Symphonic Theater of Dreams. Wywiad z kompozytorem Michałem Mierzejewskim

Michał Mierzejewski – ur. 17 grudnia 1989r. w Olsztynie. Kompozytor, aranżer, założyciel orkiestry Sinfonietta Consonus, pomysłodawca/kompozytor/aranżer Symphonic Theater of Dreams. Pisze muzykę współczesną, filmową, muzykę do gier. Najwięcej osiągnięć odnosi na scenie muzyki rozrywkowej. Pisał, aranżował oraz współpracował z takimi zespołami i artystami jak Transatlantic, Jordan Rudess, Flying Colors, Mike Pornoy, Neal Morse, Bad Salad, Affector, Tina Guo, Marc Papeghin, Whiterose, Collin Leijenaar, Daniel Fries oraz z wieloma innymi.

[W 2009 roku Michał Mierzejewski otrzymał za ten utwór wyróżnienie na Konkursie Młodych Kompozytorów im. Janiny Garści w Krakowie.]

* * *

Aleksandra Bliźniuk: Zacznijmy od początku. Pochodzisz z rodziny muzyków. Rodzice mieli wpływ na Twoją drogę artystyczną, próbowali na nią wpłynąć, ukierunkować?

Michał Mierzejewski: To prawda. Moi rodzice są z wykształcenia muzykami, mój pradziadek był samoukiem gry na skrzypcach. Moja rodzina miała wpływ na moją drogę artystyczną, jednak dziękuję im za to, że nie chcieli jej ukierunkować na siłę. Nie zaciągnęli mnie do szkoły muzycznej w Lidzbarku Warmińskim pod przymusem. Zaproponowali, ja się zgodziłem.

AB: Poprzez takie tradycje rodzinne czujesz się kompozytorem klasycznym czy rozrywkowym? Która muzyka jest Tobie bliższa?

MM: Ciężko powiedzieć. Kocham pisać „klasycznie”, choć to określenie niezbyt mi się podoba. Uwielbiam pisać na składy orkiestrowe, kameralne. Ale dobrze wiemy, że muzyka rozrywkowa towarzyszy nam na każdym kroku. Przez to, że poznałem rock/metal, a później ich progresywne odmiany, moje zainteresowania w pisaniu i aranżacji się poszerzyły.

AB: Właśnie, muzyka rozrywkowa wiąże się też z masowym przekazem. W wywiadzie dla magazynu „Gitarzysta” wspominałeś o sile Internetu. W Twojej karierze miał niebagatelny wpływ. Jednakże na co dzień dostrzegam, jak bardzo zatłoczony jest ludźmi, którzy chcą się wybić właśnie dzięki wirtualnej przestrzeni. Co zrobić, aby mimo wszystko zostać zauważonym w tej masie internautów?

MM: Nie chcę, żeby to zabrzmiało mało skromnie (to nie jest moje zdanie), ale wiele osób, znajomych czy fanów mówi mi: Ty to chłopie jesteś w czepku urodzony. W ciągu ostatnich lat zauważyłem, że jednak coś w tym jest. W Internecie zamieściłem swoje pierwsze aranżacje związane z zespołem Dream Theater. To dzięki temu zespół mnie dostrzegł, a sam projekt Symphonic Theater of Dreams tak się rozwinął. Nie przypuszczałem, że tak się to wszystko potoczy. To Internet zapoczątkował gwałtowny rozwój mojej twórczości i skromnej kariery. W tej historii często dochodziło do zbiegów okoliczności. Nie znam przepisu „jak zostać zauważonym”. Wydaje mi się, że wiara w siebie, dążenie do wytyczonych celów, pewność swoich umiejętności, dobry stosunek do ludzi… To przy odrobinie szczęścia –  powinno zaowocować.

AB: Internet czyli miejsce międzynarodowe, a raczej ponadnarodowe. A jednak Twoje początki kompozytorskie związane są ściśle z Polską. Jak to jest być kompozytorem w Polsce? Czy czujesz się spełniony będąc artystą w tym kraju?

MM: Oczywiście że tak. Czuję się spełniony, ale wiadomo, że czasami brakuje wsparcia w naszych pięknym kraju. Problem w Polsce jest taki, że ciężko zostać docenionym. Jest wiele czynników, które na to wpływają. Ludzie (i to głównie za sprawą Internetu) stali się „zawodowymi krytykami”. Potrafią zrównać z błotem wszystko. Dla artysty jest to trudne. Do tej branży trzeba mieć twarde nerwy.

