Sfrustrowany felieton

Istnieje wiele stereotypów o tym, że muzykolog nie czerpie radości ze słuchania muzyki. Woli analizować. Najchętniej tylko partytury. Najlepiej bez nagrania. A znacie ten kawał?

– Czym różni się muzyk od muzykologa?

– Tym czym kochanek od ginekologa.

Ba dum, tss…

10 lat szkół muzycznych, 4 lata studiów, rok pracy, a człowiek ma już dość. Wypalenie zawodowe, kryzys wieku 23-latki, mrugająca z komputera praca magisterska oraz przed-sesyjny dół – oto przepis na felieton.

Ostatnie lata były bardzo obfite pod względem muzyki. Ile koncertów, ile płyt wysłuchanych, ile nutek policzonych, pogrupowanych, ułożonych i zbadanych pod względem socjologicznym, historycznym, fizycznym, biologicznym, antropologicznym, statystycznym, tyle recenzji, myśli, artykułów, tabelek, referatów, prezentacji ułożonych, napisanych, pokazanych Wam lub na zawsze ukrytych w czeluściach folderu „Aleksandra”. No i doczekałam się, przyłapałam się na tym, na czym nigdy nie chciałby przyłapać się prawdziwy miłośnik muzyki – na interesowności. No bo prawdziwy – znaczy bezinteresowny, idealistyczny, oddany. A ja drodzy Czytelnicy, od jakiegoś czasu nie umiem słuchać muzyki bez układania w głowie zdań, które przeleję na papier w formie recenzji, myśli, artykułów, tabelek, referatów i prezentacji. Niby słucham, a zdania układam. Niby śpiewam, a już mam wstęp do dobrego komentarza. Pół biedy, jeśli jestem na koncercie i mam napisać z niego tekst. Taka moja praca, dobrze jeśli moje wrażenia skonkretyzują się w słowach. I nie oszukujmy się – za pracę jest kasa, której bym nie dostała gdybym po koncercie napisała tylko: ale było super! Gorzej, jeśli jestem na koncercie ot tak, prywatnie. Jeśli chodzi o koncerty muzyki klasycznej (w moim przypadku najczęściej od klasycyzmu do muzyki współczesnej) źle nie jest. Tu nawet melomani najczęściej znają się całkiem nieźle na muzyce. W przerwach nie raz słyszałam bardzo interesujące uwagi i komentarze na temat muzyki od osób niezwiązanych zawodowo z tą branżą. Takie koncerty sprawiają, że moje samopoczucie jest niezachwiane. Najgorzej jak jestem na koncertach muzyki popularnej. Na zewnątrz wyglądam zupełnie normalnie: skaczę, śpiewam refren, piję piwko, ale to co się dzieje w mojej muzykologicznej głowie odstraszyłoby zarówno publikę, jak i zapewne grający zespół. I to mnie męczy, bez żartów. Bo chciałabym posłuchać utworu, powiedzieć, że jest fajny, albo że brak mi słów, bo momenty i w ogóle ten rytm taki super, nie? I nie odstraszałabym siebie i rozmówców głosami w mojej głowie mówiącymi o zachwianej tonalności, polirytmii, formie oraz instrumentacji.

A może to taka przywara osób zajmujących się muzyką współczesną? Do niej już od pierwszego usłyszenia potrzeba nie tylko zmysłów, ale też wiedzy i świadomości. Nie ukrywajmy – muzyka najnowsza nie pociągałaby mnie tak bardzo, gdybym nie miała w sobie jakiejś ogromnej ciekawości, by poznać ją lepiej. No więc prócz słuchania – od razu jest analiza. Nie twierdzę oczywiście, że badacze zajmujący się innymi epokami tak nie mają. Ale – włączmy utwór Vivaldiego i (niech będzie wersja soft) jakikolwiek utwór dodekafoniczny Tadeusza Bairda. Przyjemniejszy dla ucha jest Vivaldi. Można delektować swoje zmysły i gdy się nie chce – nie angażować za bardzo mózgu.

Powiedzenie, że głupi człowiek jest zawsze szczęśliwy ma tysiące wyjątków. Od dziś moim przysłowiem będzie – głupi badacz jest bardziej zrelaksowany. Wracając do mojego nierozwiązanego problemu – chyba tylko przerwa mi pomoże. Dlatego dziś ani słowa o utworach, do końca tygodnia ani jeden koncert i ani jedno zdanie o muzyce, na której się znam. Od teraz słucham płyty z 4 porami roku Vivaldiego wykonanych przez orkiestrę z trzeciej części muzycznego świata, z dodatku do gazety. Bezinteresownie i bezrefleksyjnie wzruszam się nad drugą częścią Zimy i jedne co mówię, to: ale fajne, nie?

Aleksandra Bliźniuk


Spis treści numeru 8 Podsłuchaj

Advertisements

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

2 myśli na temat “Sfrustrowany felieton”

  1. Podejrzewam, że „problem” jest szerszy.
    Na przykład ja: jestem programistą i jak widzę „słaby” kawałek kodu, to zaraz bym chciał poprawić. Albo jak używam jakiegoś programu (czytaj gram…) to też pytam „jak to zrobili?” (zwłaszcza jak coś się tnie).
    I pewnie w innych zawodach jest podobnie. :)

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s