Walentynkowe blubry

Amerykanie kupują Amerykankom
biżuterię, bieliznę, słodycze
wszystko w kształcie
czerwonego serduszka
epidemia „ejds” sprawiła
że obyczajem stało się
wręczanie zakochanym prezerwatyw
ozdobionych serduszkami
wisiorki w kształcie serduszka
bombonierki1

Walentynki. Nikt nie chciał tego dnia mieć artykułu, bo 14 lutego dla poznańskich studentów muzykologii III roku wiąże się z ostatnim egzaminem, bynajmniej rozkosznym i słodkim. Artykuł zaczynam więc pisać 9 lutego. Zastanawiam się jak podejść do tematu Walentynek. Święto dla mnie zupełnie obojętne. Członkowie Aparatu Podsłuchowego podpowiadają, abym napisała artykuł w sposób żartobliwy, może ironiczny… Ja stanę po środku. Nie zgniotę Państwa amerykańskimi przebojami o cudownej miłości. Nie obśmieję też kiczu tego święta. Wejdę z Państwem na polskie podwórko, gdzie nie narodził się pomysł czerwonych serduszek, ani nawet prezerwatyw. Za to powstało wiele pięknych, przejmujących, muzycznych obrazów miłości. Skoro już trzeba o miłości mówić, niech nie będą to puste „ćwierkania / pani redaktorki >>radia bzdet<<„. Zapraszam Państwa na podwórko obok starej, dość brudnej, ale wciąż istniejącej kamienicy. Odwiedzimy sześć mieszkań i poznamy ludzi, którzy o miłości nucą sobie tak…

Pod jedynką mieszka Pani Kasia Nosowska. Od lat wzbudza we mnie współczucie. Oczywiście prócz współczucia strasznie mnie wkurza. Bo jak to tak? Kobieta musi być silna, a ta skomle i leży obok tego typa już kilkanaście lat. I tylko od siebie wymaga, w sobie szuka błędów. Jest typem kobiety niewyzwolonej. Matka Polka Nieszczęśliwa. Patrzę jak pochłania ją bezsilność, jak wszystko staje się obojętne. Nawet śpiewa już bez emocji. Co więcej, śpiew przerywa dla swojego Nieszczęśliwie Ukochanego. Przeczuwam, że nie wytrzyma tak długo, bo ileż można? Każdy w końcu dostrzeże „podróbkę szczęścia”. A jeśli okaże się być z „fabryki na Tajwanie” to tylko wziąć pistolet i strzelać. Tylko w kogo?

Bardzo przemawia do mnie teledysk piosenki. W sposób przerysowany pokazuje jeden z wielu stereotypów związku dwojga ludzi. Chyba każdy zna historie takich miłości, które zaczęły się od „wiadomo maj, te sprawy”… To częsty temat polskich filmów, piosenek, sztuk teatralnych. Częsty widok na rodzinnych imprezach, kiedy ciotka Hanka ubrała znów przyciasną sukienkę, a wujek Marian ani myśli na nią spojrzeć. Nawet krytycznie!

Pod dwójką mieszka Olga Jackowska (Kora). Jest zupełnie inna od sąsiadki. Jej związek to ciągłe „rozstania i powroty”. Kłótnie, rzucanie talerzami, a potem zgoda w miłosnym uniesieniu. Wszystko słychać, słowo daję! Jej miłość jest pełna namiętności, wybuchów, przekleństw i najwspanialszych zaklęć mruczanych do ucha:

Ta piosenka, jak przypuszczam, została napisana w chwili spokoju, zmęczenia. Jak mantra powtarzane jest miłosne wyznanie. Pulsująca muzyka i senny wokal Kory kojarzy mi się z ostatnią rozmową przed wspólnym snem.

Przyznaję, że piosenka Kocham Cię kochanie moje jest to dość typowy obraz romantycznej miłości, ale w końcu i taka może się zdarzyć. Zwłaszcza w piosenkach. A między nami mówiąc – sprzątanie tych rozbitych szkieł na schodach z romantyzmem, ani nawet z sentymentalizmem nie ma nic wspólnego. Ot proza życia… Kiedy Kora z partnerem będą spokojnie spać, Nosowska w mieszkaniu obok podejmie decyzję do kogo strzelić.

