Naprawdę nie dzieje się nic – słówko o teledyskach

Przyzwyczajeni jesteśmy do spokojnych, refleksyjnych i melodyjnych piosenek Grzegorza Turnaua. Przyzwyczajeni jesteśmy do jego mądrości, morałów i złotych myśli. Trzeba jednak przyznać, że Turnau nie naprzykrza się swoim moralizatorstwem. Jest też nienachalnie estetyczny.

Naprawdę nie dzieje się nic to utwór melancholijny i niejednoznaczny. A przy tym bardzo gorzki. Trudno o nim wyrokować, bo „czy zdanie okrągłe wypowiesz, czy księgę mądrą napiszesz, będziesz zawsze miał w głowie tę samą pustkę i ciszę”. Piosenka sama jest pełna ciszy – tej ciszy, którą wyczytuje się między słowami i między nutami. I tej ciszy, o której opowiedzieć można tylko historię czarno-białą.

Jakże różni się teledysk do tego utworu od współczesnych klipów – kolorowych, błyszczących, nadmiernych, wyolbrzymionych, rozkrzyczanych, epatujących ciałem. A tutaj ciało jest, i owszem, ale to ciało starcze – pomarszczone, znoszone, zużyte, wyjałowione. Doświadczone. Uczynić człowieka starego tematem top, motywem przewodnim, przynętą, okładką – oto jest zadanie! Turnau wywiązuje się z niego bardzo dobrze. Naprawdę nie dzieje się nic to zbiór obrazków jak ze starego rodzinnego albumu albo filmu. Nakręcany zegar odmierza takty i kolejne klatki: babcia w ogrodzie, babcia w oknie, okno bez babci… W tym świecie postaci wydają się być prawdziwe – śmieją się albo popadają w zadumę, tańczą, piją alkohol. A jest to staromodny walczyk, a jest to domowa nalewka. Tak naprawdę jednak ludzie z tego skansenu to tylko kukiełki, to marionetki, którymi ktoś z góry manipuluje. Sceny są jak przeklejone z najpiękniejszych dzieł sztuki. Folklor pod palcami. Kompozycję szkatułkową dostrzeżemy wyraźnie, gdy wraz z pisklakiem spojrzymy przez otwór w kartonowym pudełku. Przed nami droga. Dokąd?

Turnau odprawia tu misterium małych pożegnań: pocałunek na do widzenia, ostatni łyk, czarna godzina, przydrożny Chrystus, owad topiący się w kieliszku, a wreszcie wiejski kondukt żałobny. Życia nie jest jednak sprawą, którą można by łatwo zakończyć – świeca nie chce zgasnąć, a rower zatrzymać się. Zegar cały czas musi być nakręcany tym samym ruchem, huśtawka rytmicznie odmierza kolejne zaśnięcia i przebudzenia, a tancerz w pozytywce wciąż tańczy: raz, dwa, trzy… To nic, że skazany jest na samotność, pustkę i horyzont. Bo w życiu, jak i w teledysku naprawdę nie dzieje się nic…

Głos Imany jest ostry. Przecina więc pastelowe tło obrazków, które tworzą historię młodej czarnoskórej kobiety. Które – także w momentach ciszy – radzą sobie znakomicie. Chociaż tak naprawdę „najwyraźniej nie było tej historii”, a wokalistka jest mistrzynią opowiadania o tym, co się nie wydarzyło.

Jeśli decyduję się podążać za bohaterką po ścieżkach jej, być może afrykańskiej, wioski, to decyduję się też na bieg z chłopcem za balonikami, które uciekają przed dziecięcą ręką jak ulotna chwila. Zakochana kobieta nie jest w tej wiosce taka, jak wszyscy. Jest wyjątkowa, jak gdyby miłość, którą stara się ukryć, naznaczyła ją. W tym spokojnym, acz pulsującym życiu osady przechadza się w białej sukience i tańczy, gdy nikt nie widzi. Taniec jest radosny, beztroski, ale czasami potrafi usidlić, zamknąć w zaklętym kręgu.

Historia, która się nie wydarzyła, biegnie nie po kolei. Jest opowieścią o tym, że stale czegoś szukamy. W tym bezustannym zagubieniu jesteśmy sami, choć stale przez innych dopingowani. A chwile prawdziwej radości łapiemy w przelocie, niepewni ich sensu i tego, czy do nas należą. Gdy umkną, poprawiamy makijaż.

Anna Komendzińska


Obraz w tle: Grzegorz Turnau przed V Inowrocławską nocą Solannową, 26 lipca 2009 [źródło: Wikipedia]

Advertisements

3 myśli na temat “Naprawdę nie dzieje się nic – słówko o teledyskach”

  1. Przyjemnie sie czytalo.
    Jedno pytanie:
    Jak cos pomarszczonego, znoszonego, zuzytego moze byc przy tym jalowe? Wczesniej uzyte przymiotniki wykluczaja nijakosc.

    1. Dziękuję! Przyznam, że w przypadku słowa „jałowy” bardziej niż znaczenie ‘nijaki’, które w Słowniku języka polskiego PWN (http://sjp.pwn.pl/slownik/2467333/ja%C5%82owy) trzeba by chyba utożsamić ze znaczeniem drugim, czyli ‘pozbawiony sensu, wyrazu’ odpowiadałoby mi znaczenie pierwsze: ‘nieurodzajny’. „Wyjałowione ciało” tłumaczę zatem jako takie, które kiedyś miało wiele do zaoferowania, było „zdolne do rodzenia” (tak dosłownie, jak i metaforycznie), a dziś ta zdolność znacznie się obniżyła. Jest to więc ciało pomarszczone – bo kiedyś było gładkie, a także znoszone oraz zużyte – bo dawniej było nowe, a wciąż jest tą samą powłoką. Spróbuję więc się bronić – moim zdaniem „wyjałowione” nie jest równoznaczne z „nijakie”. „Nijakie” może być tym samym na początku i później, zaś „wyjałowione” sugeruje, że niegdyś było zdolne do rodzenia owoców. Bardzo jednak dziękuję za uwagę – skłania ona do jeszcze większych refleksji podczas tworzenia tekstów.

  2. Dzieki!
    Ma to sens!
    Autorefleksja jest bardzo wazna, a blog jest ultra nosnym medium wymiany zdan i poszerzania horyzontow.
    Trzymam za Was kciuki!

Dodaj donos

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s