Czarny Anioł – opowieść o Ewie Demarczyk

„Nie budujcie mi pomników” miał powiedzieć kiedyś Jan Paweł II. Wisława Szymborska nie chciała wydać Czarnej piosenki, a prywatne zapisy Witolda Gombrowicza miały pozostać prywatnymi, tak jak zapewne wiele dzienników i pamiętników sławnych ludzi, tych wielbionych i znienawidzonych. Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk (Wydawnictwo Znak, 2015) autorstwa Angeliki Kuźniak oraz Eweliny Karpacz-Oboładze to książka, która z jednej strony mnie zawiodła, a z drugiej – zainspirowała do głębszych przemyśleń.

czarny-aniol

W książce chronologicznie śledzimy losy Ewy Demarczyk: od powierzchownie zarysowanej historii rodzinnej, poprzez rok 1961, w którym zadebiutowała jako piosenkarka, aż do czasu, kiedy piosenkarka zamilkła. Bynajmniej nie tak jak Szymborska i Gombrowicz. Bohaterka książki w pewnym momencie swojej kariery  po prostu wycofała się zupełnie z życia publicznego. Z autorkami Czarnego Anioła artystka również nie chciała rozmawiać. Kuźniak i Karpacz-Oboładze były jednak bardzo zdeterminowane i książkę wydały. W efekcie powstała książka o Demarczyk bez Demarczyk.

Autorki słusznie w swojej pracy przytaczają wiele wypowiedzi osób ze środowiska piosenkarki. Możemy dowiedzieć się jak zaczęła się i skończyła współpraca artystki z Zygmuntem Koniecznym czy Andrzejem Zarzyckim oraz przeczytać wspomnienia osób związanych z Piwnicą Pod Baranami. Przeczytamy w niej również jak zareagował Miron Białoszewski na piosenkę Karuzela z madonnami oraz jakie były reakcje krytyków polskich i zagranicznych na jej twórczość. Wreszcie, dowiemy się (z trzeciej ręki) jaki był słynny Czarny Anioł: apodyktyczny czy tolerancyjny, kłótliwy czy bezkompromisowy, skromny czy zarozumiały. Wspomnienia, jak to wspomnienia okażą się różne i będą zależeć zarówno od osób, które je wypowiadały, jak i od autorek książki, które dokonały ich wyboru. Niestety, całość czyta się trochę jak plotkarską gazetę. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że autorki Czarnego Anioła wykonały dobrą pracę, jednak praca ta dla mnie powinna być dopiero pierwszym krokiem, a nie efektem. Brakuje mi w tej książce równowagi między wypowiedziami osób związanymi z Demarczyk a nią samą (autorki cytowały w skromnych ilościach wypowiedzi piosenkarki z wywiadów). W książce znajdziemy szereg pozostawionych bez komentarza wypowiedzi różnych osób. Bez komentarza autorek, ale przede wszystkim samej Demarczyk. No tak, ale jak tu rozmawiać kiedy druga strona milczy? Jak możemy się dowiedzieć – autorki wielokrotnie próbowały nawiązać kontakt z piosenkarką. O motywach milczenia możemy przeczytać z samej książki: „Ten mój uraz do wywiadów wziął się ze smutnych doświadczeń – mówiła Ewa Demarczyk przed laty. – Obroni się mówione, ale napisane… Nie mogę zabronić pisania o sobie, tego nie mogę. Nie chcę tylko, żeby to było prywatne. Żeby wyszło na wierzch: jaka jestem poza śpiewaniem. Jaka naprawdę…”1 Ale wyszło: z kim była, komu na kolanach siedziała, jakie miała relacje z matką czy siostrą (która także nie rozmawiała z autorkami książki), czy piła, a może stroniła od alkoholu, dlaczego jej głos był coraz gorszy, jak toczyła się sprawa Teatru Ewy Demarczyk.

Z książki wyłania się postać trudna, o zmieniającym się na przestrzeni lat charakterze. Na coraz gorszy. Proszę tylko mnie dobrze zrozumieć, ja nie chcę bronić czy wybielać Ewę Demarczyk. Nie chcę również wieszać na niej psów. Na pewno nie była tak perfekcyjna jak twierdzą jej wielbiciele, ani tak okrutna jak mówią inni. Wydaje mi się tylko, że pisanie o bardzo prywatnych sprawach piosenkarki, bez jej udziału, powołując się wyłącznie na opinie i wspomnienia osób trzecich to bardzo brzydka rzecz, bowiem Ewa Demarczyk dokończyła wcześniej cytowane przeze mnie zdanie tak: „I boję się, kiedy o mnie piszą, bo od pewnego czasu wszystko to ma charakter jakiś… klasycyzujący. Podsumowujący. Nawet te artykuły, których autorzy chcą jak najlepiej, są takie s k o ń c z o n e, nagrobne jakieś. A może ja jeszcze coś zrobię na przykład?”. Ciekawa jestem czy Ewa Demarczyk przeczyta tę książkę, czy zdenerwuje ją, a może uzna, że jest bardzo dobra? Niestety, prawdopodobnie się tego nie dowiemy, bowiem to co można zaobserwować w zawodowym życiu Ewy Demarczyk, to ogromna konsekwencja artystki. Jeśli uznała, że nie będzie brać udziału w życiu publicznym, to pewnie tak zostanie, dopóki nie zechce „zrobić czegoś”.