W mieszkaniu numer trzy mieszka mój ulubiony sąsiad – Kazik Staszewski. Często wpada na papierosa i zamiast opowiadać – śpiewa:

„Nie umkniemy samotności, co nas żre jak czerw”. Nie ominie nas echo pustego domu, ani wszystkie odgłosy samotnego świata. A jednak niezmiennie „w sercu nam się tli, neonowy szyld”… Odpowiada mi taka wersja kazikowej miłości. Odpowiada mi nawet, jeśli przez sekundę pomyślę o tym, że jest mu wszystko jedno. Godzę się na to, bo wiem jakie jest sedno, jakie jest ostatnie zdanie. I chociaż wcześniej wypowiedziane słowa są bolesne, to czy muzyka prędzej nawet niż ostatnia strofa nie przeczą im? Zwolnione tempo i  łagodna, ciepła barwa głosu wokalnego w refrenie zdaje się mówić – wciąż mi zależy.

Z moim, mimo wszystko pozytywnym odczytem piosenki, kłóci się teledysk. Czarno-białe kolory bardzo kontrastują z nieoczywistym tekstem piosenki. Kazik niczego nie mówi wprost, nic nie ma jednej barwy.  Obrazy, które przewijają się w teledysku: kamienica, brudne podwórko, taniec, gonitwa w polu to tylko krótkie wspomnienia, urywki, które Kazik zbiera w całość. Postaciom w teledysku zupełnie brak emocji. Czyżby ostatnia scena przedstawiająca przerwanie dotyku symbolizowała ostateczny koniec? A może neonowy szyld to tylko pusta wydmuszka z nic nie znaczącymi już słowami?

Pod czwórką mieszka Grzegorz Ciechowski. W jego domu słychać przejmujący śpiew. Trochę się boję zapukać, więc stoję pod drzwiami i słucham tego bolesnego wyznania:

Wyznanie miłosne jest radykalnym otwarciem się na drugą osobę. Wystawia na upokorzenie, zranienie godności. Jest więc performatywem, którego skutki mogą być opłakane.

Jestem lżejszy od fotografii, z których będziesz mnie teraz wycinać.

Będę milczał – i tak jestem martwy.

Przeraża mnie jego nadzieja i jednoczesna pewność, że: „W nowym życiu znajdziesz mi miejsce, gdzieś na półce przy parapecie. Raz na miesiąc kurz ze mnie zetrzesz”. A więc tylko tyle? Czy z przejmującą prośbą tekstu Odchodząc dialog podejmie tylko muzyka?

Wdrapuję się na ostatnie piętro. Ostatnie pokoje, gdzie usłyszę coś o miłości. Pukam do mieszkania numer pięć i otwiera mi uśmiechnięty Krzysztof Cugowski. Pytam się go o miłość, licząc, że starszy mężczyzna wie coś więcej na jej temat. Chrapliwym głosem śmieje się i puszcza mi swoją piosenkę:

Odkrywczo mówi o odpowiedzialności, o marzeniach, o cierpliwości. Na końcu wspomina, że nie ma reguł ani przepisów. Za to dobrze jest powspominać, nawet te złe miłości.  Strzela we mnie banałami jak z procy.

Niepocieszona wracam do swojego mieszkania. Z ostatniego piętra wyglądam przez okno. Widzę witryny sklepów ozdobione uśmiechniętymi sercami. Na byle lizaku napisane najtrudniejsze słowa i wyznania, które tak ciężko przechodzą przez gardło. Patrzę się na to wszystko z góry, myślę o moich sąsiadach i nieświadomie nucę:

Co za historia, w powietrzu wisi kicz. W promieniach słońca, blacha jak złota lśni. Każdy nit w silniku całym drży. Wszyscy pragną szczęśliwego końca.

Aleksandra Bliźniuk


1 Tadeusz Różewicz, Walentynki (poemat z końca XX wieku), [w:] Tadeusz Różewicz, Zawsze fragment, Wrocław 1999, s.41.

Advertisements

Autor

Aleksandra Bliźniuk

Absolwentka szkoły muzycznej II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku w klasie fortepianu. Absolwentka muzykologii poznańskiej. Interesuje się muzyką polską XX wieku oraz zagadnieniami z zakresu estetyki i socjologii muzyki.

3 myśli na temat “Walentynkowe blubry”

    1. Co za elokwencja. To ze ktos caly rok czeka na walentynki nie znaczy ze musi nazywac grafomania caly tekst (radze zapoznac sie z definicja tego slowa).
      Mi sie podoba zarowno niekonwencjonalny pomysl na tekst jak i on sam. Plus za republike.

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s