Najsmutniejsze uszy świata

Istnieją chwile, kiedy z powodu ciekawości stoi się w przedsionku piekła. Z zewnątrz widać tylko spodnie sięgające kostek, pozornie znoszone trzewiki (czasem srebrne lakierki – zależy od „stylóweczki”), okulary o wielkich okrągłych szkłach zza których niebieskie, bądź zielone oczy mówią „mam dziś ładny sweter w pieski, więc podziwiaj mnie, ale nie dotykaj”, a także szczelnie wypełniona przestrzeń między włosami za pomocą wybornego kosmetyku, zapewne nadnaturalnego pochodzenia. Jednak to, co naprawdę interesujące, kryje się dopiero w przewodzie, którego korytem płynie strumień dźwięków znajdujący swe ujście w (odsł)uchu wybrednym, bo hipstera. Co gra więc w uchu człowieka, którego niektórzy, szczególnie bardzo złośliwi, przyrównują ze względu na styl ubioru do bezdomnego?

Nic nie dodaje splendoru muzyce, tak jak określenie jej mianem „alternatywnej”. Za sprawą tego magicznego słówka działającego jak zaklęcie, całe zastępy hipsterów przeszukują hipsternet, by znaleźć dźwięki, które nie powinny być znane większej grupie słuchaczy i muszą spełniać kryteria muzyki alternatywnej lub innej, równie „egzotycznej” lub eksperymentalnej. Warto wspomnieć o zainteresowaniach subkultury hipsterów, która skupia się przede wszystkim na twórczości artystycznej oraz niszowych formach kultury, pozostając w opozycji do mainstreamu. Stąd obok „alternatywny” bierze się kolejny magiczny przymiotnik „niezależny”, używany w określeniu filmów, magazynów, itp.

Chłód, „babcine” swetry z drutów i wełny, oraz smutne, islandzkie melodie to prawdziwa gratka dla nieszczęśliwych i zagubionych hipsterów o ustach w kształcie odwróconej podkowy. Dogodzić jakże wymagającym uszom w tak podłej sytuacji jest w stanie tylko islandzki zespół istniejący od 20 lat – Sigur Rós. Najlepszym przykładem odzwierciedlającym to, co nie tylko smutni, lecz także ci radośniejsi hipsterzy lubią, jest utwór Fjögur píanó, co w tłumaczeniu na język polski oznacza „cztery pianina”. Fjögur píanó wbrew nazwie wcale nie wykorzystuje brzmienia aż czterech pianin, bo wyłącznie jednego. Ten instrumentalny utwór oparty jest na jednym, nieskomplikowanym motywie powtarzającym się nieustannie. Całe piękno tej prostej formuły muzycznej tkwi w smutku sekund prawej ręki oraz pogłębionym, kwintowym skokiem z dźwięku e na A w lewej ręce, doprowadzającym do apogeum wzruszenia lub lenistwa spowodowanego niepożytecznym leżeniem i bujaniem w waniliowych obłokach, niczym Dyzio Marzyciel. Natomiast nieskomplikowana harmonia stanowi o nieskazitelnej „czystości” i przejrzystości Fjögur píanó.

Obraz pozostaje nieobojętny względem muzyki, narzucając jej określony charakter. Teledysk nie ma na celu opowiedzenia historii miłości między dwojgiem ludźmi, lecz ukazanie relacji między nimi – ulotność chwili, emocji, których symbolem mogą być motyle znajdujące się w ramkach na ścianach. „Obraz” Fjögur píanó obfituje w wiele metaforycznych przesłań, stąd opaski na oczach mogą symbolizować ślepotę uczucia; korytarz, którego podłoga usłana jest niedopałkami – wygasanie relacji „miłosnej” między kochankami; podmuchy „wiatru” (ziejący powietrzem mężczyźni) wprawiające w ruch ciała – mimowolne poddanie się temu uczuciu, oraz lizanie lizaków elektrycznych, przywodzących wizję pływania samochodem w wodzie, jako wyraz miłosnego odurzenia, ekstazy. Przypuszczalnie to, co najbardziej urzeka hipsterów, to motyla lekkość, subtelność ruchów postaci, a także minimalizm pokazujący maksimum emocji.