Sopot 1964-08. IV Miêdzynarodowy Festiwal Piosenki. Nz. polska piosenkarka Ewa Demarczyk podczas wystêpu w Operze Leœnej. /bpt/ PAP/CAF
Ewa Demarczyk podczas IV Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie (1964) [źródło: PAP]

Moim największym zarzutem do Czarnego Anioła to nieobecność Demarczyk oraz złe rozstawienie akcentów tej książki. Może zamiast skupiać się na życiu prywatnym warto było poświęcić więcej miejsca na recepcję jej twórczości? Wtedy książka ta nie denerwowałaby swoim nowinkarskim charakterem.

Lektura Czarnego Anioła wzbudza we mnie wiele wątpliwości i pytań. Na ile możemy sobie pozwolić wkraczając w życie innego człowieka? Czy etyczne jest pisanie o kimś kto nie życzy sobie penetrowania jego prywatności? Co daje nam czytanie wspomnień o kimś bez możliwości skonfrontowania ich z osobą, której wspomnienia te dotyczą? Mam jedną pewność. Słuchanie utworów Demarczyk posiadając wiedzę o czasach, w których żyła i o niej samej na pewno wzbogaci odbiór jej twórczości. Tylko czy tę wiedzę można uzyskać z książki Czarny anioł?

191 stron (bez przypisów, źródeł, kalendarium, dyskografii, indeksu osób i spisu ilustracji) książki Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk mają stanowić portret artystki… Nie tak dawno Magdalena Grzebałkowska napisała książkę Beksińscy. Portret podwójny. Jest to doskonały przykład tego jak powinien wyglądać rzetelny reportaż. Dla mnie książka ta stanowi wzór, do którego badacze biografii sławnych osób powinni się odnosić, zbliżać. Niestety poprzeczka, którą ustanowiła Grzebałkowska dla autorkek Czarnego anioła zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym jest zbyt wysoko. Pocieszyć się jednak można tym, że w podtytule książki zawarte jest słowo opowieść. Słownik języka polskiego PWN podaje dwa wyjaśnienia tego terminu:

  1. opowiadana historia
  2. utwór na pograniczu noweli i powieści, o bogatej fabule i gawędziarskim toku narracji.

Książka ta nie wypadnie tak źle, jeśli w trakcie lektury, z tyłu głowy będziemy mieli tę drugą definicję.

„Nie budujcie mi pomników” miał powiedzieć kiedyś Jan Paweł II. Wisława Szymborska nie chciała wydać Czarnej piosenki, a prywatne zapisy Witolda Gombrowicza miały pozostać prywatnymi, tak jak zapewne wiele dzienników i pamiętników sławnych ludzi, tych wielbionych i znienawidzonych. Czasem ciekawość to pierwszy stopień do piekła kiepskiej lektury.

 Aleksandra Bliźniuk


T. Krzemień, Ewa Demarczyk: śpiewam nastroj, nie fabułę, „Kultura”, 22-29 grudnia 1974, cyt. za: Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk, Kraków 2015, s. 188.

Obraz w tle: Ewa Demarczyk na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, 1967 r. [fot. Andrzej Wiernicki]

Zawartość całego numeru.

Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

3 myśli na temat “Czarny Anioł – opowieść o Ewie Demarczyk”

  1. Możliwe, że autorki chciały osiągnąć obiektywizm (niestety pozorny) poprzez unikanie krytycznego komentarza, co jak wspomniałaś, wyrządza tylko szkodę głównej bohaterce. Przypuszczam, że podobnie jak w przypadku autobiografii Andrzeja Panufnika (wydanie z 2014 roku), zaraz pojawią się domysły, uwagi i niesmak… Lecz prędzej czy później badacze „sprostują” jej opowieść, choćby najbardziej przemilczaną. I znowu zaczniemy się zastanawiać, co jest ważniejsze? Życie artysty czy jego twórczość? Bo przecież książka ujawnia ciekawy wątek (oczywiście pozostawiony samopas) charakterystyki samej Demarczyk; dylemat między wyborem trwania siebie lub muzyki w micie. Micie opartym na fobii wielkiej piosenkarki, w którym trudno osądzić, czy ważniejszy był śpiew, czy próżne ego.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s