Niewidoczne słowa

„Kim jesteś? Jestem zwycięzcą!” – tym dowcipnym i ukutym w Internecie memie słownym, mógłby określić się dziś Krzysztof Penderecki, gdyby chciał zamieścić muzyczne portfolio w serwisie YouTube. Ale kim naprawdę jest człowiek, określony na łamach The Guardian jako „prawdopodobnie największy kompozytor żyjący w Polsce”1?

Kiedy pod koniec zeszłego roku, gdzieś w odmętach Facebooka pojawił się pierwszy zwiastun książki Pendereccy: saga rodzinna (Wydawnictwo Literackie, 2013), której pozłacany napis wzbudził wśród komentatorów żartobliwy nastrój, nie trudno było oprzeć się wrażeniu, że jest to kolejna humoreska na temat kompozytora ze strony internautów. Tymczasem starannie wydana pozycja zapełniła półki księgarni i chociaż w powietrzu nie odczuwało się fermentu oczekiwania, który towarzyszy tzw. nowościom wydawniczym, to można było odnieść wrażenie, że lektura zaspokoiła skrywaną powszechnie ciekawość.pendereccy-saga-rodzinna-b-iext23837658

Krzysztof Penderecki – artysta wobec którego krytyka muzyczna w Polsce bywa często nieżyczliwa, a nazwisko wywołuje u muzykologów (i nie tylko) ironiczny uśmiech na twarzy – okazał się człowiekiem sentymentalnym, nieśmiałym, choć nieskromnym, oraz całkowicie pozbawionym talentu towarzyskiego. Krzysiem, z którym nikt nie chciał rozmawiać, ponieważ zawsze zajmował pierwszą ławkę w klasie i nie pożyczał nikomu kolorowych długopisów. Z filozoficznym przekąsem można byłoby nawet napisać, że Penderecki określa siebie jako wzniosą ideę, wzór dla muzyków znajdujących się w platońskiej jaskini. Nie bez powodu pisząca w Podsłuchaj Aleksandra Bliźniuk jako pierwsze skojarzenie związane z kompozytorem wymieniła „wyniosłość”. Gdy po zakończonym koncercie należało pogratulować soliście, Penderecki najzwyczajniej tego nie robił i zwlekał aż do chwili, w której żona zmusiła go do wykonania grzecznościowego – i jakże naturalnego dla estradowej etykiety – gestu. Zarówno kompozytor, jak i Elżbieta Penderecka tłumaczą ten nieprzyjemny dla odbiorców fakt wspomnianą już wcześniej nieśmiałością. Penderecki nie ukrywa, że wręcz stroni od ludzi, przez co dowcipnie charakteryzuje siebie jako zaszytego w norze borsuka. Nigdy nie był z nimi szczególnie związany, ponieważ całe życie poświęcił kompozycji, która doskonale uzupełniała lukę, jaką była potrzeba relacji towarzyskich.

z14968212AA,Krzysztof-Penderecki
fot. Rafał Latoszek

Bierny stosunek do społeczeństwa, a także niemal zupełną, życiową nieporadność – cenę wielkiego talentu, ukazują również jego relacje z dziećmi. Wielokrotnie pytany o swoją rolę w rodzinie, kompozytor nie tai, że nigdy takowej nie odegrał, całkowicie oddając się karierze. Szybko zauważymy, że wypowiadanie się na ten temat sprawia artyście trudność, a poszukiwana nić porozumienia z dziećmi ciągle się urywa. Ku zaskoczeniu czytelnika wielki kompozytor, który w mediach podtrzymuje fason posągowej twarzy, zaczyna odkrywać swoje prawdziwe oblicze. Penderecki ma świadomość, że jest dziwakiem, chociaż jak sam twierdzi – nieporównywalnie mniejszym w stosunku do Salvadora Dali, którego miał okazję poznać w latach ’70 zeszłego stulecia.

Ale tym, co najbardziej intryguje w Krzysztofie Pendereckim, nie są jego romantyczne opowieści o sobie, drzewach, Lusławicach czy własnych utworach, a fakt, że ten ukrywający w otoczonej wysokim murem posiadłości, pozornie wyalienowany ze społeczeństwa kompozytor, doskonale potrafi ocenić aktualny stan życia muzycznego w Polsce. Oczywiście nie jest to zasługa samego artysty, który z całą pewnością nie mógłby aktywnie interesować się bieżącymi sprawami kultury rodzimego kraju. Jednak zrozumienie fatalnej kondycji szkolnictwa, brak perspektyw dla zdolnych, lecz biednych uczniów, wynikający z niewystarczających funduszy na zakup instrumentu lub uczestnictwa w oszałamiająco drogich kursach mistrzowskich u wybitnych muzyków, to problemy, z którymi mierzą się współpracownicy kompozytora pod jego patronatem w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Ponieważ niezmiernie trudno byłoby doszukiwać się w sylwetce artysty urzekającego oddania i serdeczności,jaką promieniuje inny kompozytor – Krzysztof Meyer, próba pomnożenia szans młodych artystów oraz otwartość wobec wszystkiego, co jest muzycznie nowe, stanowią bardzo pozytywny odcień działalności Krzysztofa Pendereckiego.

Niewyczerpująca, lecz szczególnie ciekawa jest szczera wypowiedź Elżbiety Pendereckiej zamieszczona na końcu książki. Jako jedna z nielicznych żon wielkich kompozytorów nie musiała stać w cieniu męża, z niezwykłą determinacją zaznaczając swoją pozycję w ich związku. Elżbieta Penderecka nie przewartościowuje pozycji artysty, śmiało wspominając o jego despotycznym charakterze, a także ciężkim współżyciu, opartym wyłącznie na poświęceniu dla jego kariery. Dwa obrazy ukazują zupełnie inne spojrzenie na przeszłość – wspomnienie o wakacjach nad morzem jest dla Krzysztofa Pendereckiego miło i dobrze spędzonym czasem, podczas gdy w oczach Elżbiety Pendereckiej jawi się jako codzienne, poranne wyganianie z domu całej rodziny (niezależnie od pogody), bo „Krzysztof musi pracować”. Żona kompozytora nie ukrywa, że czuje się kobietą spełnioną, jednak podkreśla wiele momentów ich wspólnego życia, które chciałaby zmienić.

Z wypowiedzi Elżbiety Pendereckiej można byłoby ukuć pewien model życia – żyjemy dla wyższych celów, niekoniecznie dla siebie, czy dla dzieci. Nawet jeśli sam Penderecki nie jest człowiekiem towarzyskim, to wraz Elżbietą poświęcili wszystko dla ludzi oraz dziedzictwa kulturowego. Cokolwiek mówi się o nich teraz, nie ma tak naprawdę wielkiego znaczenia, bowiem historia jeszcze pokaże, że postąpili słusznie.

Dobrochna Zalas


1 S. Michaels, Jonny Greenwood reveals details of Krzysztof Penderecki collaboration, „The Guardian”, 23 stycznia 2012 r.

Obraz w tle: Elżbieta i Krzysztof Pendereccy w Lusławicach [fot. Jacek Poręba]

Advertisements

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

2 myśli na temat “Niewidoczne słowa”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s