Wielkich łez jak groch (lub brukselki, jeśli zamiast deszczu jest łez gradobicie) oraz rozciągniętych rękawków swetra do wycierania ich z oczu, badany obiekt nie pożałuje podczas słuchania kolejnego, boleśnie smutnego utworu pt. Sweetheart, What Have You Done To Us Keatona Hensona. Oto co mężczyzna może dać kobiecie – rozpaczliwą piosenkę o porzuceniu, przepełnioną pretensjami i łatwym do opisania smutkiem. Drażniący, piszczący, lecz dla niektórych kojący (patrz – hipster) głos, wybrzmiewa na melancholijnych westchnieniach, które czasem przeistaczają się w szept. Wszystko to w „łamiących się” frazach wzruszenia wokalisty. Oszczędny i nieskomplikowany gitarowy akompaniament ma podkreślić ekspresję wyznań porzuconego mężczyzny, który baranów paść ze swoją wybranką już nigdy nie będzie.

Analogicznie do nietrudnej muzyki, powstał równie nietrudny i minimalistyczny wideoklip. Kamera jest skierowana na przygnębioną twarz piosenkarza z wielką wodą jego łez w tle. Niebotyczna ilość włosów na głowie oraz twarzy, a także duża ilość czerni na ciele, ma wzmóc posępny nastrój. Bardzo wymowna mimika twarzy piosenkarza dopełnia obrazu nędzy, beznadziei i rozpaczy. Tuż przed wyśpiewaniem ostatnich kilku wersów, zapłakany wokalista ucieka (w dosłownym znaczeniu tego słowa) sprzed obiektywu, co oznacza, że już nie może, ma dość, podobnie jak słuchacz nie mogący znieść niekończącego żałosnego skomlenia. Optymistycznie puentując tenże utwór, warto posłużyć się cytatem z piosenki Katarzyny Nosowskiej, która może stanowić odpowiedź dla utworu Keatona Hensona: „Gdzie boli przyłóż lód, bo będzie boleć dłużej”.

Robaki mogą być ekscytujące i hipsterskie, czego dowodem jest równie depresyjny utwór co poprzednie – Bugs don’t buzzz kanadyjskiego zespołu Majical Cloudz. Wykorzystanie brzmienia pseudo-pianina wpisuje się zazwyczaj w nurt sentymentalnych piosenek muzyki popularnej, i w tym przypadku nie dojdzie do złamania tejże „zasady”. Owe brzęczenie robaków przejawia się w czterech trójdźwiękach, z których każdy kolejny jest oddalony od siebie o tercję, prócz ostatniego – ten o sekundę, tworząc nigdy nie rozrastającą się komórkę (smutek lepiej zdusić w zarodku), powtarzaną przez cały czas trwania numeru. Pesymistyczne przesłanie brzęczenia objawia się nie tylko w treści warstwy tekstowej, lecz także w jej realizacji, stąd przepełnione rozczarowaniem zakończenie frazy wokalnej epiforą „no my love” w nadziei, że robak okaże się pasożytem – glistą ludzką.

Adekwatny do muzyki i tekstu pozostaje teledysk, gdzie ukazany jest (nie)wielki świat robaków pojawiających się w prawie każdym kadrze. Każdy statyczny obraz, który został uchwycony przez czujny obiektyw kamery, zawiera w sobie prawdę – piękno wynikające choćby z natury. W ostateczności, próby ognia nie wytrzymują nawet robaki, które żarliwie płoną, a wraz z nimi cała ich miniaturowa rzeczywistość. Istnieje więc szansa, że jabłka Renety (nazywana królową jabłek) pozostaną nietknięte.

Jakie są wyznaczniki upodobań muzycznych hipsterów? Przede wszystkim zespoły/wokaliści, którzy tworzą ich playlistę muszą być nieznani dla większości ludzi i pochodzić z tzw. nisz muzycznych.  Oczywiście zdarzają się wyjątki, szczególnie w przypadku, kiedy określony muzyk zostanie uznany za godnego uszu, czyli wiarygodnego bez względu od wielkości tłumu fanów. Ważna jest również prostota, ascetyczność utworów wymierzonych przeciwko temu, co masowe, patetyczne, stąd nawet niekiedy „muzyka hipstermarketu” Tesco uprzyjemniająca kupowanie, może w ten krąg się wpisać. Jeśli teledysk, to tylko taki, który prócz „ładnej” muzyki ma jeszcze „ładne” obrazki. Podsumowując: pakiet dobroci i miłości.

Oto najsmutniejszy hipster świata. Zielone już światło się zapaliło. Można przejść na drugą stronę, a ciekawość już zaspokojona co tam w uszach, tam w środku gra.

Adrian Matuszak


Obraz w tle: Hipser style [źródło: http://hipsterside.com/tag/hipster-style]

Reklamy

2 myśli na temat “Najsmutniejsze uszy świata”

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s