Zima – PÅ SVENSKA #2

Do Polski jeszcze nie przyszła, ale zaskoczyła Stany Zjednoczone, w których ujemną temperaturę odnotowano na początku stycznia we wszystkich pięćdziesięciu stanach. W Sztokholmie po ciepłym grudniu temperatura powoli schodzi do 0°C, a w weekend przewidywany jest nawet śnieg! Ta nadzwyczajna prognoza sprawiła, że jedynie mieszkańcy Norrbotten, czyli najbardziej wysuniętego regionu na północ Szwecji, mogą się cieszyć z prawdziwiej zimy. Najwyższa pora, żeby mroźna i baśniowa aura pojawiła się również w Podsłuchaj, bo „zimą” – jak mówi jeden z bohaterów historii – „najlepsza jest smutna opowieść”.

Zima to nie tylko pora roku, śnieg i sanki, lecz także podświadome odczuwanie spowolnienia biegu czasu, który napędza nieustanna zmienność w przyrodzie. Podobnie jak lód może uwięzić w sobie życie, tak samo artyści dążą do zatrzymywania zjawisk w czasie, czego przykładem jest dramat Williama Szekspira – Opowieść zimowa (lub Zimowa powieść). I chociaż zima w Opowieści zimowej jest taka sama jak w Polsce, czyli tylko z nazwy (miejscem akcji są Sycylia i Czechy), to ukazuje złożoną i tragiczną historię rodu królewskiego oraz pary kochanków, którzy wzorem Romeo i Julii próbują za wszelką cenę uratować wzajemną miłość.

Zaledwie rok przed wybuchem II wojny światowej szwedzki kompozytor Lars-Erik Larsson, inspirując się dramatem Williama Szekspira, stworzył czteroczęściową kompozycję o tym samym tytule – En Vintersaga, która miała być muzyczną winietą do opowieści. Dla Larssona, który wówczas pracował jako dyrygent w Sveriges Radio, był to środkowy okres jego kariery muzycznej, a zarazem moment powolnego wycofywania się ze stylistyki awangardowej, którą poznał podczas studiów u Albana Berga w Wiedniu. W tym samym czasie kierunki rozwijające się w Europie Zachodniej były dla muzyki szwedzkiej całkowicie obce i bardzo możliwe, że to właśnie dlatego kompozytor powrócił do neoklasycyzmu oraz początkowej fascynacji twórczością Jeana Sibeliusa.

Lars-Erik Larsson ukazał historię bohaterki (Perdity) przez pryzmat miłości, mocno osadzonej w duchu romantycznej suity Sibeliusa – Kung Kristian II, gdzie uczucie jest rozdarte między dwie przeciwległe i niemożliwe do połączenia sfery – dworską i rustykalną. Nawiązania do dzieła Sibeliusa nie tylko są słyszalne już w pierwszej części En Vintersaga (m.in. charakterystyczne ostinato w grupie skrzypiec, czy melodyczna rola instrumentów dętych), ale również dostrzegalne w fabule. Czeski książę kocha się w wychowywanej na wsi Perdicie (w rzeczywistości jest porzuconą córką króla sycylijskiego), tak samo jak król Krystian II pała uczuciami do prostej dziewczyny z holenderskiego ludu.

Pastoralna i pogoda aura dzieła (skądinąd zbliżona do twórczości Edwarda Griega) są zasadniczą różnicą między lekką i ciepłą En Vintersaga, a balladycznym Kung Kristian II. Nie na darmo można odnieść wrażenie, że kompozytor stworzył jedynie słodkie pejzażyki, które w żaden sposób nie odnoszą się do tragicznego, czasem określanego także jako semi-komediowego charakteru Zimowej opowieści Wiliama Szekspira. Obecna we wszystkich częściach prostota użytych środków, a także ład i łagodność z jaką Larsson potraktował dramat, chociaż nie pozbawiona liryzmu, przypomina raczej przeniesienie surowych oraz mrocznych baśni braci Grimmów na barwny obraz disney’owskich kreskówek w stylu Królewny Śnieżki.

Dopiero zamykający dzieło Epilog, podobnie jak morał kończący bajkę, staje się na pozór tym, czego chciałoby się oczekiwać od kompozycji. Utrzymany w tempie andante, niemal całkowicie niepodobny wyrazowo w stosunku do pozostałych części, jak gdyby stara się zaznaczyć, że nawet w stworzonej przez Szekspira opowieści zima w końcu przechodzi – kochankowie są razem, martwi wracają do żywych, a spory zostały zażegnane, lecz piętno tragedii rodu królewskiego pozostanie w pamięci potomków przez wieki.

Dobrochna Zalas


Obraz w tle: Śnieg Juliana Fałata ze zbiorów Muzeum Narodowego w Poznaniu

Reklamy

Autor

Dobrochna Zalas

Z wykształcenia muzykolog, z zamiłowania słuchaczka i czujna obserwatorka sztuki. Jej zainteresowania oscylują wokół historii muzyki XX wieku do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem utworów scenicznych. Przypatruje się kontekstom i relacjom miedzy sztukami – bez uwzględniania granic.

4 myśli na temat “Zima – PÅ SVENSKA #2”

  1. O rany! Pati, nie pisz takich komentarzy publicznie, bo jeszcze pomyślą, że mamy pomieszane w głowie. :D A ja „Śnieg” Fałata bardzo lubię, zwłaszcza ten poznański.

  2. Tak.Zima to czas wyciszenia i spokoju, co słychać zresztą, w tej muzyce. Spokojem epatuje też obraz Fałata. Nie pozostaje nic innego jak zgodzić się ze zdaniem Leszka Kołakowskiego, który kiedyś powiedział, że „Sztuka jest sposobem wybaczania światu zła i chaosu”. Poza tym gratuluję autorom blogu pomysłów, które otwierają mi różne muzyczne klapki w głowie o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia!

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s