Odetchnijmy. Kilka słów o muzyce popularnej

 XXX

jutro minie pięć lat
jak Justyna ode mnie odeszła
czy będę to jakoś świętował
pamiętam jak pomagała mi się wyprowadzić
ja niosłem worki z książkami i polską muzyką rockową
i obejmowałem poduszkę
ona płyty z muzyką poważną i nawilżacz powietrza
na sam koniec jeszcze ją wykorzystałem
jako tragarza1
[…]

Krótki kurs obsługi rzeczywistości

[…]
prawie cała świetna muzyka kojarzy mi się z Justyną
bo co dobrego nagrano po naszym rozstaniu
potem legendy rocka tylko ogłaszały zakończenie kariery
albo kopały w kalendarz2
[…]

Czytając (który to już raz?) kwik Piotra Macierzyńskiego jestem pod wpływem wielu emocji. Czytam: „prawdą jest że w poezji liczą się śmiech łzy i ciarki”3 i wiem, że gdybym miała (gdybym umiała) zrecenzować kwik, to zaczęłabym tym zdaniem. Pomiędzy kolejnymi próbami odkrycia znaczeń tego tomiku dla mnie, trochę z przymusu i trochę przekornie uczepiam się tych dwóch fragmentów wierszy zacytowanych na początku. Pisać o muzyce przecież trzeba, a dobry początek to połowa sukcesu.

Pierwszy cytowany przeze mnie wiersz został napisany jakieś 8-9 lat temu. Nie wgłębiając się w znaczenia tych słów dla pozostałej treści wiersza, z przedstawionego fragmentu wynika, że według podmiotu lirycznego po 2000 roku nie nagrano nic dobrego w muzyce rockowej. Spójrzmy z lotu ptaka, jakie polskie „legendy rocka ogłosiły zakończenie kariery”, jakie „kopnęły w kalendarz” i co z tego wynika.

XXI wiek stał się granicą nie do przekroczenia dla wielu legend polskiego rocka. Choroby, starość, intensywne życie czy też zagubienie w coraz bardziej eklektycznym świecie bez muzycznych granic… Słusznie twierdzi Macierzyński, że po 2000 roku nic już nie ma, prócz śmierci muzyków lub rozpadu zespołów. Bogdan Łyszkiewicz zmarł 23 czerwca 2000 roku, półtora roku później – 22 grudnia 2001 roku zmarł Grzegorz Ciechowski, Czesław Niemen – 17 stycznia 2004 roku, Mira Kubasińska – 25 października 2005, a Tadeusz Nalepa odszedł 4 marca 2007. O.N.A przestali istnieć w 2003 roku, a Pidżama Porno zawiesiła działalność w 2007. Republika odeszła ze sceny (niepokonana) po śmierci Ciechowskiego, tak samo jak Chłopcy z Placu Broni po odejściu lidera grupy Bogdana Łyszkiewicza. Maanam w 2008 roku zawiesili działalność, Budka Suflera z końcem 2014 roku kończy ostatnią trasę koncertową, Myslovitz gra bez Rojka, Pudelsi bez Maleńczuka, a Piersi bez Kukiza.

* * *

W wierszu XXX (kiedyś udało mi się…) czytamy o końcu związku dwojga ludzi. Wiersz ten kończy się puentą: „koniec świata wcale nie jest taki zły / najgorsze następuje po nim”4. Idąc tym tropem, obierając rok 2000 jako koniec świata (dla nas – muzycznego), możemy dostrzec szereg znamiennych faktów: dominację mało wartościowego popu zaspokajającego gusta masowego odbiorcy, nastawienie muzyków, że co się nie dośpiewa, to się „dowygląda”, a także postawa polskiej publiczności, która docenia artystów muzycznej tandety i gardzi wykonawcami wzbudzającymi zachwyt Zachodu (Włodek Pawlik czy Anna Maria Jopek). Ale dokąd doprowadzi to narzekanie? Przecież dziś, niezależnie od naszych starań, potrząsań, wstrząsów i nerwów, kicz-pop zawsze będzie miał swoich wyznawców. W końcu to sztuka ludzi szczęśliwych:

a biedna publika
wszystko łyka
robi owacje na stojąco
siedząco
i pod siebie5

Zarzuty wobec tego rodzaju muzyki często biorą się z nostalgii za przeszłością („bo kiedyś to dopiero była muzyka”…) oraz z uczucia pogardy dla wszystkiego co masowe. Przyznacie mi chyba rację, że nie są to obiektywne wady, i mimo tego, że z całą pewnością wymienione przeze mnie cechy niektórych polskich zespołów muzyki popularnej mają mnóstwo racjonalnie wytłumaczalnych defektów, nie myślmy o tym. Odetchnijmy i uwierzmy w słowa Tadeusza Różewicza:

producenci złej
muzyki
winni być
kastrowani
pozbawieni uszu
będą śpiewali
cienko w piekle6

i mając za sobą sprawczą moc wiary, zachwyćmy się tym co dobre. W końcu w Polsce mamy wiele świetnych zespołów muzyki popularnej oraz rzeszę fanów, którzy lubią jej słuchać. Nieważne jaką obierzemy sobie datę, w całej historii muzyki obok świetnych artystów, tworzyli również ci słabsi. Nie będzie chyba przesadą gdy napiszę, że jedni bez drugich obejść się nie mogą. Że dzięki różnicom poziomów krytycy muzyczni zawsze będą mieli co robić, muzycy będą mogli konkurować, a okrutna historia muzyki i tak, nie bacząc na wszystko, wybrednie wybierze tylko kilku artystów, do których kolejne pokolenia porównywać będą współczesne im zespoły. Na koniec wszystko to zbadają i opiszą muzykolodzy, a świat będzie się kręcił dalej. Bez końca.

Prawdą jest, że w prawdziwej muzyce liczą się śmiech, łzy i ciarki. Słuchajcie jej, bo od gustów konsumentów zależy cały muzyczny rynek. To moja puenta, a teraz dajcie mi spokój, wracam do kwiku.

Aleksandra Bliźniuk


1 P. Macierzyński, xxx (jutro minie pięć lat…), w: kwik, Kraków 2013, s. 23.

2 P. Macierzyński, Krótki kurs obsługi rzeczywistości, op. cit., s. 59.

3 P. Macierzyński, Dochodzenie do prawdy o sobie, op. cit., s. 75.

4 P. Macierzyński, xxx (kiedyś udało mi się…), op. cit., s. 29.

5 T. Różewicz, Zła muzyka, w: Szara strefa, Wrocław 2002, s. 72.

Ibidem.

Obraz w tle: Grzegorz Markowski, lider grupy Perfect [fot. Monika Stolarska]

Reklamy

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s