Zauważyłem, że wielu artystów nie ma wsparcia, gdy nie są powiązani znajomościami w branży muzycznej. Wytwórnie w Polsce idą na ilość sprzedaży, a nie na zawartość. Alternatywne wytwórnie stają się również coraz bardziej komercyjne. Często jest tak, że to one wyznaczają kierunek artystom. Aby otrzymać jakąkolwiek recenzję w szanującej się gazecie, trzeba już wcześniej osiągnąć coś dużego … Ale jak do tego dojść?

Wydać płytę w Polsce, która jest na światowym poziomie to nie wszystko. Dobrym przykładem jest płyta Włodka Pawlika, który wygrał nagrodę Grammy. Polscy krytycy ledwo zauważali poprzednie płyty tego znakomitego artysty. Jak zdobył Grammy (do Fryderyków nawet nie otrzymał nominacji), to jego płyta nagle jest na pierwszym miejscu na sklepowej półce Empiku, niedługo będą pomniki stawiać, a trasa koncertowa nie będzie miała końca. Cieszę się, super… Ale co by było gdyby nie Grammy? Polacy coraz rzadziej doceniają to co swoje. I nie tylko w muzyce. Kolejna sprawa to charakter Polaków. Oczywiście nie chcę wszystkich wrzucać do jednego worka, ale jesteśmy smutnym narodem. Może nie we wszystkich dziedzinach, ale jest w Polakach dużo pesymizmu i zawiści. Nie cieszymy się z sukcesów swoich i uśmiechamy się gdy komuś się nie uda. Wiem, że nie tylko ja to zauważyłem i  trochę mnie to przeraża. Dlatego też ludzie uciekają do innych krajów, gdzie żyje się lepiej.

Jednak w Polsce jest mi bardzo dobrze. I mam nadzieję, że się to nie zmieni.

AB: To przykre co mówisz. Jednakże są ludzie, którzy doceniają Twoją twórczość. Wspominasz inne kraje. W ciągu ostatnich trzech lat, Twoja muzyka rozbrzmiewała w około 50 miastach z całego świata. Które miejsca/kraje są Tobie najbliższe pod względem artystycznym?

MM: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jestem pod ogromnym wrażeniem rozwoju edukacji artystycznej oraz całego systemu na zachodzie i w Skandynawii. Duże wrażenie też robią uczelnie w Stanach, ale są za to bardzo drogie. Najbliżej Polski to chyba Niemcy. Jest tam bardzo dużo świetnych orkiestr, festiwali klasycznych jak i rozrywkowych. Tam dużo się dzieje jednego dnia, a co dopiero w ciągu całego roku!

michal
Michał Mierzejewski [fot. Oskar Szramka]
AB: A artyści kompozytorzy? Czy ktoś stanowi inspirację dla Twojej muzyki?

MM: Z klasyki aktualnie nie mam żadnych inspiracji. Jeśli chodzi o muzykę filmową to zawsze inspirował mnie John Williams. Jego styl i orkiestracje zawsze rozkładały mnie na łopatki. Dziś jednak gatunek rocka progresywnego/metalu jest dla mnie głównym źródłem inspiracji. Patterny, harmonia czy też riffy przełożone na instrumenty orkiestrowe są niezwykle interesujące.

AB: Właśnie – metal progresywny. Przejdźmy teraz do projektu Symphonic Theater of Dreams, który jak mi się wydaje, znacznie wpłynął na Twoje życie kompozytorskie oraz przyczynił się do większej popularności. Dlaczego zespół Dream Theater? Czy jako kompozytor słuchając ich utworów, czułeś potencjał tej muzyki do opracowania na orkiestrę klasyczną?

MM: W Dream Theater zakochałem się wiele lat temu. Ich wirtuozeria, harmonia i pomysły bardzo rozwinęły mój pogląd na temat muzyki. Pamiętam, że gdy jechałem na ich koncert (mój pierwszy tego zespołu na jakim byłem), nie wierzyłem, że mogą wykonywać te skomplikowane utwory bez „zająknięcia” na żywo. A jednak! To zespół geniuszy. Na początku nie myślałem, że powstanie w mojej głowie symfoniczny tribute dla nich. Z czasem zauważyłem, że ich kompozycje są bardzo „orkiestrowe”, więc spróbowałem zaaranżować parę minut. Efekt był oszałamiający, a demówkę wrzuciłem na YouTube. Po jakimś czasie Mike Portnoy udostępnił moją pracę na swoich profilach społecznościowych, a po kilku tygodniach odezwał się do mnie sam Jordan Rudess, i poprosił o opisanie moich planów. To był sygnał, że trzeba działać dalej. Ogromna nadzieja zrodziła się w moim sercu. Tak powstało moje największe osiągnięcie, coś co dało mi furtkę do kolejnego etapu w moim życiu.

