśmy jeden plakat), a w Internecie jest niewiele lepiej. Około pierwszej w nocy zostaliśmy tylko my i muzycy. Opuściliśmy Kalatówki po trzeciej w nocy. Kilka wypitych piw sprawiło, że droga powrotna była bardziej wyboista, ale za to nie było już żadnych niedźwiedzi.

Więcej nagrań zobaczycie na naszym profilu na You Tube.

O historii Jazz Campingu na Kalatówkach odsyłam Was do powyższego filmu oraz tutaj.

PanPaweł

Pełna zawartość numeru.

Reklamy

Autor

PanPaweł

Zainteresowany wszystkim, poszukujący inspiracji wszędzie. Lubi poznawać i tworzyć. Zawsze stara się zrobić lepiej, niż potrafi.

Jedna myśl na temat “Stary niedźwiedź lubi jazz. Jazz Camping na Kalatówkach”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s