AB: Dla mnie to trochę niewyobrażalne jak zapisywałeś progresywny metal na partyturę. To chyba musiała być bardzo żmudna praca!

MM: Nie było łatwo! Robiłem to z pasji i z miłości, dlatego problemy i różne mankamenty, które spotykałem podczas tworzenia partytur nie były dla mnie straszne. To było wyzwanie, które sam sobie stworzyłem i się jego podjąłem.

AB: Opowiedz jak pracowało się podczas tego projektu z muzykami wykształconymi klasycznie? Czy „czuli” tę muzykę?

MM: Pracowało się świetnie. To było dla nas wszystkich coś innego, coś „nowego”. Utwory Dream Theater na orkiestrę brzmią jak muzyka filmowa, jak krótkie poematy symfoniczne. Większe wyzwania stwarzały etiudy orkiestrowe (tam gdzie wokalista schodzi ze sceny), przez które muzycy orkiestry zostawili więcej potu w studiu, ale wydaje mi się że końcowy efekt jest piorunujący.

AB: To prawda! Słuchając płyty i porównując z utworami Dream Theater od razu zauważyłam, że to nie odtwórcze covery, a Twoja interpretacja tej muzyki. I nie chodzi tylko o odmienną instrumentację, ale również o emocje, które płyta wzbudza, o jej charakter- są różne od tych, które towarzyszą utworom DT. Skomponowałeś jakiś nowy świat. Jak sądzisz, czy Twoi słuchacze powinni zapoznać się najpierw z utworami DT, aby w pełni rozumieć i cieszyć się Twoją płytą?

MM: Piękne w tym projekcie jest to, że często wielu fanów Symphonic Theater of Dream nie słyszało nigdy oryginalnych utworów i przez to zagłębili się w twórczość zespołu. Porównywanie SToD do oryginałów może być ciekawym doświadczeniem. Tak jak wspomniałaś, nie spisywałem partytur nutka po nutce. Chciałem, aby to był hołd, ale jednocześnie oddzielna historia opowiedziana przez klasyczne instrumenty.

AB: Klasyczne instrumenty, ale również pierwszoplanowa melodia. Słuchając utworów z płyty Symhonic Theater of Dreams nie sposób nie usłyszeć nacisku jaki kładziesz na melodykę utworów. Czy ta wrażliwość wynika stąd, że grasz na skrzypcach – a więc instrumencie o ogromnych możliwościach w tym zakresie?

MM: Niestety na skrzypcach już nie gram. Czasami wrócę do instrumentu, ale to bardzo rzadko. Poświęciłem się kompozycji, aranżacji oraz orkiestrowaniu. To nie zmienia faktu, że wiedza i umiejętności, które zdobyłem podczas nauki gry na skrzypcach są mi bardzo potrzebne. Jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe wrażliwość mam ogromną. To też jest powodem, dlaczego kocham pisać na tę sekcję. Dla mnie melodyka to najważniejszy składnik muzyki. Bez pięknej, przemyślanej melodyki, nawet najwspanialsza harmonia może się nie obronić.

AB: Widząc sukces projektu, Twoją wrażliwość doceniono. Symphonic Theater of Dreams zyskał sporą popularność o czym świadczy koncert w Operze Bałtyckiej, udział w festiwalu Drum Fest w 2012 czy przede wszystkim – nagranie świetnej płyty. Przypuszczałeś, że odniesiesz taki sukces?

MM: Szczerze mówiąc – nie. A ostatnie dokonanie orkiestry, czyli nagranie płyty z Jordanem Rudessem to dla mnie do tej pory jakieś złudzenie.

AB: To wielki sukces! A jakie są Twoje kolejne plany kompozytorskie? Gdzie będziemy mogli usłyszeć Twoją muzykę?

MM: Mamy wiele planów. Oprócz koncertów, przygotowujemy się do rozpoczęcia prac nad SToD 2, współpracą z paroma znakomitymi zespołami. Ja jako kompozytor, mam w planach nagrać swoją pierwszą, profesjonalną płytę.

AB: Więc czego życzyć Tobie na dalszej, artystycznej drodze?

MM: Wytrwałości i zdrowia. Bez tego ciężko aby ktokolwiek działał w jakiejkolwiek dziedzinie życia.

AB: Więc życzę Ci tego z całego serca. I jeszcze tego, aby Twoją pracę doceniali nie tylko za granicą. Ze swojej strony powiem, że z niecierpliwością będę czekała na Twoją autorską płytę. Powodzenia i dziękuję za rozmowę!

MM: Dziękuję!


Porównywanie SToD do oryginałów może być ciekawym doświadczeniem:

Advertisements

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

2 myśli na temat “Symphonic Theater of Dreams. Wywiad z kompozytorem Michałem Mierzejewskim”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s